Opera
______________________________________________________________________________
Zmienne i niezmienne kobiety
Koncert "Kobieta zmienną jest", na jaki zaprosił Teatr Wielki w Łodzi, mimowolnie stał się rodzajem przeglądu wokalnych możliwości piękniejszej części zespołu. I niemal w stu procentach potwierdził tytułową tezę.
|
|
Monika Cichocka fascynowała demonicznym wizerunkiem i wokalną klasą Nie wszystkie solistki w jednakowym stopniu umiały przekonać do swych interpretacji. Świetna we współczesnym repertuarze Katarzyna Nowak wprawiła słuchaczy w zakłopotanie, a dyrygenta i orkiestrę niemal w osłupienie, narzucając ślimacze tempo w cavatinie Rozyny z "Cyrulika sewilskiego". O tym, co wydarzyło się podczas arii Gildy z "Rigoletta" pisać lepiej nie próbować - papier mógłby nie wytrzymać. O tym, że kobieta jest zmienna zaświadczały też: Danuta Dudzińska i Agnieszka Makówka w szlachetnie i ujmująco delikatnie wykonanej Barcaroli z "Opowieści Hoffmana". Zmienna okazała się zwłaszcza Dudzińska, gdy w finale zwycięsko, choć nie bez trudności, pokonała arię "Un bel di vedremo" z "Madame Butterfly". Małgorzata Borowik jako Santuzza fizycznie wypadła o wiele lepiej niż wokalnie. Ciężar |
zdruzgotanej Micaeli dzielnie dźwigała na wątłych ramionach Joanna Horodko, dając arcyprzyjemną i piękną interpretację arii porzuconej dziewczyny. Ładnym głosem uwodziła słuchaczy arią Adriany Lecouvreur nazbyt niepewna siebie Izabella Sulima. Fascynowała demonicznym wizerunkiem i wokalną klasą Monika Cichocka (Abigaille z "Nabucca" i Leonora z "Trubadura", powalała mocą głosu i emocją interpretacji Jolanta Bibel, zachwycała wyrafinowaną elegancją, muzykalnością i urodą śpiewu Joanna Woś. Można zaryzykować twierdzenie, że te trzy panie najmniej "nadawały się" do tezy o zmienności kobiet, bowiem one właśnie niezmiennie są doskonałe. Koncert poprowadził Tadeusz Kozłowski, również niezmiennie od ponad trzydziestu lat wybitny, lubiany przez artystów i publiczność dyrygent. Od kilku dni Kozłowski pełni obowiązki dyrektora artystycznego Teatru Wielkiego i już może poszczycić się imponującym osiągnięciem. Otóż mimo dramatycznej sytuacji teatru, pod koniec sezonu odbędzie się nie impresaryjna, ale własna premiera opery. Po raz pierwszy w Łodzi zobaczymy "Moc przeznaczenia" Verdiego. Kozłowski porozumiał się ze Sławomirem Pietrasem, dyrektorem poznańskiego Teatru Wielkiego, który nieodpłatnie przekaże nam inscenizację tego tytułu. Bingo. Michał Lenarciński |
| INDEX | WYDARZENIA | RECENZJE | TEATRY |