Artykuł

Malarz tajemnic duszy

Wielobarwne plamy krwistych czerwieni, słonecznych żółci, soczystych zieleni, układają się w obrazy kobiet, pięknych samych w sobie, nie wdzięczących się do widza. Poprzez kolory, tkwi zamknięta w nich siła żywiołów natury - olśniewająco urokliwych i zabójczych zarazem. Obrazy łączące takie skrajności mają w sobie pewien magnetyzm, hipnotyzują obietnicą odsłonięcia swych tajemnic. Im dłużej jednak wpatrywać się, tym sens ich bardziej się wymyka, a namalowane kobiety wydają się skrycie drwić z naszych wysiłków.

W otoczeniu dzieł tak niezwykłych, wernisaż poświęcony twórczości Andrzeja Piechy w Teatrze Śląskim upływał w niezwykłej atmosferze. Przygaszone światła, nastrojowa muzyka. Nawet przemówienia nad wyraz były oszczędne, jakby mówcy zawstydzeni zostali spojrzeniami postaci powołanych do życia pędzlem malarza. Sam artysta opowiadając o inspiracjach, wskazał na rozmaite źródła, od wierszy Stachury po muzykę. Wszystko jednak zdaje się oddziaływać na emocje, tak jak i jego twórczość. Andrzej Piecha przytoczył słowa, odnoszące się do tego, co w dziele można znaleźć: pierwszą warstwą jest to, co każdy z nas widzi, drugą jest śniący się wszystkim uczniom po nocach polonistyczny koszmar „co artysta chciał powiedzieć”, a trzecią – co artysta chciał w tym osobliwym tworze ukryć. Ostatnią sferę malarz pozostawił domysłom obecnych. Tym bardziej więc poczęto wnikliwie obserwować wszystkie obrazy, chcąc wydrzeć im wszystkie skrywane tajemnice. 

Wystawa prac Andrzeja Piechy w Teatrze Śląskim, to zaledwie maleńka cząstka jego twórczości. Szczególnie przejmująca jest seria clownów, współczesnych pierrotów. W różnych tonacjach kolorystycznych przedstawione są bądź też pojedynczo, bądź parami postaci rodem z aren cyrkowych. Zanurzone w tęczowych przestrzeniach, odizolowane od realnego świata, a jednocześnie o twarzach pokrytych makijażem skrzętnie kryjącym wszelkie uczucia. I tylko oczy wyrazić mogą to, co kryje się w ich sercach. Spośród powodzi barw wydobywa się na powierzchnię ich nieme błaganie, straszliwy smutek. Co jest źródłem cierpienia? Każdy musi szukać odpowiedzi sam. Wpatrując się długo w postaci, stojąc blisko, można przez chwilę dojść do nieprzyjemnego wrażenia, że przyszło spoglądać nam nie na obraz, a w lustro. 

Twórczość Andrzeja Piechy skłania do refleksji. Przyciągając swą atrakcyjną, barwną powierzchownością wciąga obserwatora w głębię jego własnej podświadomości. Obrazy pozornie wesołe tchną smutkiem, poczuciem tęsknoty za czymś niedookreślonym. To wspaniałe dzieła, na które patrzeć można godzinami, a wciąż pozostają one dla nas intrygującą zagadką. 

wernisaż wystawy dzieł Andrzeja Piechy, foyer Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego

  • Agnieszka Burek
  • Dziennik Teatralny Katowice
  • 23 December 2009
mod