W środę w Sankt
Petersburgu odbyła się premiera "Króla Rogera" Szymanowskiego. To modelowy
przykład tego, w jaki sposób dziś należy promować muzykę polską za granicą. Od
jesieni 2009 r. opera wchodzi do repertuaru Teatru Maryjskiego
Środowa premiera opery w Petersburgu miała wymiar symboliczny. Po raz pierwszy dzieło
Karola Szymanowskiego zostało wystawione w tym mieście, na deskach Teatru Maryjskiego,
jednego z najsłynniejszych teatrów operowych świata. Po raz pierwszy też zespół
petersburskiej opery zmierzył się z dziełem w języku polskim. - Mam nadzieję, że
sobie poradzą - mówił przed spektaklem Walery Giergiew, szef Maryjskiego.
Pokazany w Sankt Petersburgu "Król Roger" ma swoją historię, którą
zapoczątkował Jonathan Mills, dyrektor Międzynarodowego Festiwalu w Edynburgu. Mills,
wielki miłośnik muzyki naszego kompozytora, od kilku lat namawiał zapracowanego
Giergiewa, by ten zainteresował się Szymanowskim.
Udało się, i to ze znakomitym skutkiem. Rosyjska produkcja jest modelowym przykładem
tego, w jaki sposób należy dziś pokazywać i promować muzykę polską za granicą. Nie
osiągnie się tego za pomocą pojedynczych koncertów czy festiwali, ale dzięki stałej
współpracy różnych instytucji. W tym przypadku sieć koprodukcji połączyła Operę
Wrocławską (w której inscenizacja Mariusza Trelińskiego miała premierę w marcu
ub.r.), Teatr Maryjski (w którym spektakl zostanie zagrany jeszcze dziś w ramach
festiwalu Gwiazdy Białych Nocy) oraz festiwal w Edynburgu (Maryjski pokaże tam dwa
spektakle 25 i 27 sierpnia).
Z rangi wydarzenia zdają sobie sprawę wszyscy jego sprawcy. Obecny w Petersburgu Mills o
Szymanowskim mógłby opowiadać godzinami: - To nie tylko premiera, to także ważny
moment w dziejach wymiany kulturalnej. Dzieło, które tak silnie rezonuje w sercach
Polaków, znajdzie swe miejsce w Rosji, potem zaś w Edynburgu.
I świetnie, dodajmy, wpisze się w główny temat festiwalu - "Artyści bez
granic".
Plany wystawiania "Króla Rogera" na świecie to kolejny etap intensywnego
procesu zapoznawania publiczności z dziełem Szymanowskiego, zapoczątkowanego dziesięć
lat temu nagraniem płytowym przygotowanym przez Simona Rattle'a dla EMI. Ważnym, bowiem
dzieło ma skromną przeszłość sceniczną. Zadecydowała o tym reputacja utworu
trudnego, o poetycko-symbolicznym znaczeniu. Pisany przez kilka lat "Król
Roger" nie jest bowiem klasyczną operą, stoi na pograniczu opery, muzycznego
dramatu, oratorium. Także pod względem czysto muzycznym jest tyglem, w którym
odnajdziemy wyrafinowane brzmieniowo echa impresjonizmu, elementy muzyki cerkiewnej, nawet
góralskiej. Słowem - rzecz piekielnie trudna do scenicznego ujarzmienia. Jednak
Mariuszowi Trelińskiemu sztuka ta udała się dwukrotnie. Najpierw w Warszawie w 2000 r.,
następnie we Wrocławiu (spektakl opublikowany na DVD przez PWA).
Petersburski "Król Roger" jest przeniesieniem z Wrocławia, ale z niemal
całkowicie zmienionym drugim aktem, który tam był jego słabą stroną. Choreografia
Tomka Wygody (pracował także przy tegorocznym "Borysie Godunowie" wystawianym
w Wilnie) zastąpiła wrocławską Emila Wesołowskiego. Drugi akt stał się wreszcie
logiczny. Inaczej poprowadzono Roksanę - zamiast pogrążyć się w natychmiastowym
upojeniu, żona króla inicjuje bachiczną orgię przeniesioną jednak z głównego planu
na tył odgrodzonej sceny. Sama zabawa jest mniej dzika i nieokrzesana, może rozgrywać
się w pałacu, ale równie dobrze w wyobraźni i emocjach bohaterów. Zmieniono także
scenografię Borisa Kudlićki, dodając "pulsujący ogród" (z delikatnymi
projekcjami), z którego wyłania się Roksana. Poza tym inscenizacja pozostaje bez zmian
- porażająca siłą skrajnych aktów: pierwszego z przeszywającym świątynię wiatrem
i trzeciego, kameralnego, z niemal ekspresjonistycznymi wizualizacjami.
Pod względem muzycznym "Król Roger" nabierał siły wraz z kolejnymi aktami.
Zadziwiające, że Giergiew rozpoczął subtelnie - "akt bizantyjski" z chórami
wcale nie był aż tak bardzo wschodni. Dyrygent cyzelował drobiazgi, pokazując pełnię
brzmienia w II akcie, w chwili wejścia Pasterza, jakby próbował smakować kolejne
odsłony.
W Petersburgu śpiewała polsko-rosyjska obsada solistów, ta sama, która pojawi się w
Edynburgu (inna od wrocławskiej). Znakomity był Roger Andrzeja Dobbera: przekonujący,
pełny, szlachetny. Coraz lepsze wrażenie pozostawia Pavlo Tolstoy w roli Pasterza.
Objawieniem jednak - po raz który już? - była Elżbieta Szmytka kreująca partię
Roksany, która także pod względem aktorskim okazała się wyborna (już Rattle w latach
90. stwierdził, że to jeden z najlepszych głosów do Szymanowskiego).
Rosyjski spektakl został doskonale przyjęty. Najważniejsze jednak, że "Król
Roger" włączony przez Instytut Adama Mickiewicza do rozpoczętego w kwietniu sezonu
polskiego w Rosji na stałe wejdzie do repertuaru petersburskiej sceny (uzupełni go cykl
koncertów kameralnych w sezonie 2009/10). - To moja polityka - deklaruje Giergiew. -
Chcę naszej publiczności pokazywać twórczość interesującą, choć tutaj
niegrywaną, m.in. Brittena, Janaczka. I tu jest miejsce dla Szymanowskiego.
Festiwal w Edynburgu, stałe miejsce w Petersburgu, premiera nowej inscenizacji Krzysztof
Warlikowskiego w Operze Paryskiej i - jeśli wszystko pójdzie dobrze - nowa produkcja w
Barcelonie. Dlaczego tylko w Warszawie już prawie nie grają Szymanowskiego? |