Spektakle plenerowe,
w ostatnich latach coraz modniejsze i popularniejsze, to nic nowego. W końcu antyczny
teatr grecki zaistniał właśnie na wolnym powietrzu.
Do dziś nikt nie prześcignął starożytnych budowniczych
amfiteatrów w tworzeniu wspaniałej akustyki, którą trudno osiągnąć we wnętrzu, a
cóż dopiero w plenerze. Dlatego szczególnie uprzywilejowane w przyjmowaniu muzycznych
turystów są kraje południa Europy, w których postawili stopę Grecy i Rzymianie. Do
atutów wystawianych dziś w tych miejscach przedstawień dochodzi jeszcze obcowanie z
dziedzictwem wieków. Choć kompozytorzy związani z florencką Cameratą stworzyli
czterysta lat temu operę z chęci ożywienia idei teatru starożytnych Greków, jest ona
gatunkiem, który tak naprawdę nie ma z Grecją nic wspólnego (oprócz - czasem -
tematyki poszczególnych oper). Dlatego też trudno się dziwić, że w ty m kraju
tradycji festiwali operowych nie ma, choć niejedno wielkie nazwisko się w świecie
śpiewaków zapisało, żeby wspomnieć choćby Marię Callas. Utarło się już, że
amfiteatry greckie, nie tylko w Grecji zresztą, pozostawia się temu, co w nich odgrywano
przed wiekami, czyli dramatowi. Opera natomiast świetnie się znalazła w zabytkach
rzymskich, w których niejednokrotnie bywało dużo mniej kulturalnie.
Najstarszym i jednym z najsłynniejszych z tych miejsc, gdzie niegdyś walczyli
gladiatorzy (ale były i spektakle teatralne), a dziś rządzi śpiew, jest teatr antyczny
w Orange w prowansalskim departamencie Vaucluse, zbudowany na początku I w. n.e. Jest to
jednocześnie najlepiej zakonserwowany tego typu obiekt, jedyny, w którym zachował się
kamienny mur-tzw. plecy sceny, dzięki którym 8600 osób odbiera spektakl w znakomitej
akustyce. Festiwal operowy, zwany Choregies (od greckiego choreo - taniec), został
zainicjowany na początku XX w. (pierwsze przedstawienie operowe odbyło się tam jeszcze
w 1869 r.), a od 1971 r. ma wymiar międzynarodowy. Tu występowały najsłynniejsze
gwiazdy z Montserrat Caballe i Placido Domingo na czele. I w tym roku znanych nazwisk nie
brak (m.in. tenory Roberto Magna i Marcelo Alvarez), a w programie znalazły się dwa
spektakle "Carmen" i trzy koncerty (w lipcu) oraz dwa przedstawienia
"Fausta" Gounoda (w sierpniu).
Także w I w. n.e., ale nieco później, powstała Arena di Verona. Ta budowla w typie
koloseum mieści ponad 30 tys. widzów i jest równie silnie przyciągającym magnesem
rodzinnego miasta Romea i Julii, jak historia szekspirowskich kochanków. Pierwszy
spektakl, "Aida" Verdiego, został tam wystawiony w 1913 r. w stulecie urodzin
kompozytora i od tej pory można ją tu zobaczyć niemal co roku. Jej nowa realizacja
rozpoczęła także tegoroczny festiwal (ponadto w programie Verdiego "Nabucco"
i "Rigoletto", a także "Carmen" Bizeta, "Tosca" Pucciniego
oraz "Romeo i Julia" Gounoda; w sumie 50 spektakli przez całe lato, do 31
sierpnia). Akustyka w tym miejscu jest również fantastyczna.
Także Niemcy mają swój amfiteatr z początków naszej ery - w Xanten (Nadrenia
Północna-Westfalia). Choć miejsce kojarzy się głównie z Zygfrydem z "Pieśni o
Nibelungach" (a potem - z "Pierścienia Nibelungów" Wagnera), który
ponoć stąd pochodził, równie sławne są dziś sierpniowe festiwale operowe
odbywające się tu od 1983 r. Często gościli na nich polscy artyści, głównie Opera
Wrocławska, której dyrektor Ewę Michnik właśnie te gigantyczne inscenizacje z
udziałem zwierząt i tłumów statystów zainspirowały do zorganizowania we Wrocławiu
cyklu słynnych już dziś superprodukcji w Hali Ludowej. W Xanten zwykle powtarza się
kilkakrotnie te same spektakle: w tym roku będzie to "Czarodziejski flet",
"Jezioro łabędzie", a poza tym koncert Montserrat Caballe.
Młodsze, bo z II w. n.e., są amfiteatry po dwóch stronach Europy: w tureckim Aspendos -
na 15 tys. miejsc (festiwale odbywają się tylko w czerwcu, potem jest już za gorąco),
i w szwajcarskim Avenches, gdzie wejdzie 6000 widzów (festiwal organizuje się od 1995
r.), którzy w tym roku na ośmiu lipcowych spektaklach oglądają "Traviatę".
W sierpniu tym miejscem rządzi zupełnie inna muzyka - na festiwalu Rock Oz Arenes.
Wśród zabytków
Audytoria na wolnym powietrzu wznosi się również w pobliżu pięknych budowli, które
tworzą naturalną baśniową scenerię, jak słynne średniowieczne mury Carcassonne
(Langwedocja), gdzie letni festiwal obejmuje dziś bardzo różne dziedziny muzyki i
teatru (kiedyś opery było tu więcej). Za to w Aixen-Provence, gdzie spektakle odbywają
się m.in. na dziedzińcu Pałacu Arcybiskupiego (ale także pod dachem, w wybudowanym w
zeszłym roku efektownym Grand Theatre de Provence), jest ambitnie i na wysokim poziomie:
na sześćdziesięciolecie lipcowego festiwalu opery Mozarta reżyserują tu Peter Sellars
i Abbas Kiarostami, w repertuarze ponadto opery od Haendla przez Wagnera po
współczesnego kompozytora Pascala Dusapin. Tu występują najlepsi z najlepszych, np. w
wagnerowskim "Zygfrydzie" Filharmonicy Berlińscy ze swym szefem Simonem Rattle,
a w "Belshazzar" Haendla - berlińska Akademie fur alte Musik z Rene Jacobsem.
Burgundzkie Beaune oferuje w tym samym czasie rzecz bardziej kameralną i niemniej
smakowitą: tu od 1982 r. działa pierwszy w Europie festiwal oper barokowych, odbywający
się m.in. na dziedzińcu przepięknego szpitala L'Hótel-Dieu z XV w., a także w
bazylice Notre-Dame. Odnotujmy przy okazji, że w tym roku w spektaklu "Adriano in
Siria" Pergolesiego wystąpiła z zespołem Accademia Byzantina laureatka Paszportu
"Polityki" Olga Pasiecznik.
O tym, że dziedzińce zamkowe są wdzięcznym miejscem do wystawiania spektakli, wiedzą
i polscy organizatorzy wydarzeń kulturalnych. W naszym klimacie trudno planować występy
na wolnym powietrzu, jednak Opera Krakowska podczas swego letniego festiwalu stale wraca
na dziedziniec Zamku w Niepołomicach; tam w 2002 i 2003 r. wystawiono "Straszny
dwór", a w tym roku pokazano operetkę "Baron cygański" Johanna Straussa
oraz "Toscę", której I akt rozegrał się w niepołomickim kościele, a na II
i III akt publiczność powędrowała na dziedziniec zamkowy.
Plenerowe wystawianie "Toski" stało się modne od czasu pamiętnej telewizyjnej
realizacji z 1992 r. w autentycznych miejscach w Rzymie, gdzie rozgrywa się akcja opery.
Swego czasu Opera Wrocławska również dokonała podobnego eksperymentu: publiczność
przemieszczała się za operą z Katedry Marii Magdaleny poprzez Aulę Leopoldinę do
Wzgórza Partyzantów. Kilka lat temu wystawiła w ten sposób to dzieło również
szczecińska Opera na Zamku: z kościoła św. Jana spacerowano do auli Akademii Morskiej,
by w finale przenieść się na dziedziniec poczty.
Nad wodą i wśród skał
Po wodzie głos niesie się wspaniale. Coraz częściej więc wykorzystuje się ten efekt.
W Torre del Lago na toskańskiej riwierze, niedaleko Lukki, gdzie w ostatnich latach
życia mieszkał i został pochowany Puccini (stąd się również wywodził - Lucca to
jego miasto rodzinne), dzieła twórcy "Toski" wystawia się od 1930 r. na
brzegu jeziora Massaciuccoli, o czym marzył jeszcze on sam. Teatr na wolnym powietrzu
został wybudowany koło willi-mauzoleum Pucciniego. Regularny coroczny cykl festiwalowy
(wszystkie weekendy lipca i sierpnia) został ustanowiony w 1971 r. W tym roku festiwal
otrzymał wyjątkowo uroczystą oprawę z okazji 150 urodzin patrona: właśnie zbudowano
nowy teatr na 3200 miejsc (też na wolnym powietrzu oczywiście), zainaugurowany 15
czerwca uroczystym koncertem. Z oper wystawiane są w tym roku: "Turandot",
"Tosca" (tu polonicum: scenografię wykonał Igor Mitoraj), "Madame
Butterfly" i nowa realizacja mniej popularnego "Edgara".
Scena nadwodna jest również atutem austriackiego Bregenz nad Jeziorem Bodeńskim,
głównego miasta prowincji Voralberg. Pierwszy festiwal odbył się tam w 1946 r., kiedy
miasto nie miało jeszcze nawet teatru. Na jednej barce na jeziorze umieszczono wówczas
scenę, na drugiej -orkiestrę. Prawdziwą scenę nadwodną na drewnianych palach
wybudowano cztery lata później, a przed nią umieszczono widownię na 6500 miejsc. Dziś
festiwal ma jeszcze dodatkowy budynek, gdzie można przenieść się w razie niepogody, a
sama tzw. pływająca scena jest już z betonu. Zwykle wykonuje się tu jedną popularną
operę w ciągu całego festiwalu - monumentalne dekoracje, z których to miejsce jest
znane, budowane pracowicie przez parę miesięcy, trudno za każdym razem demontować. W
sąsiadującym budynku zaś wystawia się dzieła mniej znane.
W festiwalowym repertuarze, jak w zeszłym roku, "Tosca" z fikuśną
scenografią z wielkim okiem w tle (a w budynku opery- "Karol V" Ernsta Krenka).
Ciekawostka: w maju w tych dekoracjach oraz na widowni kręcono scenę z najnowszego
odcinka Bondowskiego cyklu ("Quantum of Solace"), w której uczestniczył też
odtwórca roli głównego bohatera Daniel Craig.
Wrocławskie plenerowe inscenizacje także miewają w tle wodę. Piękny pejzaż z
pergolą w tle w Parku Szczytnickim, przed Halą Ludową, po raz pierwszy został
zagospodarowany w 1998 r. przez festiwal Wratislavia Cantans, który zaprosił Zespół
Teatru i Baletu im. M. Musorgskiego z Sankt-Petersburga - oczywiście z "Jeziorem
łabędzim" (w cztery lata później artyści moskiewskiego Teatru Bolszoj
zatańczyli ten balet na scenie ustawionej na poznańskim Jeziorze Młyńskim). W zeszłym
roku w tym miejscu Opera Wrocławska wystawiła "Napój miłosny" Donizettiego.
Ale wcześniej jeszcze, pięć lat temu, zagarnęła dla opery wybrzeże Wyspy Piaskowej
za Biblioteką Uniwersytecką, inscenizując "Giocondę" Amilcara Ponchiellego
na statku, z towarzyszącymi regatami gondol i sztucznymi ogniami. W tym roku powróciła,
by z drugiej strony wyspy dać w czerwcu kilka spektakli "Otella" [na zdjęciu]
w reżyserii Michała Znanieckiego, tego samego, który zainscenizował "Napój
miłosny".
W zupełnie innej stronie Europy, w duńskim parku rekreacyjnym Hedeland koło Roskilde,
również wystawia się opery nad jeziorem, tu jednak zbudowano naturalny amfiteatr na
4500 miejsc ze sceną na brzegu. Co roku wystawia się inną operę; w tym roku w sierpniu
dwa spektakle "Turandot".
Nie tylko woda sprzyja operze, także skały. Największą ponoć naturalną sceną w
Europie (7000 m kw. powierzchni) jest kamieniołom rzymski w St. Margarethen w Austrii
(Burgenlandia, blisko granicy z Węgrami). To zabytek wpisany na listę kulturowego
dziedzictwa UNESCO. Opery wystawia się tu od 1996 r.; w tym roku przez całe lato grana
tu jest "Traviata".
I w Polsce raz podjęto próbę wystawienia opery wśród skał - cztery lata temu Opera
Krakowska wystawiła "Halkę" w wapiennych Skałkach Twardowskiego. Reżyser
Krzysztof Jasiński mógł pokazać taniec góralski w plenerze zbliżonym do
autentycznego, a w finale - samobójstwo nieszczęsnej bohaterki rzucającej się ze
szczytu. To malownicze miejsce warte jest ponownego wykorzystania. |