Cztery tysiące
widzów, sześćdziesięcioosobowa orkiestra, pięćdziesięcioosobowy chór, trzysta
kostiumów, milion wydanych złotówek, trzy miesiące przygotowań i dwa duże spektakle
- to lubelska premiera opery „La Traviata” Giuseppe Verdiego w liczbach.
- Wolałbym nie mówić o liczbach, bo gdy uświadamiamy sobie, jak są duże, to bierze
nas strach - żartował wczoraj na konferencji prasowej Waldemar Zawodziński, reżyser i
scenograf spektaklu.
Zawodziński ma za sobą reżyserowanie dużych widowisk, jak choćby olbrzymie
wrocławskie przedstawienie „Gio-condy” Ponchielliego. Ale przecież lubelską „La
Traviatę” organizatorzy reklamują jako „największą premierę operową po tej
stronie Wisły”. Ciśnienie jest więc niemałe, zwłaszcza teraz, tuż przed próbą
generalną.
- Mój profesor na uczelni mawiał, że do próby generalnej reżyser może pozmieniać
wiele rzeczy. Potem wszystko zależy tylko od aktorów i śpiewaków. Teraz składamy
wszystkie te „klocki lego”, które przez wiele miesięcy powoli przygotowywaliśmy. Na
razie wszystko wygląda dobrze, ale nie chcę zapeszyć, mimo iż nie jestem przesądny.
Odpukam więc w nie- malowane drewno - żartował Zawodziński, pukając jednocześnie w
blat stołu.
Według reżysera największym sukces opery to sytuacja, gdy po premierze widzowie wyjdą
z hali „Globus” zadowoleni, a sama opera przestanie straszyć lublinian swoją
elitarnością. Wtedy też sponsorzy chętniej będą wykładać pieniądze na tego typu
przedsięwzięcia. Na razie sponsorzy widowiska, którzy pokryli 80 proc. kosztów opery,
oczekują na wyniki sprzedaży biletów. Według Krzysztofa Kutarskiego, prognozy są
dobre.
- Planowaną sprzedaż biletów przebiliśmy o kilkadziesiąt procent i wciąż
sprzedajemy wejściówki - mówił Kutarski. - Co nas cieszy najbardziej, to fakt, że
tylko część widzów to grupy, a zdecydowana większość biletów kupili klienci
indywidualni.
Do największego zdenerwowania przyznała się autorka kostiumów do „Traviaty”,
Izabela Stronias. Zademonstrowała kilka gotowych projektów, przyznając jednocześnie,
że jest „przerażona tym, jak mało zostało czasu do piątkowej premiery”.
- W tej chwili w pracowni krawieckiej wciąż trwają gorączkowe przeróbki i poprawki -
powiedziała.
Z kolei najmniej obaw budzi nagłośnienie hali. Kierownik muzyczny Jacek Boniecki
poinformował, że cała ekipa jest pozytywnie zaskoczona dobrą jakością akustyki.
Przedstawiciele Teatru Muzycznego przekonywali też, że Lublin potrzebuje opery. Dyr.
Kutarski stwierdził, że jutrzejsze ogłoszenie konkursu na projekt architektoniczny dla
Centrum Spotkania Kultur (w miejsce dzisiejszego Teatru w Budowie) to pozytywny sygnał.
- Gdy centrum powstanie, sztuka w Lublinie będzie miała dla siebie wspaniałe miejsce,
to ułatwi nam kolejne takie przedsięwzięcia - mówił dyr. Kutarski.
Bo po cichu dyrekcja marzy o kolejnych operach . Ale teraz pora na „Traviatę” -
premiera w sobotę, na Globusie, godz. 18.00. |