Opera
"Porgy i Bess" w Teatrze Wielkim
Zgodnie z postanowieniem George'a Gershwina w scenicznej wersji "Porgy i Bess" mogą występować tylko murzyńscy soliści.
|
Na zdjęciu od lewej Przemysław Rezner, Dorota Wójcik,Zbigniew Macias i Andrzej Kostrzewski...fot.RaJ Obwarowania nie dotyczą estradowej prezentacji opowieści o zbieraczach bawełny - o miłości, zbrodni i narkotykach - i taka właśnie pod kierunkiem amerykańskiego dyrygenta Yacova Bergmana została przygotowana w Teatrze Wielkim. Koncert był wyjątkowo atrakcyjnym dopełnieniem uroczystości rozdania "Oscarów Jazzowych". "Porgy i Bess" dowodzi, że Gershwin, utożsamiany przede wszystkim z musicalem, jest twórcą bardzo udanej i równie trudnej opery. Nie po raz pierwszy okazało się, że łódzcy muzycy dają się zaczarować. Orkiestra stylowo |
zaprezentowała kompozycję tak bardzo odbiegającą od operowych standardów. Ogromne wymagania stanęły przed solistami. Jak mówił Bergman: tu trzeba nie tylko śpiewać, ale swingować. Olśniewająco jako Bess zaprezentowała się Dorota Wójcik. Klimat postaci i muzyczny nastrój z nią związany świetnie przekazał Przemysław Rezner (Crown). Liryczny był Porgy Zbigniewa Maciasa. Dobrze swoją obecność zaznaczyły: jako Klara (to ona śpiewa sławną kołysankę "Summertime") Anna Cymmerman i Monika Cichocka (Serena). Warto odnotować Marcina Ciechowicza i mającego wiele dobrych momentów Borysa Ławreniwa (Sporting Life). Całości przedsięwzięcia dobrze sekundował chór. Koncert dopełniały wstawki baletowe, ale nie wiem czemu choreograf Giorgio Madia zapomniał o jazzowej naturze muzyki. W koncert wpisali się także z gershwinowskimi cytatami Włodek Pawlik i "Sound Office" oraz Michał Urbaniak. Jednak nawet coś dobrego i wyjątkowego musi zachować proporcje. Koncert, pt. "Gershwin Celebration" był "przecelebrowany". Ponad 3,5 godz. opery zza pulpitu to porcja do przesytu. Renata Sas |
| INDEX | WYDARZENIA | RECENZJE | TEATRY |