Artykuł

Czysta elegancja

Pojawia się na scenie. Publiczność wstrzymuje oddech. Męskie oczy kierują się na jej nogi - słychać ciche przełykanie śliny. Czysta elegancja podkreślona przez białą różę w butonierce. Kobiety są zazdrosne, szukają jakiejś wady, gdzieś musi być: plecy, ramiona, głowa, nos. Mężczyźni odpływają, budzą się żądze. Konsternacja. Otwiera usta i zaczyna śpiewać: "Ich bin vom Kopf bis Fuss" - mężczyźni przełykają ślinę, kobiety szukają wad.

W wieku 91 lat zmarła w swoim paryskim apartamencie. W jednej z jej najsłynniejszych piosenek Der blaue Engel śpiewała, że ma jeszcze jedną walizkę w Berlinie. Zgodnie z tekstem wróciła do swojego rodzinnego miasta – kazała się w nim pochować. Tego natomiast nie chcieli mieszkańcy – pluli do wykopanego dołka, później dewastowali nagrobek. Trudno było im przełknąć, że wystąpiła przeciwko swojej ojczyźnie. Nie mogli znieść obrazu maszerującej u boku de Gaulle’a, śpiewającej dla amerykańskich żołnierzy w ramach United Service Organization. Jeszcze gorzej spostrzegane było przyjęcie przez nią odznaczenia oficera armii amerykańskiej. Choć wyrzekła się swojego kraju, głosząc w ten sposób swój sprzeciw wobec nazistów, nigdy nie zapomniała, skąd pochodzi. Tak też w jej piosenkach często pobrzmiewa tęsknota za przeszłością, za Berlinem, za Untern Linden. Jej piosenki to przede wszystkim tęsknota za młodością, miłością, urodą…

Przychodzi na świat 27 grudnia 1901 roku w bogatej berlińskiej rodzinie. Ma szczęśliwe dzieciństwo. Otrzymuje porządne „pruskie” wychowanie. Przygotowywana jest na sukcesy, na początku lekcje gry na skrzypcach, następnie szkoła aktorska Maksa Reinharda. Gra w orkiestrze towarzyszącej projekcji niemych filmów. W 1923 roku otrzymuje pierwszą rolę, wtedy też poznaje przyszłego męża Rudiego Siebera. Rodzi swoją jedyną córkę Marię. Wspólne życie z mężem potrwa kilka lat, formalnie będą małżeństwem do jego śmierci w 1975 roku. Nawiązuje znajomość z austriackim reżyserem Josefem von Sternbergiem. Z jego pomocą wyjeżdża na kontrakt do USA, podbija Hollywood. Gra w licznych filmach: Maroko, Szanghaj Ekspress, Wyrok w Norymberdze. Większą sławę przynosi jej jednak estrada. Zamieszkuje obok Grety Garbo, która lubi ją podglądać, wchodząc na drabinę przy ogrodzeniu.

Kiedy Hitler dochodzi do władzy, Marlene rozpoczyna antynazistowską propagandę – w 1937 roku przyjmuje amerykańskie obywatelstwo, nie godzi się na układ z Goebbelsem (Hitler bardzo lubił filmy z jej udziałem, szczególnie wzruszał się – roniąc łzy (sic!) – przy filmie Błękitny anioł. Film powstał na podstawie utworu pisarza żydowskiego pochodzenia Tomasza Manna). Mimo to Amerykanie czuwają, badają szczegółowo działalność Marlene. Federalne Biuro Śledcze zbiera pokaźną ilość dokumentów. W jej tekstach, które z reguły pisał ktoś inny, doszukują się kodów, tajemniczych, ukrytych treści. Ona śpiewa o kwiatach z tamtych lat, o miłości, która zawładnęła jej całym ciałem – na próżno szukać spisku.

Wiedzie bogate życie towarzyskie. Romansuje z Ernestem Hemingwayem, Jeanem Gabinem, Igo Symem, Garym Cooperem, Frankiem Sinatrą. Pojawia się również krótki epizod ze Zbigniewem Cybulskim. Jest również miejsce dla kobiet – Mercedes de Acosty. Od jednej ze swoich „wielbicielek” otrzymuje nawet dom na Bahamach. Marlene lubi łamać konwenanse. Często pojawia się w męskim stroju, czego nawet zakazują jej Francuzi. Na przekór im wychodzi na scenę w męskim kapeluszu, marynarce i skromnym body. Uroda jest jej największym atutem, na jej punkcie jest przewrażliwiona. Poddaje się paru liftingom twarzy.  Każe sobie robić zdjęcia w określony sposób, tak aby zawsze wyglądać na nich jak najlepiej. Jej garderoba to mistrzostwo w każdym calu, zawsze musi być elegancka. Począwszy od białych futer, po suknie szyte tak, aby jak najbardziej opinały ciało. Do tego doskonała figura i najpiękniejsze nogi świata. Na scenie pełen profesjonalizm – świetnie zarządza orkiestrą, ludźmi wokół siebie. Jest stanowcza, uparta i zorganizowana. Kocha porządek, sprzątanie i prowadzenie domu; dezynfekuje każdą łazienkę, zanim dokona jakiejkolwiek fizjologicznej czynności. Pisze na swój temat książkę, wydaje tomik wierszy. Jej publikacje nawet po wojnie są bojkotowane w Niemczech – księgarnie niszczą całe nakłady. Na świecie powstaje około 60 książek na jej temat. Świat jest spragniony informacji o niej. Należą do niej sceny w Nowym Jorku, Rio, Paryżu. Publiczność jest w niej zakochana, poza niemiecką – ludzi trzeba zmuszać, aby poszli na jej koncert. Podczas występu w Waszyngtonie w 1973 roku spada ze sceny. Jest poszkodowana, ale jedzie w dalszą trasę. Mdleje, słabnie, koncert w Sydney kończy się złamaniem nogi – żegna się z karierą. Gra jeszcze epizod w jednym z filmów Zwyczajny żigolo, gdzie pojawia się wraz z Davidem Bowie – tak naprawdę nigdy się nie spotkali; ich wspólna scena to montaż.

Następne 17 lat Marlene spędza w swoim apartamencie w Paryżu, prawie w ogóle z niego nie wychodzi. Apartament – raczej pokój – jest  zarazem sypialnią, kuchnią i biurem. Składuje tu wszystko, co zbierała przez całe życie: zapiski, pamiętniki, adresy, wycinki z gazet. Wszystko, co jest wspomnieniem jej kariery, szczegółowo zostaje przez nią posegregowane. Tworzy własne archiwum, którego zawartość to ona sama. Potrafi szperać w nim codziennie, odnajduje źle włożone, źle skatalogowane elementy. W tym czasie towarzyszą jej duża ilość alkoholu i proszki nasenne. Do końca dba o swój wygląd. Umiera nagle.

Stoi na scenie, kończy drugą część koncertu. Wciąż ten sam obrazek: wgapieni w nią mężczyźni i doszukujące się wad kobiety. Ona uwodzi: mocno podkreślone oczy, długie rzęsy powabnie zerkają to tu, to tam. Wysoko zadziera głowę, eksponuje podbródek. Przed chwilą zaśpiewała piosenkę o matce, której tekst ułożono do muzyki z utworu Czesława Niemena Czy mnie jeszcze pamiętasz? – tak bardzo zakochana była w tej melodii, że postanowiła ją od niego kupić. Powoli zmierza do ostatniego utworu. Fortepian wybija dźwięki, ona stoi na środku sceny i patrzy przed siebie. Śpiewa piosenkę: Ich weiss nicht, zu wem ich gehöre (Nie wiem, do kogo należę). Ostatni takt i ostatnie słowa: „Ich göhre nur mir ganz allein” („Należę tylko do siebie”). Publiczność wstaje. Obsypuje ją kwiatami. Oklaski.

  • Marcin Górecki
  • Muslimagazine
  • 09 April 2010
mod