Portrety
____________________________________________________
Sara Kane
| "Miłości,
moja miłości, dlaczego mnie opuściłaś"
|
![]() Londyński szpital King's College, położony w dzielnicy Southwark na południowym brzegu Tamizy należy do najlepszych placówek medycznych w Wielkiej Brytanii. Ostatnio otrzymał trzy gwiazdki za jakość usług. Pacjenci przebywają w przestronnych pawilonach, mają do dyspozycji zamykane na klucz szafki oraz szpitalne radio, które nadaje pozdrowienia od bliskich. Ponieważ miejsce na rzeczy osobiste jest ograniczone, dyrekcja szpitala zaleca wziąć ze sobą tylko najpotrzebniejsze rzeczy, takie jak: paczka chusteczek higienicznych, monety do telefonów i automatów z napojami, dwie zmiany bielizny, książki, przybory do pisania, krzyżówki, włóczkę i druty. Wszystko pozostałe pacjent otrzyma na miejscu. Życiem duchowym pacjentów zajmuje się departament opieki duchowej i kapłańskiej. Do dyspozycji pacjentów i ich bliskich pozostaje szpitalna kaplica św. Łukasza (nabożeństwa w każdą środę o 16.30) oraz czynna całą dobę międzywyznaniowa sala modlitw. Również przez całą dobę dyżurują kapłani Kościoła anglikańskiego. Kapłanów innych wyznań, w tym rzymskokatolickiego i kościołów wolnych, można wzywać w razie potrzeby przez centralę. 18 lutego 1999 roku na oddział im. Brunela przyjęto pacjentkę Sarah Kane, lat 28, zawód dramaturg, miejsce pracy Bush Theatre, Londyn. Leczona w Maudsley Hospital na depresję. Rozpoznanie: przedawkowanie środków uspokajających. Panna Kane połknęła w domu 150 tabletek przeciwdepresyjnych i 50 nasennych. Uratowała ją koleżanka, z którą wynajmowała mieszkanie. Dwa dni później nad ranem nową pacjentkę znaleziono w łazience. Powiesiła się na haku na drzwiach toalety, na sznurowadle wyciągniętym z własnych butów sportowych. Miała na to półtorej godziny, na tyle zostawiono ją bez opieki. Pragnący zachować anonimowość psychiatra, u którego denatka w przeszłości leczyła depresję, powiedział dziennikarzom, że panna Kane była pacjentką wysokiego ryzyka, która według obowiązującego w Wielkiej Brytanii prawa powinna zostać zatrzymana, jeśli będzie usiłowała opuścić salę szpitalną. Ale dochodzenie wykazało, że pielęgniarki z oddziału, na którym przebywała panna Kane, nie zostały poinformowane, że wymaga ona całodobowej opieki i kontroli. Ojciec panny Kane oświadczył dwa dni po śmierci córki, że rozważa wystąpienie na drogę prawną. "Chcę odpowiedzi na pytanie, dlaczego moja córka nie otrzymała należytej opieki, aby to samo nie stało się z czyjąś córką" - powiedział dziennikarzom. Wobec braku dowodów czyjejkolwiek winy dochodzenie umorzono. Jej kariera literacka trwała tylko cztery lata. Przez ten krótki czas Sarah Kane napisała pięć sztuk, które wstrząsnęły posadami brytyjskiego teatru, a z nim teatru na świecie. Opisała w nich sceny gwałtu i przemocy, których nikt przed nią nie odważył się pokazywać w teatrze. W porównaniu z jej dramatami doniesienia prasy brukowej i telewizyjne relacje na żywo z miejsc zbrodni wydają się niewinną igraszką. Jedna ze sztuk zawiera sceny gwałtu homoseksualnego i kanibalizmu. W innej tłum linczuje głównego bohatera, obcinając mu genitalia i smażąc je na grillu. W jeszcze innej psychopatyczny morderca amputuje młodemu homoseksualiście język, ręce i nogi, a jego partnerowi podrzyna gardło. Napiętnowana mianem skandalistki, która epatuje scenami barbarzyńskich okrucieństw i przemocy, Sarah Kane dopiero po śmierci doczekała się uznania. W nekrologach gazety brytyjskie nazywały ją "najstraszniejszym, najbardziej niepokojącym głosem generacji", "moralistką o niekiedy odpychającej surowości i zjadliwym dowcipie", "zawzięcie odważną". Dzisiaj krytycy, którzy przedtem odmawiali jej prawa do tworzenia i wystawiania tych barbarzyńskich sztuk, wymieniają je obok dzieł największych dramaturgów XX-wiecznego teatru: Samuela Becketta, Harolda Pintera i Edwarda Bonda. Ba, znajdują nawet podobieństwa między Kane a Szekspirem! Londyński Teatr Royal Court, w którym w 1995 roku odbyła się prapremiera jej pierwszej sztuki "Zbombardowani", w ubiegłym roku poświęcił pamięci Sary Kane cały sezon. A w Polsce w ostatnich dwóch miesiącach miały miejsce prapremiery jej dwóch sztuk: "Oczyszczonych" wystawił we wrocławskim Teatrze Współczesnym Krzysztof Warlikowski, a "Psychosis 4.48" reżyserował w Teatrze Polskim w Poznaniu i warszawskich Rozmaitościach Grzegorz Jarzyna. W internecie powstały witryny poświęcone życiu i twórczości Sary Kane. Na jednej z nich pod adresem http://www.iainfisher.com/kane.html internauci mogą głosować na najlepsze ich zdaniem teksty Kane. Prowadzi ostatnia sztuka, "4.48 Psychosis" ukończona kilka tygodni przed śmiercią, przez wielu uważana za rodzaj pożegnalnego listu autorki. Jest również plebiscyt na ulubione sceny ze sztuk Kane. Wśród propozycji: - sen z "4.48" o lekarce, która daje bohaterce osiem minut życia, trzymając ją wcześniej przez pół godziny w poczekalni; - wers z "Oczyszczonych": "Kochaj mnie albo zabij mnie"; - scena kastracji Hippolytusa z "Miłości Fedry"; - fragment didaskaliów z "Oczyszczonych": "Tinker obcina ręce Karlowi. Karl schyla się, żeby je podnieść, ale nie może, bo nie ma rąk"; Jeden z gości witryny oburzony jej barwnym opracowaniem graficznym zostawił krytyczną notatkę: "Czy ta strona nie mogłaby być mniej kolorowa!". Sarah Kane, rocznik 1971, miejsce urodzenia Kelvedon Hatch. Matka nauczycielka, ojciec dziennikarz w Daily Mirror. Oboje są głęboko wierzącymi ewangelikami. Kane, znana dzisiaj jako autorka przekraczających wszelkie normy sztuk teatralnych, jest w dzieciństwie gorliwą chrześcijanką. Marzy o pracy misjonarza, jej główna lektura to Biblia. To jednak tylko pozorna sprzeczność, bo - jak powie później w jednym z wywiadów - nie ma bardziej okrutnej książki na świecie. "Jest pełna gwałtu, okaleczania, wojny i epidemii". Kane straci wiarę wiarę, kiedy skończy 17 lat. - Moje chrześcijaństwo było rodzajem dziecinnego lunatyzmu - powie Aleksowi Sierzowi, krytykowi teatralnemu, który pisze o niej książkę. Później jej ulubionym autorem stanie się Samuel Beckett, a ulubionym cytatem - słowa Hamma, bohatera "Końcówki", o Bogu: "Drań! Nie istnieje!". - Była bardzo żywym dzieckiem - wspomina jej ojciec Peter Kane. - Sprowadzała do domu inne dzieci, często zapłakane, potrzebujące przytulenia. Kochała ludzi. W szkole Kane interesuje się teatrem, reżyseruje amatorskie przedstawienia Czechowa i Szekspira. Chce zostać aktorką: po szkole wyjeżdża na studia do Bristolu, na wydział teatralny tamtejszego uniwersytetu. Tam podejmuje pierwsze próby dramaturgiczne i po raz pierwszy występuje na scenie w sztuce "Zwycięstwo" współczesnego brytyjskiego autora Howarda Barkera. To ponura, okrutna literatura, pokazująca ciemną stronę kapitalistycznego raju, Kane jest nią zafascynowana. W Bristolu Sarah prowadzi dzikie życie towarzyskie. Ma romanse z kobietami, szaleje w klubach. Na uniwersytecie wyrabia sobie opinię trudnego studenta. Jeden z profesorów oskarża ją o pisanie pornograficznych esejów. Kane na następne zajęcia przynosi stos pornosów i rzuca mu je na biurko. W 1992 roku kończy dwuletnie studia. Pisze cykl trzech monologów i wystawia je pod wspólnym tytułem tytułem "Sick" ("Chory"). Spektakl opowiadający o "gwałcie, rozstroju pokarmowym i seksualnej tożsamości" (jak informuje notatka w programie) jedzie na festiwal teatralny w Edynburgu. Pokazują go w jednym z zatłoczonych pubów, jednak bez wielkiego powodzenia. Później Sarah niezadowolona z tego pierwszego dramatu, skasuje go z pamięci z komputera. Ważniejszy dla niej okaże się inny spektakl, który ogląda na festiwalu. To "Mad" ("Obłąkany") grupy Grass Market Project. Szef teatru Jeremy Weller od kilku lat wystawia eksperymentalne przedstawienia z udziałem aktorów i amatorów, w których zaciera się granica między fikcją a rzeczywistością. W "Mad" obok aktorów grających role psychicznie chorych biorą udział prawdziwi chorzy i ich bliscy. Siadają razem w kręgu, jak na terapeutycznym spotkaniu, i rozmawiają o najintymniejszych i najbardziej ekstremalnych przeżyciach związanych z chorą psychiką. Sarah wychodzi z teatru wstrząśnięta. Swoje uczucia po latach opisze Sierzowi: - "Mad" zabrał mnie do piekła. Ten spektakl podziałał na mnie jak szczepionka. Byłam chora przez kilka dni po jego obejrzeniu, ale ten zastrzyk ochronił mnie przed znacznie poważniejszą chorobą". W Edynburgu decyduje, jaki teatr chce uprawiać: teatr, który wstrząsa. Po wakacjach Sarah Kane wstępuje na uniwersytet w Birmingham, na magisterski kurs pisania dramatów. Znów jest outsiderką. Chce mieć zajęcia z pisarzami: Haroldem Pinterem, Howardem Bakerem, Edwardem Bondem, tymczasem uczą ją zwykli nauczyciele akademiccy. Pisze potajemnie pierwsze sceny swej pierwszej pełnospektaklowej sztuki "Blasted" ("Zbombardowani"). Na koniec roku wystawia ją z kolegami. Przedstawienie ogląda Mel Kenyon, agentka literacka z Londynu. Jest przerażona i długo nie może wyrzucić z pamięci niektórych obrazów ze spektaklu. Później zaproponuje Kane, że zostanie jej agentką. Bohaterem sztuki jest Ian, dziennikarz brukowej prasy, alkoholik umierający na raka. Do pokoju w luksusowym hotelu w Leeds sprowadza dawną dziewczynę, aby była przy nim w ostatnich chwilach. W nocy gwałci ją, poniża i ośmiesza. - Chciałam napisać sztukę o nierówności sił pomiędzy młodą, naiwną dziewczyną i starszym mężczyzną - opowie później Kane. W marcu 1993 roku pierwotny pomysł zostaje jednak zarzucony. Sarah ogląda w telewizji relację z oblężonej Srebrenicy. Na ekranie stara kobieta patrzy w kamerę i płacze: "Proszę, niech nam ktoś pomoże! Zróbcie coś!". - Nagle straciłam całe zainteresowanie dla sztuki, którą pisałam. Chciałam teraz napisać o tym, co właśnie zobaczyłam w telewizji. Później powoli doszło do mnie, że mój dramat jest właśnie o tym: o gwałcie, do którego dochodzi pomiędzy ludźmi, którzy się znają, a nawet pozornie kochają. Kane pisze drugą część sztuki, w której wybuch bomby przewraca sytuację do góry nogami. Do pokoju wpada Żołnierz, a razem z nim jeszcze gwałtowniejsza przemoc, przy której sensacyjne artykuły Iana o zboczeńcach atakujących prostytutki paskiem od spodni są śmieszne. Luksusowy hotel zamienia się w scenę wojny domowej. Żołnierz terroryzuje i gwałci Iana, potem wysysa mu oczy, zjada je i strzela sobie w łeb. Za tę scenę na autorkę spadnie najwięcej oskarżeń o epatowanie barbarzyństwem. Tymczasem Kane wcale jej nie wymyśliła. Zaczerpnęła ją z książki Billa Buforda o przemocy na brytyjskich stadionach piłkarskich. Buford opisał przypadek policjanta, który podawał się za kibica Manchester United i został zdemaskowany. Jeden z kibiców wyssał mu oko, odgryzł, wypluł na podłogę i tak go zostawił. - Jedyną przyczyną, dla której "Blasted" wstrząsa bardziej niż gazeta, jest to, że usunęłam wszystkie nudne kawałki - powie w wywiadzie. Ale "Zbombardowani" nie są tylko lustrem przemocy współczesnego świata, ale sztuką o przetrwaniu. W finale do oślepionego i poniżonego Iana wraca zgwałcona dziewczyna i karmi go zdobytym na mieście jedzeniem. Pada deszcz. Ian dziękuje. W styczniu 1995 roku po próbach czytanych dramat trafia na małą scenę Teatru Royal Court w Londynie specjalizującego się we dramaturgii współczesnej. Reżyseruje James MacDonald. Teatr nie robi niczego, aby uprzedzić wiszący w powietrzu skandal. Przed wejściem w ostatniej chwili ktoś zawiesza ostrzeżenie, że sztuka zawiera gwałtowne sceny. Na widowni liczącej sześćdziesiąt parę miejsc są prawie sami krytycy. Pierwsze głębokie westchnienia słychać już po pierwszej kwestii, którą wygłasza Ian, wchodząc do pokoju hotelowego: "Srałem już w lepszych miejscach". Gdy bohater zmusza swoją partnerkę do miłości oralnej, na widowni rozlegają się śmiechy i komentarze. Jedna z dziennikarek wychodzi. Finałowa scena, w której oślepiony Ian masturbuje się i defekuje, przyjmowana jest w grobowym milczeniu. Kiedy zapala się światło, krytycy wybiegają z teatru, aby nadać korespondencje. Pierwszy jest Jack Tinker z "Daily Mail". Z budki telefonicznej na Sloane Square dyktuje recenzję, która nazajutrz ukaże się pod tytułem "Budzące wstręt święto sprośności". Zadaje w niej pytanie, dlaczego teatr odważył się wystawić ten "pozbawiony wartości dramaturgicznej tekst" i sugeruje, że dotowana scena marnuje pieniądze podatnika. Tinker dzwoni też do działu krajowego swojej gazety, skandal wokół "Blasted" trafia na pierwszą stronę. Charles Spencer z "The Telegraph" także zawiadamia swój dział informacji. W mediach po świętach panuje cisza, którą trzeba czymś zapełnić. "Niczym nieuzasadniona rzeź" - dyktuje z sąsiedniej budki. Następnego dnia o 7.30 Anne Mayer, odpowiedzialna w Royal Court za kontakty z mediami, odbiera w domu pierwszy telefon w sprawie "Blasted". Od tej chwili telefon nie milknie. W teatrze zastaje tłum reporterów poszukujących autorki "tej wstrętnej sztuki". Kilka dni później odkryje jednego z nich pod własnym biurkiem. Niemal wszystkie londyńskie gazety zamieszczają w porannych wydaniach recenzje sztuki, w większości miażdżące. Najczęściej powtarzane przymiotniki: "wstrętna", "odrażająca", "niepokojąca", "przygnębiająca", "ohydna". "The Evening Standard" donosi o "czystym brutalizmie", "The Spectator" nazywa "Blasted" wstrętną parodią sztuki. Tylko kilku recenzentów w miejsce epitetów używa argumentów. Należy do nich Michael Billington z Guardiana, pisze, że sztuka jest nieudana, bo nie wiadomo, kto z kim walczy na ulicach Leeds. Najmocniej dramatu broni John Peter z "The Times", który widzi w nim portret społeczeństwa ulegającego samodestrukcji. "Dramaty o przemocy zmuszają nas do zakwestionowania wartości. Potrzebujemy takich moralnych prób. Teatr jest żywy tylko wtedy, jeśli uderza". Reszta mediów oddaje uderzenie. Dziennikarze liczą widzów wychodzących z przedstawień. "The Evening Standard" donosi 19 stycznia, że do tej pory zrobiło to osiem osób. Gazety zamieszczają wywiady z tymi, którzy wyszli, i z tymi, którzy zostali do końca. Niejaki James mówi "Guardianowi", że widział już bardziej szokujące spektakle, "ale ta sztuka jest po prostu wulgarna". Andrew, 25-letni student, który obejrzał przedstawienie do końca, uważa, że dramat jest edukacyjny i można się z niego "dowiedzieć wiele o moralnej degradacji". Wszyscy szukają Sary, nawet dziennikarze w redakcji "Daily Mirror", w której pracuje jej ojciec. Nie przychodzi im do głowy, że to może jego córka. Tymczasem Sarah ranki spędza w swoim mieszkaniu w Brixton, wieczorem jest na przedstawieniu w Royal Court. Któregoś dnia na jej domowy adres nadchodzi nieoczekiwana przesyłka. To list od Harolda Pintera, jednego z największych dramaturgów brytyjskich. Pinter przesyła jej gratulacje, bierze "Blasted" w obronę i pisze, że w Kane stawia czoło "najbardziej aktualnym, prawdziwym, groźnym i bolesnym problemom współczesności". Nadchodzi też list poparcia od Edwarda Bonda, który 30 lat wcześniej przeżył podobny atak mediów po premierze sztuki "Ocaleni", w której była scena ukamienowania noworodka w wózku. "Dziwna, prawie halucynacyjna jakość" - pisze o "Blasted". W ten sposób jej marzenie o zajęciach z Bondem i Pinterem spełnia się, choć teraz to nie ona jest studentką. Bilety na potępioną sztukę są nie do zdobycia. "Blasted" grane tylko przez trzy tygodnie staje się najbardziej dyskutowanym, a zarazem najmniej znanym spektaklem w brytyjskim teatrze. Kiedy schodzi z afisza, nazwisko 23-letniej autorki jest na ustach wszystkich. Jedni odmawiają jej talentu, inni porównują "Blasted" z "Królem Learem" Szekspira i "Końcówką" Becketta. Sarah czuje, że została źle zrozumiana. - Dla mnie "Blasted" to sztuka o kryzysie egzystencjalnym - opowie kilka lat później. - Jak udaje się nam przetrwać, kiedy życie staje się bolesne i nie do wytrzymania. To naprawdę sztuka pełna nadziei, ponieważ bohaterowie próbują wydrapać swoje życie z ruin. Podczas pisania "Blasted" Sarah miała przed oczyma fotografię powieszonej na drzewie kobiety z Bośni. - Moja sztuka jest tylko cieniem rzeczywistości, która jest znacznie trudniejsza do zniesienia. Łatwiej oburzać się na jej reprezentację w teatrze niż na rzeczywistość, bo łatwiej jest zrobić coś ze sztuką: zakazać, ocenzurować, zabrać teatrowi dotacje. Ale co można zrobić z tą kobietą powieszoną w lesie. Zabrać jej subwencję?
|
"Kiedyś potrafiłam płakać, lecz teraz nie jestem w stanie" Sarah Kane ze swoją łamiącą normy i konwencje twórczością nie jest osamotniona. Od początków lat dziewięćdziesiątych w brytyjskim teatrze narasta fala nowej, gwałtownej dramaturgii, która szokuje eksperymentalną formą, wulgarnym językiem i odważną tematyką dotykającą spraw seksu, przemocy, konsumpcji. W 1991 roku na scenie londyńskiego Teatru Bush (w którym Kane dostanie wkrótce pracę doradcy literackiego) odbywa się prapremiera sztuki Philipa Ridleya "Pitchfork Disney" o dwóch 28-letnich braciach bliźniakach, którzy usiłują pozostać dziećmi, karmiąc się czekoladą i tabletkami nasennymi. Pełen czarnego humoru spektakl zawiera sceny jedzenia karaluchów i wymiotowania. Rok później Anna Reynolds i Moira Buffini wystawiają w Londynie monodram "Jordan" oparty na prawdziwej historii dziewczyny, która pod wpływem zdegenerowanego otoczenia zabiła własne roczne dziecko. Akcja rozgrywa się w celi więzienia. W 1994 roku, kiedy Kane pracuje nad "Blasted", w Glasgow wystawiają teatralną adaptację powieści Irvine'a Welsha "Trainspotting" przedstawiającej brutalny i ponury świat narkomanów z Edynburga. Na tych samych motywach Danny Boyle nakręci rok później wstrząsający film, który trafi do kin na całym świecie, stając się symbolem nowej fali w brytyjskim kinie. A rok po premierze "Blasted" wybucha skandal, kiedy Royal Court realizuje sztukę młodego autora Marka Ravenhilla "Shopping and Fucking" ("Kupowanie i pieprzenie") o beznadziejnie pustym życiu młodej generacji Brytyjczyków opartym na konsumpcji i mechanicznym, odczłowieczonym seksie. Ten kierunek w teatrze krytycy ochrzczą terminem "in-yer-face", czyli "prosto w twarz". Na kilka lat teatr staje się nowym rock and rollem. Kane na zamówienie londyńskiego teatru Gate specjalizującego się w tłumaczeniach dramaturgii europejskiej pisze współczesną wersję mitu o Fedrze, drugiej żonie Tezeusza, która zakochuje się w swoim pasierbie. Gdy on odrzuca jej miłość, macocha oskarża go o próbę uwiedzenia i doprowadza do śmierci. W ciągu jednego wieczoru Sarah czyta "Fedrę" Seneki i zasiada do pracy nad zupełnie nową sztuką, którą zatytułuje "Miłość Fedry". Z antycznej tragedii zachowuje tylko ekstremalne tematy: miłość, nienawiść, zemstę, samobójstwo i śmierć. Ale przenosi je w realia współczesnego wielkiego miasta. Hippolytus, obiekt uczuć macochy, jest u Kane znudzonym bogactwem i konsumpcją nastolatkiem, który spędza dni na oglądaniu telewizji i masturbacji. To prototyp jej późniejszych bohaterów ogarniętych rozpaczą i niemocą, niezdolnych do prawdziwych uczuć. - Jesteś trudny - mówi do niego Fedra. - Ponury, cyniczny, gorzki, gruby, dekadencki, zepsuty. Przez cały dzień nie wstajesz z łóżka, przez całą noc oglądasz telewizję, tłuczesz się po domu z zaspanymi oczami i bez żadnej myśli. Cierpisz. I za to cię uwielbiam. W sztuce znów nie brakuje szokujących fragmentów - Kane zupełnie nie przejmuje się histerią, jaką wywołał poprzedni dramat. Wszystko, co teatr antyczny ukrywał w kulisach, pokazuje na scenie. Fedra kocha się z Hippolytusem, Hippolytus uprawia miłość z księdzem, który odwiedza go w celi. W finale tłum kastruje oskarżonego o gwałt chłopca, a następnie rozrywa jego ciało na kawałki. Zanim to się stanie, jego ojciec Tezeusz opętany atmosferą przemocy gwałci własną córkę, która usiłuje ocalić brata. Prasa znów nie szczędzi epitetów. "Potrzeba tu nie krytyka, ale psychiatry" - pisze Charles Spencer, który prowadził krucjatę przeciwko Kane po "Blasted". Kate Bassett na łamach "The Times" chwali sztukę, zarzucając jednocześnie autorce, że nadmiar scenicznej przemocy nie szokuje, bo jest niewiarygodny. Pisarka odeprze później zarzuty jedną metaforą: "Czasem musimy zejść do piekła w wyobraźni, aby nie trafić tam w rzeczywistości". Jej następny krok w stronę piekła to scenariusz dziesięciominutowego telewizyjnego filmu "Skin", który pisze w 1997 roku dla Channel 4. To niemal dokument z życia londyńskich skinów, którzy urządzają pogrom na weselu czarnej panny młodej i białego pana młodego. Sarah zna ich z własnego podwórka, mieszka przecież w Brixton, czarnym przedmieściu Londynu znanym z zamieszek na tle rasowym. Ale do filmu utrzymanego w konwencji reportażu dodaje drugie dno: główny bohater, Billy, który szczyci się swastyką wytatuowaną na pięści, zakochuje się w czarnej dziewczynie z naprzeciwka. Któregoś dnia trafia do jej mieszkania i już nie wychodzi: dziewczyna za pomocą brutalnego seksu zmienia go w ofiarę. Bije go, poniża, karmi z miski jedzeniem dla psów, przywiązuje do łóżka, wydrapuje tatuaże. Miłość przechodzi w przemoc, nienawiść splata się z seksem, kat zamienia się rolą z ofiarą. Emisja filmu zostaje przesunięta z 21.30 na 23.30. Kiedy parę lat później Paweł Wodziński, reżyser z warszawskiego Towarzystwa Teatralnego, będzie chciał wydobyć kopię z archiwów Channel 4, dostanie odmowę. "Wszyscy nabrali wody w usta" - mówi Wodziński. W maju 1998 roku nową sztukę Kane "Cleansed" ("Oczyszczeni") wystawia Royal Court. Temat miłości zderzonej z gwałtem przybiera w niej najbardziej ekstremalną formę. W instytucji, która jest skrzyżowaniem campusu uniwersyteckiego z obozem koncentracyjnym, przebywa grupa sterroryzowanych ludzi. Obozem rządzi demoniczny lekarz, a zarazem narkotykowy dealer, który poddaje swoje ofiary torturom przekraczającym wszelkie wyobrażenia. Kane daje mu nazwisko krytyka, który najgłośniej oskarżał ją o nurzanie się w brudzie, zmarłego dwa lata wcześniej Jacka Tinkera. Jednemu z bohaterów Tinker obcina kończyny, innemu podcina gardło, kolejnego doprowadza do samobójczej śmierci przez powieszenie. Ale nawet w największej rozpaczy i bólu jego ofiary nie porzucają nadziei i wciąż kochają. Jeden z bohaterów, Karl, kiedy nie może wyznać miłości, bo nie ma już języka, tańczy przed swoim kochankiem. Prasa powoli zmienia front. Przemoc już tak nie razi, zwłaszcza że pokazywana jest w sposób umowny: rolę krwi grają czerwone taśmy, a szczury, które w sztuce wloką odcięte kończyny, są zrobione z plastikowych toreb. W recenzjach pojawiają się nowe przymiotniki: wizja miłości według Kane jest "niezapomniana", "gorączkowa", "oślepiająca". Benedict Nightingale w Timesie porównuje "Oczyszczonych" z "Kolonią karną" Kafki, ktoś inny wskazuje na inspiracje z "Tytusa Andronikusa", pełnej bestialskich morderstw i obcinania rąk tragedii Szekspira. Już tylko nielicznym przechodzą przez gardło i komputer zdania w rodzaju "ta niegrzeczna uczennica, która desperacko stara się zaszokować znudzoną i coraz bardziej ospałą publiczność". Kane podczas pisania "Oczyszczonych" trzyma na półce książkę Rolanda Barthesa o miłości, w której ten wybitny krytyk literacki porównuje sytuację odrzuconego kochanka do sytuacji więźnia w Dachau. - Stopniowo rozumiałam, że Barthes ma rację. To wszystko polega na zatraceniu siebie. Kiedy obsesyjnie kochasz, tracisz poczucie własnej tożsamości. I kiedy obiekt twojej miłości odchodzi, nie masz się na czym oprzeć. To może cię całkowicie zniszczyć. W "Oczyszczonych" Grace szuka w obozie Tinkera swego brata Grahama, narkomana, którego kocha kazirodczą miłością. Kiedy dowiaduje się, że zmarł, wpada w rozpacz i postanawia upodobnić się do niego. Najpierw zakłada jego rzeczy, potem poddaje się operacji zmiany płci. Dopiero z doszytym penisem i amputowanymi piersiami osiąga spokój. Po kilku przedstawieniach aktorka grająca rolę Grace ulega kontuzji. Sarah, która zna każdą linijkę tekstu, w ciągu godziny opanowuje skomplikowany układ taneczny i tego samego wieczoru występuje na scenie. To jej pierwsza od studiów rola. I ostatnia. - Nie miałam poczucia, że gram w swojej sztuce - powie później swemu przyjacielowi Markowi Ravenhillowi. -Napisał ją ktoś, kto ma nadzieję. "Miłości, moja miłości, dlaczego mnie opuściłaś" Kiedy latem 1997 roku Mark Ravenhill, wschodząca gwiazda brytyjskiej dramaturgii, przeczytał "Oczyszczonych", było porażony zapisaną w tej sztuce wiarą w zbawienną siłę miłości. - Powiedziałem jej wtedy: "Sarah, to wspaniałe, bardzo w stylu Pucciniego". Zaśmiała się: "No tak, jestem zakochana". Kilka miesięcy później Kane reżyserowała "Woyzecka" Buchnera w Teatrze Gate w Londynie. Z ponurej historii poniżanego żołnierza, który w rozpaczy zabija swą żonę i wpada w obłęd, Sarah usunęła każdą najmniejszą odrobinę nadziei. - Powiedziałem jej, że nigdy nie widziałem nic bardziej przygnębiającego - opowiada Ravenhill. "No tak, już nie jestem zakochana" - odparła. To mniej więcej wtedy według Ravenhilla Sarah Kane przestała kochać życie. Rozpoczął się trwający kilkanaście miesięcy okres coraz krótszych momentów euforii i coraz dłuższych okresów depresji. Sarah ucieka od siebie, także w pisaniu. W sierpniu na festiwalu w Edynburgu odbywa się premiera "Crave" ("Łaknąć"), którą pisze pod pseudonimem Marie Kelvedon, od miejscowości, w której się wychowała. Nie chce być Sarą Kane, autorką barbarzyńskich dramatów, wymyśla więc fikcyjną biografię, którą zamieszcza w programie: "Marie Kelvedon ma 25 pięć lat. Wychowała się w Niemczech w bazie brytyjskiej armii i wieku 16 lat wróciła do kraju aby zakończyć edukację. Została wyrzucona z college'u Świętej Hildy w Oksfordzie po pierwszym semestrze za akt niewypowiedzianego dadaizmu w szkolnej stołówce. Publikowała opowiadania w różnych europejskich pismach literackich, wydała także tom poezji "Onzuiver" ("Nieczysty") w Belgii i Holandii. Debiutowała w Edynburgu w 1996 roku urządzając spontaniczny happening w okienku do wydawania potraw przed publicznością w liczbie jednego widza. Po ukończeniu Holloway (prestiżowy wiktoriański college w Londynie) pracowała jako kierowca taksówki, technik podczas trasy koncertowej zespołu Manic Street Preachers oraz jako spiker BBC. Obecnie mieszka w Cambridgeshire ze swoim kotem o imieniu Grotowski". Dramat "Crave" złożony z czterech równoległych monologów jest poematem o miłości. Tym razem na scenie nie ma przemocy, bohaterowie siedzą nieruchomo na krzesłach i mówią swoje kwestie. W usta jednego z nich Sarah wkłada hymn o miłości, swoją "Pieśń nad pieśniami": "Chcę grać z tobą w chowanego i dawać ci moje ubrania i mówić że lubię twoje buty i siedzieć na stopniach kiedy bierzesz kąpiel i masować ci kark i całować twoje stopy i trzymać cię za rękę i jeść z tobą i nie zwracać uwagi kiedy jesz moją porcję ( ) i mówić ci jak bardzo kocham twoje włosy twoje oczy twoje wargi twoją szyję twoje piersi twój tyłek twoją ". Krytycy piszą, że "Crave" jest najbardziej budującą sztuką Sary Kane. Ona sama tak nie uważa. - Miałam więcej nadziei w wieku 22 lat. Latem 1998 roku trafia po raz pierwszy na oddział psychiatryczny szpitala Maudsley w Londynie. Swoją chorobę opisze w ostatniej sztuce "Psychosis 4.48", którą ukończy kilka tygodni przed śmiercią: "Symptomy: brak apetytu, bezsenność, brak chęci komunikowania się, brak popędu seksualnego, w rozpaczy, chce umrzeć. Diagnoza: Patologiczny smutek". W sztuce podaje listę leków, które przyjmuje. Setralina, 50 mg. Zopiclon, 7,5 mg. Melleril, 50 mg. Lofepramina, 70 mg, zwiększone do 140 mg, potem 210 mg. Citalopram, 20 mg. Prozac, 20 mg, zwiększone do 40 mg. Na końcu listy jest sto tabletek aspiryny i jedna butelka bułgarskiego Cabernet Savingon, rocznik 1986. "Pacjentka obudziła się w kałuży wymiocin i powiedziała: > Kto się kładzie z psami, ten wstaje z pchłami<. Ostry ból brzucha. Innych reakcji nie zaobserwowano". Nawet w depresji nie traci wisielczego poczucia humoru. Biografowie Sary Kane przeprowadzą kiedyś drobiazgowe śledztwo, szukając w jej życiu zapowiedzi samobójczego końca. Jej ulubionym zespołem był Joy Division, nowofalowa grupa z Manchesteru, której wokalista Ian Curtis popełnił w 1980 roku samobójstwo. Lubiła czytać wiersze amerykańskiej poetki Sylvii Plath, która otruła się gazem w wieku 30 lat. Przed śmiercią pracowała nad teatralną adaptacją "Cierpień młodego Wertera" Goethego, opowieści o młodym samobójcy. I co z tego? Wielu młodych ludzi czyta Plath i Goethego, i zostaje przy życiu. To nie lektury ją zabiły. W ostatnich miesiącach budzi się codziennie tuż przed świtem. Tę godzinę rozpaczy opisze w "4.48 Psychosis": "Jest mi smutno Przyszłość jest beznadziejna i nic tego nie zmieni Jestem znudzona i zniechęcona wszystkim Jestem nieudolna, wszystko robię źle Jestem winna, spotyka mnie kara Pragnę odebrać sobie życie ( ) O czwartej czterdzieści osiem gdy odwiedzi mnie desperacja powieszę się wsłuchana w oddech Osoby, którą kocham". Po śmierci Kane pojawią się plotki, że pisarka zostawiła w rękopisie sztukę, która jest jej listem pożegnalnym. Brat Sary, Simon, który pilnie strzeże jej rękopisów i szczegółów z prywatnego życia, dopiero w sierpniu publikuje oświadczenie, w którym ogłasza istnienie piątej, niepublikowanej sztuki "4.48 Psychosis". Ale odrzuca wersję o pożegnalnym liście. "Jest to uproszczenie, niesprawiedliwe zarówno dla sztuki, jak i dla mojej siostry i jej motywów pisania". Simon chce, aby dramaty Sary były cenione za ich literacką wartość, a nie z powodu tragicznej biografii autorki. Ale kiedy rok później "4.48" wystawia Royal Court, wszyscy patrzą na dramat przez pryzmat tego, co zdarzyło się nad ranem w łazience szpitala King's College. Artykuły, które ukazują się po premierze, są jak wieńce składane na grobie. A kiedy rok później Royal Court wznawia "Blasted", krytycy składają autorce łzawy hołd. Recenzje zaczynają się od słów "Myliłem się", "Pięć lat temu zbyt ostro potraktowałem pannę Kane". Charles Spencer, który w 1995 roku przewodził nagonce na "Blasted", w roku 2001 kończy recenzję zdaniem, które brzmi jak inskrypcja na kamieniu nagrobnym: "Mogę tylko przeprosić ducha Kane, że źle ją potraktowałem za pierwszym razem. Niech odpoczywa w spokoju". - Kane, która przez całe życie broniła się przed etykietą "kobiety-pisarza", po śmierci była bezsilna wobec innej etykiety "pisarza-samobójcy" - twierdzi Aleks Sierz. "The Times" w artykule wspomnieniowym w ubiegłym roku umieścił nazwisko Kane w panteonie tragicznie zmarłych artystów obok Jamesa Deana, Marilyn Monroe, Janis Joplin i Kurta Cobaina. Czy zostanie na zawsze jedną z postaci, które żyją dzięki czarnej legendzie? David Tushingham, który zamieścił jej dramat w swej antologii młodego teatru brytyjskiego zanim jeszcze stała się sławna, jest innego zdania: - Kariera Sary Kane jako pacjentki szpitala dla psychicznie chorych była krótsza i mniej wyjątkowa niż jej kariera jako dramaturga. Jedyną niezwykłą rzeczą, jaką posiadała, był jej talent. Dlaczego nie rozwiązuje krzyżówek, nie dzwoni pod numer szpitalnego kapłana, nie robi na drutach, nie czeka do środy na nabożeństwo w szpitalnej kaplicy, nie czeka na pozdrowienia od bliskich w szpitalnym radiu, nie dzwoni do rodziny ze szpitalnego automatu, wrzucając przygotowane na ten cel drobne monety? Na co była chora Sarah Kane? Jej agentka w pośmiertnym wspomnieniu powiedziała, że cierpiała na egzystencjalną rozpacz. Jej lekarze nazywali to depresją. Ludzie cierpiący na choroby psychiczne dzielą się na tych, którzy tracą kontakt z rzeczywistością, i tych, którzy mylnie ją interpretują. Sarah należała do trzeciej kategorii: ludzi, którzy są do tego stopnia świadomi rzeczywistości, że muszą zadać sobie śmierć. W swoich sztukach zapisała zło, którego jest na świecie tak wiele, że ludzie przestali je w ogóle dostrzegać. Ona je widziała w jaskrawym świetle reflektorów. Ktoś zapytał, jak mogła to wszystko przetrwać. Odpowiedziała: "Nie przetrwałam". Korzystałem z książki Aleksa Sierza "In-Yer-Face Theatre: British Drama Today", Faber and Faber 2001 i materiałów zamieszczonych na stronie internetowej autora www.inyerface-theatre.com, a także z artykułów wspomnieniowych Marka Ravenhilla ("Theater Heute" 4/99), Pauli Bardell (http://englishculture.allinfoabout.com), Petera Lathana (http://www.britishtheatreguide.info). Dziękuję za pomoc w dotarciu do materiałów: Michałowi Lachmanowi z Uniwersytetu Łódzkiego, Teatrowi Polskiemu w Poznaniu, Teatrowi Współczesnemu we Wrocławiu i teatrowi Rozmaitości w Warszawie. Fragmenty "Oczyszczonych" cytuję w
tłumaczeniu Krzysztofa Warlikowskiego i Jacka Poniedziałka, fragmenty "4.48
Psychosis" w przekładzie Klaudyny Rozhin, fragmenty "Miłości Fedry" i
"Crave" w przekładzie własnym. Roman Pawłowski |
|
|