Nieporozumienia w Operze Krakowskiej
spowodowały rezygnację z rejestracji koncertu muzyki Jana A.P. Kaczmarka
Niedzielny koncert "Podróż do światła", przygotowany z okazji 30. rocznicy
obecności Kopalni Soli "Wieliczka" na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO
był zaplanowany od miesięcy. W obecności laureata Oscara Jana A.P. Kaczmarka w komorze
Warszawa kopalni miała zabrzmieć muzyka tego kompozytora w wykonaniu Orkiestry i Chóru
Opery Krakowskiej pod batutą Marcina Nałęcza-Niesiołowskiego. I niewiele brakowało, a
do koncertu by nie doszło... Ostatecznie piękny koncert się odbył, tyle że przy
wyłączonych telewizyjnych kamerach, które, zgodnie z umową pomiędzy kopalnią i
Operą, miały ów wieczór zarejestrować. Ich unieruchomienie wymusili członkowie
orkiestry, którzy chcieli za tę rejestrację dodatkowych pieniędzy.
- My nie mamy obowiązku nagrywać czegokolwiek dla kogokolwiek, poza oczywiście Operą,
w której pracujemy. I z nagraniem archiwalnym dla Opery się liczyliśmy. Ale skoro
dowiedzieliśmy się tuż przed niedzielną próbą, że to będzie materiał dla kopalni
soli i do reportażu w telewizji, postawiliśmy żądania finansowe, zaproponowaliśmy
tysiąc złotych - mówi Paweł Siedlik, inspektor orkiestry. - Już w przeszłości, gdy
dyrektor Nowak był szefem telewizji w Krakowie, zarejestrowaliśmy bezpłatnie koncerty
festiwalu Ady Sari, a potem wielokrotnie oglądaliśmy je w telewizji i żadnych
pieniędzy nie dostaliśmy - dodaje.
- Muzycy postawili warunki finansowe nie do przyjęcia, była propozycja 500 zł, chcieli
dwa razy tyle - ocenia Bogusław Nowak, dyrektor Opery Krakowskiej.
- Kto dawał 500 złotych? - dociekamy.
- Ci, którzy chcieli to nagrać - odpowiada enigmatycznie dyr. Nowak. - Albo telewizja,
albo kopalnia. Dziś producentem programu telewizyjnego może być każdy. Ale dwa dni
przed koncertem, 5 września, dostałem pismo od pana Siedlika, że odmawiają rejestracji
koncertu za stawkę w wysokości 500 złotych.
Jak mówi dyr. Nowak, dopisał na tym piśmie adnotację do działu koordynacji, by
poinformowano pana Siedlika o braku rejestracji telewizyjnej.
Taką kwotę, mniej więcej 530 zł brutto, mieli też dostać członkowie chóru; wobec
postawy orkiestry nie dostali, nawet byli źli. Bo to jednak nie to, co 60 zł za normalny
występ.
W niedzielę przed koncertem nerwowo było 125 metrów pod ziemią. Kamery to zostały
wycofane, to znowu się pojawiły.
Trzy kamery zostały wynajęte przez kopalnię do rejestracji dla celów archiwalnych;
miał też z tego powstać materiał publicystyczny dla TVP Kultura i Telewizji Kraków
poświęcony wizycie Jana A.P. Kaczmarka w Wieliczce, co miało być połączone z
wywiadem z kompozytorem. Miały zostać wykorzystane fragmenty jego zapowiedzi podczas
koncertu - przekonuje Bogusław Nowak. Jak przyznaje, całość miała służyć celom
archiwalnym wielickiej Kopalni i Opery Krakowskiej. - I tylko tyle. Dopiero ewentualne
wprowadzenie tego materiału do obrotu antenowego wymagałoby umowy z muzykami - dodaje.
- Spotkałem się z kopalni z panem Siedlikiem, z przewodniczącym związków zawodowych i
z kierownikami orkiestr i chórów o godzinie 16 i wyjaśniłem, że to będzie nagranie
jedynie w celach archiwalnych, że telewizja będzie wykorzystywać zapowiedzi pana
Kaczmarka. Nie pomogło, próba zaczęła się z godzinnym opóźnieniem... Potem nie
chciałem już brać udziału w rozmowach. I gdy przed koncertem podszedł do mnie pan
Siedlik, prosząc o spotkanie z zespołem, odmówiłem, mówiąc, że przekazałem już
wszystkie informacje. Poinformowałem także, że resztę przekażę Zarządowi
Województwa; jeśli znajdzie błędne działanie z mojej strony, to stawiam się do
dyspozycji Zarządu - mówi dyr. Nowak.
- A jeśli nie znajdzie?
- To będziemy się zastanawiali, co zrobić - dyr. Nowak zawiesza głos. - Można było
zrobić piękny program, zyskałaby i nasza opera, i kopalnia. Ale muzycy zaszantażowali
pana Zarębskiego.
- Chciałem, by dyrektor wyszedł do zespołu przed koncertem, ale powiedział mi, że
jest już tutaj jako osoba prywatna, bo się oddaje marszałkowi do dyspozycji - mówi
Paweł Siedlik.
- Przed koncertem dyrektor Nowak kazał przekazać zespołowi, że się poddaje do
dymisji. Szkoda, bo gdyby przyszedł i porozmawiał z zespołem, może by się tę
rejestrację uratowało, to był przepiękny koncert - komentuje osoba z chóru, pragnąca
zachować anonimowość.
- Nie mogę ulegać szantażowi, ponieważ ważne jest w tym wszystkim i to, że w trakcie
rozmowy zostały poruszone także wątki nie dotyczące tego koncertu. Jakie, nie powiem -
stwierdza dyr. Nowak.
Fakt wynajęcia trzech kamer z Ośrodka Telewizji w Krakowie dla celów archiwalnych
potwierdza dyrektor wielickiej Kopalni Soli Zbigniew Zarębski.
- Jan Kaczmarek nie miał żadnych wątpliwości, że możemy występ dokumentować dla
celów archiwalnych, niekomercyjnych, a zażądała wycofania kamer, wbrew umowie,
orkiestra - oburza się dyr. Zarębski.
- Rozmawiałem z dyrygentem orkiestry, on też widział, że to nie jest do celów
komercyjnych, ale powiedział mi, że orkiestra w to nie wierzy. A przecież muzycy
musieli widzieć, że zainstalowany sprzęt nie wystarczał do nagrań w celach
komercyjnych. Przecież nie było urządzeń, które pozwoliłyby nagrać dźwięk
profesjonalnie. Taka niesubordynacja to zachowanie poniżej wszelkich zasad, to działanie
na szkodę własnej firmy, tak nie można - mówi szef kopalni. - Ugięliśmy się, nie
chcąc zaogniać sytuacji i doprowadzać do jeszcze większego skandalu, ale to strata
niepowetowana. Rozumiem, że muzycy mało zarabiają, ale niech dochodzą swoich praw na
swoim terenie, nie narażając na szwank imienia naszej kopalni, która od lat,
współpracując m.in. z Operą Krakowską, starała się i stara wspierać kulturę.
Zbigniew Zarębski nie kryje, że w umowie przewidziano ewentualną transmisję
telewizyjną, o co starała się kopalnia, ale warunki, jakie postawiły telewizje - czy
to publiczna, czy komercyjne, były nie do spełnienia. Telewizja publiczna zażądała
ogromnych pieniędzy za transmisję.
- Chcieliśmy zatem mieć choć zapis dokumentacyjny. I muzycy wiedzieli, dla jakich
potrzeb chcemy to nagrywać, wiedzieli też, że możemy pociągnąć Operę do
odpowiedzialności za złamanie umowy, czego nie zrobimy. Wiedzieli, że nie pociągniemy,
bo nie chcemy robić Operze na złość. To oni chcieli zrobić na złość dyrektorowi
Nowakowi. I ten się zaparł w pewnym momencie, wkurzył i powiedział, że nie będzie
rozmawiać z orkiestrą i odda się do dyspozycji marszałka...
Dyr. Nowak potwierdza, że wczoraj poinformował o niedzielnym zdarzeniu zarząd
województwa, czego efektem ma być rozpoczynająca się dzisiaj w Operze kontrola. Ma
ustalić, kto zawinił, że niedzielny koncert nie został zarejestrowany, co było
zapisane w umowie Kopalni z Operą.
- Powiadomiłem zarząd o całym zamieszaniu i poddałem się kontroli. W przypadku
negatywnej oceny mojej osoby i mojego postępowania biorę pod uwagę wszystkie
rozwiązania - mówi Nowak.
Czy konflikt narasta?
Nie jest zadaniem dziennikarza oceniać, kto zawinił; kogo poniosła ambicja, kto chciał
za dużo, a komu nie starczyło wyobraźni, by przewidzieć, co się może zdarzyć.
Kontrola, jaką na prośbę dyrektora Opery zbada sprawę, pewnie to wyjaśni. Smuci co
innego - czy faktycznie narasta konflikt w łonie Opery? Zapytany o to dyrektor Nowak
uchylił się od odpowiedzi, ale zdarzenie z niedzieli, towarzyszące prestiżowemu,
jubileuszowemu koncertowi, pozwala takie pytanie postawić. A może byłoby lepiej, gdyby
w Operze istniał dyrektor artystyczny, który by swym autorytetem i kompetencjami
odciążył Bogusława Nowaka od nadmiaru obowiązków, a tych wciąż przy komplikacjach
z zakończeniem operowej inwestycji jest niemało. Dyr. Nowak i tak zapewnił sobie
miejsce w dziejach krakowskiej Opery, która dzięki niemu po ponad półwieczu przestanie
być bezdomna. Szkoda, że oto takie incydenty jak niedzielny powiększają niezdrowe
emocje w zespole Opery, a jej szefowi każą oddawać się do dyspozycji. |