Gdyby spróbować
zestawić listę największych operetkowych hitów wszech czasów – dwa „numery”
znalazłyby się na niej bez żadnych wątpliwości: duet „Usta milczą, dusza
śpiewa” oraz aria „Lat dwadzieścia miał mój dziad…”.
To pieśni tak popularne i tak często wykonywane, że znają je chyba wszyscy; nie tylko
zdeklarowani miłośnicy „lekkiej muzy”, lecz także ci, których kontakty z operetką
są sporadyczne lub jeszcze rzadsze, a zapewne nawet jej nieprzyjaciele.
W Lublinie obydwu tych przebojów możemy słuchać na żywo, ze sceny: duetu w
„Wesołej wdówce” Lehara zaś arii – w „Ptaszniku z Tyrolu”, który w ten
weekend powraca na afisz Teatru Muzycznego. Ta operetka Karla Zellera mogła w czasie swej
prapremiery w 1891 roku zaskakiwać.
Dotychczas świat operetkowy był przede wszystkim światem pałaców, arystokratycznych
salonów, bogatego mieszczaństwa, kabaretów albo mitologii. Tymczasem w „Ptaszniku z
Tyrolu” do owego dobrze znanego (może nawet cokolwiek opatrzonego) świata Zeller i
jego libreciści – Moritz West (Moritz Nitzelberger) i Ludwig Held – wprowadzili
plebejskość, stylizowany folklor, świeżość melodii oraz niespotykaną scenerię
–wiejski pejzaż.
Oczywiście z doskonale znanych atrybutów i motywów całkowicie nie zrezygnowali – są
w tej operetce arystokraci i książęcy pałac, ale para głównych bohaterów to
ptasznik Adam i wiejska listonoszka Krysia, a więc postacie z ludu. Również warstwa
muzyczna była nowatorska: nigdy wcześniej na operetkowej scenie nie rozbrzmiewało
tyrolskie jodłowanie ani naśladowanie głosów leśnych ptaków. Jak zaświadczają
źródła, prapremierowa publiczność w Theater an der Wien zaakceptowała ową
nowatorskość; „Ptasznik…” został przyjęty bardzo gorąco i do dziś
nieprzerwanie gości na scenach muzycznych całej Europy.
Ta najnowsza inscenizacja „Ptasznika z Tyrolu” jest czwartą realizacją na lubelskiej
scenie; poprzednie miały premiery w latach 1950, 1965 i 1993, a więc w bardzo różnych
okresach działalności Teatru Muzycznego. Obecna, z października 2007 roku, w pewien
sposób wpisuje się w ową wspomnianą wcześniej tradycję zaskakiwania. Wyreżyserował
ją bowiem Andrzej Rozhin, twórca mający w dorobku bardzo udane inscenizacje musicali
(m. in. „Opery za trzy grosze” i „Człowieka z La Manchy”), ale z klasyczną
operetką niekojarzący się zupełnie.
„Ptasznika z Tyrolu” można zobaczyć dziś (w piątek) i jutro. Spektakle będą się
rozpoczynać o godz. 18.00. |