Opera


"Porgy i Bess" w Teatrze Wielkim

Zgodnie z postanowieniem George'a Gershwina w scenicznej wersji "Porgy i Bess" mogą występować tylko murzyńscy soliści.

 

porgyib.jpg (13366 bytes)

Na zdjęciu od lewej Przemysław Rezner, Dorota Wójcik,Zbigniew Macias i Andrzej Kostrzewski...fot.RaJ       
       Obwarowania nie dotyczą estradowej prezentacji opowieści o zbieraczach bawełny - o miłości, zbrodni i narkotykach - i taka właśnie pod kierunkiem amerykańskiego dyrygenta Yacova Bergmana została przygotowana w Teatrze Wielkim. Koncert był wyjątkowo atrakcyjnym dopełnieniem uroczystości rozdania "Oscarów Jazzowych".

"Porgy i Bess" dowodzi, że Gershwin, utożsamiany przede wszystkim z musicalem, jest twórcą bardzo udanej i równie trudnej opery. Nie po raz pierwszy okazało się, że łódzcy muzycy dają się zaczarować. Orkiestra stylowo

zaprezentowała kompozycję tak bardzo odbiegającą od operowych standardów. Ogromne wymagania stanęły przed solistami. Jak mówił Bergman: tu trzeba nie tylko śpiewać, ale swingować. Olśniewająco jako Bess zaprezentowała się Dorota Wójcik. Klimat postaci i muzyczny nastrój z nią związany świetnie przekazał Przemysław Rezner (Crown). Liryczny był Porgy Zbigniewa Maciasa.

Dobrze swoją obecność zaznaczyły: jako Klara (to ona śpiewa sławną kołysankę "Summertime") Anna Cymmerman i Monika Cichocka (Serena). Warto odnotować Marcina Ciechowicza i mającego wiele dobrych momentów Borysa Ławreniwa (Sporting Life). Całości przedsięwzięcia dobrze sekundował chór. Koncert dopełniały wstawki baletowe, ale nie wiem czemu choreograf Giorgio Madia zapomniał o jazzowej naturze muzyki.

W koncert wpisali się także z gershwinowskimi cytatami Włodek Pawlik i "Sound Office" oraz Michał Urbaniak. Jednak nawet coś dobrego i wyjątkowego musi zachować proporcje. Koncert, pt. "Gershwin Celebration" był "przecelebrowany". Ponad 3,5 godz. opery zza pulpitu to porcja do przesytu.

Renata Sas
Ekspress Ilustrowany
26 listopada 2001


INDEX WYDARZENIA RECENZJE TEATRY
Opracowanie Stowarzyszenie Teatralne TESPIS

ro