Portrety
____________________________________________________

Erwin Axer

Lekcja Erwina Axera

Axer przez całe życie zachował smukłą sylwetkę, i to nie za cenę umartwień, lecz dzięki upodobaniu do pływania, tenisa i spacerów – pisze Andrzej Dobosz

W jednym ze swych „Ćwiczeń pamięci” Erwin Axer opowiada, jak przed wielu laty Jan Kott, przed wyjazdem za granicę przewidując, że spotkać go mogą tam różne propozycje, spytał: „Czy nie mógłbyś mi powiedzieć krótko, jak się reżyseruje? To mi się może przydać”.
Prośba wyrażona pod sam koniec wizyty, gdy Axer odprowadzał już gościa do przedpokoju, nie została spełniona.
Po paru dziesięcioleciach Kott, odwiedzając kraj, wiedział już, jak się reżyseruje. „Tajemnicę zdradził mu Peter Brook, któremu zadał to samo pytanie. »Musisz – powiedział Brook – przeczytać sztukę, którą chcesz reżyserować, starając się ją zrozumieć. Musisz też, kiedy już rozpoczynasz pracę na scenie, tak ustalić wejścia i zejścia aktorów, żeby się wzajemnie nie zasłaniali. Reszta jest prosta. Sam zobaczysz«”.

Podzielając rozbawienie Axera tym przeświadczeniem Kotta, podczas lektury ostatniego (36/37) „Notatnika Teatralnego” – 380 stron nabitego druku, bogato i dobrze ilustrowanego – trudno oprzeć się wrażeniu, że dla tego właśnie twórcy reżyseria jest najprostszym na świecie zajęciem.
Izabella Cywińska, reżyserująca we Współczesnym „Szklaną menażerię”, nie mogła sobie poradzić z aktorem Nalberczakiem, który wydawał się sztuczny, nieorganiczny. Poprosiła o pomoc Axera. Ten w milczeniu przesiedział całą próbę. Odezwał się dopiero wieczorem. „Powiedz Nalberczakowi, żeby opuścił ramiona”. Tylko tyle. I Nalberczak, opuściwszy ramiona, rozluźnił się i zaczął grać zupełnie inaczej. Tak właśnie jak było trzeba. Joanna Szczepkowska w „Upiorach” Ibsena: „Gram Reginę – służącą, osobę kompletnie różną od tego, co ja sobą przedstawiam, toteż staram się sprostać... Pierwszą scenę rozpoczyna Regina. Wchodzi z prześcieradłem i składa je we czworo. Słyszę z widowni dyrektora. »Jak ty składasz to prześcieradło«?! Jak składam? »Jak rozpieszczona jedynaczka, która w życiu nie składała własnej pościeli! To jest Ibsen! To jest Skandynawia!« Czy w Skandynawii składa się prześcieradła inaczej? »No oczywiście! Zupełnie inny stosunek do przedmiotów, do domu, do mieszkania, do porządku. To, jak składasz prześcieradło na samym początku, decyduje o klimacie całości«. Jeszcze raz. I jeszcze raz. I tydzień. I drugi tydzień. Codziennie od rana składam prześcieradło, aż zrobię to tak, jak może to zrobić Regina urodzona w Skandynawii pod piórem Ibsena”.
Tak więc w miarę poznawania tej pięknej baśni przewraca się nam w głowie i jesteśmy bliscy temu, by uwierzyć, że Erwin Axer z każdego może wydobyć znakomite aktorstwo. Może nawet ja sam – myślę z żalem – stałbym się w jego rękach popularnym amantem bądź szanowanym senatorem.

By od tej baśni przejść do bardziej jeszcze fantastycznej realności, warto równocześnie z lekturą „Notatnika Teatralnego” obcować z czterema seriami „Ćwiczeń pamięci”. Zamieszczone tam portrety Kazimierza Rudzkiego, Tadeusza Fijewskiego, Tadeusza Łomnickiego, Wiesława Michnikowskiego to rezultat przenikliwego obserwowania zarówno ich fizyczności, jak osobowości, które pozwalało bezbłędnie nie tylko wybierać im role i partnerów, ale przede wszystkim sztuki warte wystawienia – skoro istnieją tak idealni wykonawcy. „Michnikowski jest bardzo ważny, bo urodził się z powodu czy ze względu na Mrożka. Ze względu na Artura, na Parobka z »Zabawy«, na Przybysza ze »Szczęśliwego wydarzenia« i tak dalej. Poza tym dla kilku Mrożków, których nie zagrał, bo żaden aktor jeszcze nie zagrał wszystkich ról, które dla niego napisano.
Mrożek nie lubi stylizacji w przedstawieniach swoich sztuk, nie znosi groteski...Tekst sam, materia jego utworów wnoszą dostateczną porcję absurdu. Z kolei obsesją Michnikowskiego jest rzadki u aktora z vis comica lęk przed przesadą”.
Pokłosiem istotnych związków Axera i Mrożka jest ogłoszona w „Notatniku” ich dwustronna korespondencja. 82 listy z lat 1965-95. Dotyczą one spraw najrozmaitszych. Oto w styczniu ’67 Axer uprzedza z ubolewaniem, że przysłane mu jednoaktówki („Poczwarkę” i „Testarium”) będzie mógł wystawić dopiero za rok, bo w rezultacie decyzji, jakie zapadły w związku z 50-leciem Rewolucji Październikowej, w najbliższych miesiącach będzie musiał inscenizować sztukę Czechowa, a nie chce Mrożka spychać na margines, jakim byłoby wystawienie jego utworów na małej scenie.
Prawdę mówiąc, w tej godnej uwagi wymianie listów szczególnie poruszyła mnie akurat błahostka. Oto w roku ’65 Axer informuje przebywającego we włoskim Chiavari Mrożka, że rozmawiał telefonicznie z jego ojcem, który za nim tęskni. Właściwie po raz pierwszy zdałem sobie sprawę, że także Mrożek miał ojca, a też był kiedyś dzieckiem, potem uczniem szkół, podczas gdy ja byłem skłonny traktować go niemal jak zjawisko nadprzyrodzone, odpowiedź ducha polskiego na PRL.
Axer ma zwyczaj przypatrywać się uważnie nie tylko aktorom. Zapamiętał i potrafi opisać nie tylko to, co i jak mówił Jerzy Stempowski, ale i „jego garnitury z szarej flaneli, miękkie, zawsze o numer lub dwa za duże białe kołnierzyki (całe życie staram się nosić takie na jego cześć)... Raz w nocy, po szkole (kończyła się przed dziesiątą wieczorem) idąc jego śladami, przyłapałem go na tym, jak co najmniej przez godzinę lustrował wystawy sklepów z bielizną męską przy Alejach Jerozolimskich”.
„Horzyca był wzrostu średniego, raczej otyły, czy też skłaniający się ku otyłości, niż szczupły, nosił baczki, miał szczególną przez zęby wymowę... Rozczesywał na boki nieokreślonego koloru włosy i w zamyśleniu obgryzał paznokcie, zwracając rękę wnętrzem ku rozmówcy.
Miał Wilam Horzyca wszechstronną, głęboką i rozległą kulturę, zarówno literacką, jak plastyczną, był jednym z najlepiej wykształconych ludzi w polskim teatrze i za to aktorzy trochę go lekceważyli.

...Informował ich inaczej niż przywykli... A kiedy nie bez podstaw uznał, że i tak nic nie zrozumieją, zaczął po prostu mówić, gdzie się mają ustawiać, co robić z rękami i nogami, jak mówić, wyżej czy niżej. Aktorzy na ogół tego nie znoszą”.
Axer, znający Horzycę bywającego w lwowskim domu jego rodziców od dziecka, umiał z tej – jak i z bardzo wielu innych – lekcji wyciągnąć stosowne wnioski. Przez całe życie zachował smukłą sylwetkę, i to nie za cenę szczególnych umartwień, lecz dzięki upodobaniu do pływania, tenisa, spacerów. Zauważywszy, że ówcześni władcy – w przeciwieństwie do tego, jak wyglądają w gazetach – są spasieni, umiał i z tego spostrzeżenia skorzystać.
„Kiedy po »Dwóch teatrach« wróciłem z Leningradu napojony i odkarmiony, mój autor Bryll, człowiek młodego, nowego pokolenia (lubiliśmy się, a wiedział, że jestem we względnej niełasce i paszportu na Zachód mi nie dają), chwycił mnie za ramiona: Ale się pan spasł, z pięć kilo, co? Niech pan teraz idzie do Kępy (był to partyjny wielkorządca Warszawy) i wszystkie sprawy załatwi; prędko, póki pan nie schudnie. Rzeczywiście załatwiłem. Może z powodu tuszy, a może dlatego że wracałem nie z zachodniej, ale ze wschodniej strony”.
Dzielił się z aktorami swą wszechstronną, głęboką i rozległą kulturą. Zarówno literacką, jak ogólną, wyniesioną z domu, lwowskiego gimnazjum, przedwojennej szkoły teatralnej, gdzie był studentem Leona Schillera, słuchaczem Jerzego Stempowskiego. Z aktorami dzielił się swą wiedzą w dawkach strawnych. Sprawiał na nich wrażenie, że nie jest w stanie fizycznie znieść rygoru czterogodzinnej próby, stąd praca zaczynała się od rozmów – wspominają ich uczestnicy – anegdot, improwizowanej lekcji historii teatru. Te anegdoty, niedokończone cytaty z różnych utworów, niekoniecznie dramatycznych, skłaniały ambitnych uczestników tych prób – a innych w teatrze Axera nie było – do szukania jakby nieobowiązkowych lektur, poszerzania horyzontów. Oczywiście w pewnej chwili rozmowy przechodziły w składanie prześcieradła. Atmosfera obopólnego zaufania nie nadawała jednak tym tygodniom charakteru udręki. Axer znajdował za każdym razem ze swoimi wykonawcami wspólny język, choć były to pewnie bardzo różne języki. W Leningradzie, gdy reżyserował „Arturo Ui”, w roli będącej aluzją do postaci feldmarszałka Hindenburga obsadzono, ze względu na sylwetkę i donośny, chrapliwy głos, aktora nazwiskiem Policejmako. Był to człowiek o uregulowanym trybie życia. Na próbach pojawiał się punktualnie, wygolony, pachnący wodą kolońską. Na obiad udawał się do domu, gdzie żona przygotowywała mu kopiastą porcję smażonych ziemniaczków i odpowiednią porcję wódki. Koledzy mówili coś o litrach i kilogramach. Po drzemce przybywał na spektakl, po którym znów śpieszył do domu na kolację. Mimo takiego zdyscyplinowania próby z nim zapowiadały się jak najgorzej. Reżyser obawiał się, że powodem są skromne zasoby jego ruszczyzny. Wpadł na pomysł, by powiedzieć mu, że ma siąść „na krześle, jak Kutuzow na koniu. I żeby się jak Kutuzow zachowywał. Od tej pory w ogóle niczego nie potrzebowałem mówić”.

Liczni autorzy „Notatnika Teatralnego” z entuzjazmem i czułością opowiadają, jak oni widzą Axera, jaki on jest. Że reżyseruje, a nawet żyje tak, jak ptak śpiewa. Jerzy Timoszewicz poświęcił dwie strony (291-92) – niewymienione w spisie treści – trzem wczesnym 1955, 57, 66 tomom „Listów ze sceny”. „Dość dawno, około świąt Bożego Narodzenia, przyszedł do mnie Timoszewicz i oświadczył, że chce porozmawiać o Schillerze”. (Czy nie podobnie rozpoczął pewien tekst Wyspiański: Około świąt Bożego Narodzenia przyszedł do mnie pan Kamiński i oświadczył, że chce porozmawiać o Hamlecie). „Przy okazji opowiedziałem mu o kilku zdarzeniach z dalszej i bliższej przeszłości. Zauważyłem, że ukradkiem notuje na karteczkach moje słowa nieprzeznaczone do druku. Przyszło mi wtedy na myśl, że to, co ciekawi Timoszewicza, może w szczęśliwym przypadku zaciekawić także parę innych osób”. Powstające dzięki tej wizycie „Ćwiczenia pamięci” pozwalają choć w części dowiedzieć się, w części bodaj domyślać, jak Axer stawał się Axerem.
Ten numer „Notatnika Teatralnego” w jakiejś mierze poświęcony jest też Ewie Starowieyskiej, będącej od 40 lat jedynym scenografem, z jakim Axer zgadza się pracować. Jednak ani autorzy „Notatnika”, ani ja nie umiemy o niej opowiedzieć na miarę jej roli w tym teatrze i życiu. Również część ilustracyjna niemal nie dokumentuje jej twórczości. Czyżby wszystko wyłudził Sławomir Mrożek?
„Drogi Erwinie... wdzięczny Ci będę za wszelkie materiały dotyczące przedstawienia [»Tanga« we Współczesnym], które mógłbyś mi przesłać... Na przykład szkic jakiś odręczny, a niewykorzystany p. Ewy przedstawiający scenę w którymś z akcików, kostium jaki albo co, coś co może nawet przeszkadza albo gorzej jeszcze, może nieszczęśliwy wypadek spowodować, gdyby się, nie daj Boże, kto w taki szkic, co na podłogę spadł, bo niepotrzebny, nogą zaplątał albo poślizgnął się na nim i boleśnie upadł, kto wie, może nawet odniósł rany... okropne perspektywy, czy nie lepiej zapakować i do Mrożka?”
Nie wątpię, że przygotowanie zeszytu „Notatnika” poświęconego działalności Ewy Starowieyskiej byłoby zadaniem równie ambitnym jak to, z którego wykonania próbuję zdać tu sprawę, pożytecznym dla dziejów teatru polskiego i europejskiego ostatniego półwiecza, a także dla namysłu inteligencji nad tym, jak może formować siebie samą.

Andrzej Dobosz
Foyer 16/05

INDEX WYDARZENIA RECENZJE TEATRY
Opracowanie Stowarzyszenie Teatralne TESPIS

mk