O festiwalu po festiwalu
Wprawdzie Muzyka w Starym Krakowie już za nami, ale warto na chwilę jeszcze powrócić do festiwalu, a szczególnie do ostatnich jego imprez.
W ubiegły czwartek w kościele św. Katarzyny słuchaliśmy Chóru Polskiego Radia, który wspomagany przez instrumentalistów: Andrzeja Białkę (organy), Ryszarda Habę i Tomasza Sobańca (perkusja) oraz Olega Sznicara (celesta), z udziałem Iwana Monighettiego (wiolonczela), a pod dyrekcją Jerzego Swobody przedstawił pełne ekspresji utwory Arvo Pärta, Petera Vasksa, Giji Kanczelego i Sofii Gubajduliny. Ten koncert ukazał nieznane dotąd oblicze Iwana Monighettiego. W Canticle of the Sun Gubajduliny wybitny wiolonczelista zawsze poszukujący w muzyce metafizyki był niczym demiurg ewokujący nieziemski świat dźwiękowy nie tylko za pomocą wiolonczeli, ale i instrumentów perkusyjnych.
Dzień później u oo. Franciszkanów zachwycaliśmy się Robertem Kabarą w partii solowej w Koncercie skrzypcowym D-dur Beethovena oraz partnerującą mu Sinfoniettą Cracovią pod dyrekcją Gabriela Chmury, która błyszczała także w Hebrydach Mendelssohna i Beethovenowskiej V Symfonii c-moll, raz jeszcze udowadniając choćby gatunkiem brzmienia, iż dzierży prym wśród krakowskich orkiestr.
Wreszcie w poniedziałek w kościele św.św. Piotra i Pawła zespoły Filharmonii Krakowskiej pod dyrekcją Pawła Przytockiego wystąpiły z programem mozartowskim: Symfonią C-dur "Jowiszową", motetem Exsultate, jubilate, w którym partię solową śpiewała Romana Jakubowska-Handke - sopran i Mszą C-dur "Koronacyjną" z kwartetem solistów: wspomnianą sopranistką, Anną Lubańską (mezzosopran), Rafałem Bartmińskim (tenor) i Robertem Gierlachem (bas). Ten Mozart przygotowany bardzo starannie, wykonany stylowo i z ogromnym zaangażowaniem zwyciężył nawet trudną akustykę jezuickiej świątyni i pozwala z nadzieją i ciekawością oczekiwać inauguracji nowego sezonu artystycznego.
Do tego "krakowskiego" nurtu festiwalu dodać jeszcze należy niedzielny koncert u św. Marcina, na którym wciąż zwyżkujący poziomem Octava Ensemble pod kierunkiem Zygmunta Magiery śpiewał późnorenesansowe utwory Hansa Leo Hasslera.
Znaczącym elementem finału festiwalu była w sobotę wieczorem w sali Filharmonii Orchestra de Chambre de Lausanne pod dyrekcją Christiana Zachariasa grającego też partię solową w Koncercie f-moll Chopina. Nie wiem, co bardziej urzekało - czy szlachetna elegancja i przejrzystość Serenady C-dur Karłowicza w wykonaniu szwajcarskiej orkiestry, czy równie klarowny Koncert f-moll, który w interpretacji Zachariasa pozbawiony zbędnej czułostkowości nabrał bardziej męskiego charakteru niż się to zazwyczaj zdarza, nie tracąc nic z romantycznej aury.
Dzień wcześniej u Panien Norbertanek w wykonaniu również szwajcarskiego (choć z międzynarodowymi, także polskimi wtrętami) Ensemble L'Estrée zabrzmiał Oktet smyczkowy C-dur Georgesa Enescu. Rewelacyjna muzyka, świetny zespół! Wyborny był też podobno (niestety, nie słyszałam) niedzielny recital wiolonczelowy Maria Brunello w Synagodze Tempel.
Ale najwspanialszy był zamykający imprezę wtorkowy recital Grigorija Sokołowa. Sztuka pianistyczna i interpretacje kreowane przez sześćdziesięcioletniego artystę wymykają się właściwie obiektywnej ocenie. We wtorek grał II Partitę c-moll Bacha, Fantazje op. 116 Brahmsa i Sonatę f-moll op. 15 Schumanna. Dorzucił jeszcze sześć chopinowskich bisów, głównie preludiów. Porywał logiką i ekspresją, bogactwem niuansów barwowych i wspaniałą dramaturgią wykonywanych utworów. Z takim Chopinem puryści być może nie zakwalifikowaliby go do Konkursu Chopinowskiego, ale przecież był samą artystyczną prawdą. Za taki finał, a i za cały festiwal Stanisławowi Gałońskiemu należą się wielkie dzięki.
- Anna Woźniakowska
- Dziennik Polski
- 09 March 2010









