Inscenizacja Dejmka wydaje się udana w tych partiach, w których reżyser pozwolił się
prowadzić staropolskim tekstom. Podawane ze ściszoną afektacją zachowują patynę
dzieła historycznego i nastrój liturgicznej celebry. Chłostanie Chrystusa uosabianego w
spektaklu przez drewnianą rzeźbę jest przekonującym ekwiwalentem fizycznej tortury.
Znacznie gorzej wypada jednak spektakl wtedy, gdy aktorzy usiłują "grać"
teksty staropolskie. Nadekspresja, jaka byłaby dopuszczalna w inscenizacji typu
historycznego (tłumowi niepiśmiennych chłopów należy przekonująco wyłożyć
przebieg "Męki"), zawodzi w odniesieniu do widza współczesnego. Właśnie
dlatego "Lament świętokrzyski", który w litanijnej formie wylicza cierpienia
Matki Boskiej, nie powinien być przez Teresę Budzisz-Krzyżanowską inscenizowany, lecz
wygłoszony. Po kilkuset latach amatorskie teksty pobożnych pisarczyków przemawiają
już bowiem zupełnie innym głosem niż w czasach, kiedy przenoszono je na scenę.
"Dialogus de Passione albo żałosna tragedyja o Męce Jezusa" został oparty na
tekstach apokryfów staropolskich, których surowe piękno, powstałe z przemieszania
pobożności i naiwności ich autorów, dostępne jest dzisiaj wąskiemu kręgowi badaczy
i studentów polonistyki. Te "intermedia", "dialogi", "historie
pasyjne", "żałosne tragedyje" mają pochodzenie średniowieczne, ich
teatralność jest więc jeszcze mało rozbudowana. Dopiero kilka wieków później staną
się natchnieniem dla twórców barokowych misteriów wielkanocnych, które niższe
duchowieństwo, żacy i służba kościelna celebrowali w Wielkim Tygodniu w krużgankach
na tzw. cmentarzu, czyli przykościelnym dziedzińcu. Wychowankowie kolegiów jezuickich
uczynili z takich inscenizacji głośny doroczny rytuał, gromadzący szlachtę z całej
okolicy.
Poza wystawieniem samej "Męki" misteria obejmowały także scenki obyczajowe,
które przenosiły elementy ówczesnego życia potocznego w realia biblijne. W
"Historyi o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim" Mikołaja z Wilkowiecka
pobożny autor umieścił scenę targu przy zakupie olejów, którymi miano namaścić
ciało Chrystusa przed złożeniem do grobu. Owe pachnidła sprzedaje oczywiście
współczesny autorowi Żyd, który targuje się jak na miejskim jarmarku. Mnóstwo
pikantnych szczegółów satyrycznych związanych z wystawianiem misteriów utrwalił
Jędrzej Kitowicz w swym "Opisie obyczajów", tak brawurowo zainscenizowanym
przez Mikołaja Grabowskiego. W jego spektaklu mogliśmy zobaczyć "Jezusa",
który podczas misterium miewał także chwile przerwy i skracał je sobie niekiedy
wizytą w pobliskim szynku, gdzie raczył się piwem. Kiedy więc "rzymska
kohorta" zastawała go podchmielonego, obrywał od niej wcale nie udawane razy.
Współcześnie echo dawnych misteriów pobrzmiewa jeszcze w inscenizacjach "Męki
Pańskiej" sprawowanych corocznie w kilku sanktuariach, na przykład w Kalwarii
Zebrzydowskiej czy w Górce Klasztornej. Przemieszanie żywiołu religijnego ze
współczesnym obyczajem po mistrzowsku oddał swego czasu Jacek Stwora, reporter radiowy,
który przeplótł nagranie patetycznego tekstu z misterium w Kalwarii Zebrzydowskiej ze
zwierzeniami aktorów wynajętych do ról postaci biblijnych. Sacrum w unikatowy sposób
zmieszało się tam z profanum z czasów gomułkowskiej "małej stabilizacji".
"Dialogus" Dejmka jest jak najbardziej współczesnym dialogiem
między Zbawicielem i wiernymi
Kazimierz
Dejmek nie potraktował w swej inscenizaci tekstów staropolskich w sposób filologiczny.
"Nie zamierzałem rekonstruować dawnego misterium z nieodłącznym dla takiej
rekonstrukcji podkreśleniem jego cech historycznych, środowiskowych i elementów
tragedii religijnej. Byłoby to być może zajmujące dla znawców i specjalistów
przedmiotu. Usiłowałem uczynić z widowiska misteryjnego rzecz ogólnie pożyteczną
przez uwypuklenie jego treści uniwersalnych" - napisał reżyser.
"Dialogus" Dejmka nie jest więc rekonstrukcją zapomnianego gatunku
scenicznego, ale jak najbardziej współczesnym dialogiem między Zbawicielem i wiernymi.
Zresztą podobne znamiona nosi wiele inscenizacji staropolskich tego reżysera: od
"Historyi o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim", wystawionej w Teatrze Nowym w
Łodzi w 1961 r., przez "Żywot Józefa", zrealizowany w Teatrze Narodowym w
Warszawie w 1965 r., po "Grę o narodzeniu i męce", wyreżyserowaną w Teatrze
Polskim w Warszawie w 1982 r.
"Dialogus" miał swoją osobną historię także jako inscenizacja. Wystawienie
tych staropolskich fragmentów przygotowywał Dejmek jeszcze w 1969 r. - rok po
pozbawieniu go funkcji dyrektora Teatru Narodowego, co było następstwem słynnej
inscenizacji "Dziadów". W trakcie prób musiał znosić liczne wizytacje
cenzorskie i naciski, na przykład domagano się, by zmienił imię ewangelicznemu
Cyrenejczykowi, ponieważ publiczność mogłaby je odebrać jako aluzję do premiera
Cyrankiewicza. Przygotowaniom do inscenizacji sekundowała cała ówczesna inteligencja
warszawska - na trzech próbach generalnych sala pękała w szwach. Cenzura nabrała obaw,
że nawet politycznie neutralny spektakl wywoła niepożądaną reakcję widowni, i
zdjęła przedstawienie z afisza w dniu premiery - 25 października 1969 r. Dejmek został
zmuszony do pracy za granicą - "La Passione" zrealizował w Mediolanie, a
"Historyję o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim" w Essen; obie w 1972 r.
"Dialogus" został wystawiony dopiero w 1975 r. w Teatrze Nowym w Łodzi. W 1982
r. stał się częścią "Gry o narodzeniu i męce", zrealizowanej przez Dejmka
w Teatrze Polskim. "Czy można mówić o odmiennym rozłożeniu akcentów w treści
utworu? - pyta Kazimierz Dejmek w roku 1998. - Czyżby owe treści uniwersalne, o które
mi chodziło, nabierały innej barwy w różnych momentach między rokiem 1969 a rokiem
1998? Wątpię, ale generalnie na to pytanie nie potrafię dobrze odpowiedzieć".
Teatrolodzy zwracają uwagę na kulturotwórczy aspekt inscenizacji Dejmka. Jako jeden z
niewielu polskich artystów współczesnych z sukcesem wykorzystuje on teksty
staropolskie. "W sztukach plastycznych, w architekturze nawiązania do dawnych
mistrzów są trudno uchwytne, w muzyce wygodniej jest powielić na płytach stare
kompozycje, niż przedłużyć ich żywot w nowych dziełach - napisał Julian Lewański,
teatrolog. - Na takim tle działalność Dejmka jest manifestem i wyzwaniem. Jest też
przykładem, jak integrować dawną i nową kulturę".
Małgorzata
Czarnecka
"Wprost" nr 50. |