W ciągu sześciu dni wygłoszono dziesięć referatów dotyczących zarówno historii
rozwoju samego instrumentu i literatury muzycznej dla niego tworzonej, jak i stale
zachodzących zmian w procesie dydaktycznym, odbyły się dwa arcyciekawe pokazy starych
instrumentów i trzynaście koncertów ukazujących muzyczną wszechstronność harfy.
Sympozjum dało okazję nie tylko do wzajemnego poznania się, nawiązania bezpośrednich
kontaktów, które dla artystów są nie do przecenienia, pozwoliło też w pewnym stopniu
lepiej zrozumieć mechanizmy kształtowania się niemieckiej kultury muzycznej.
Pozostawię na uboczu referaty metodologiczne, bo dotyczyły wąskiej grupy fachowców.
Większym zainteresowaniem melomanów cieszyły się wykłady budowniczych harf,
połączone z krótkimi koncertami na kopiach starych instrumentów. Claus-Henry Hüttel i
Erich Kleinmann zaprezentowali prawdziwe cudeńka wzorowane na starej ikonografii oraz
zabytkach muzealnych, które pod palcami Petry Kruse ożywały delikatnym, pięknym
dźwiękiem, o ileż bardziej przemawiającym do serca niż metalowe brzmienie
współczesnych ich następczyń.
Ale najwięcej materiału do przemyśleń dostarczyły liczne koncerty. Podzielić je
można było na dwa rodzaje. Pierwszy to występy profesjonalistów, do których zaliczam
również studentów muzycznych uczelni z obu krajów, ukazujące harfę w muzyce solowej,
kameralnej i symfonicznej. Prawie wszystkie te prezentacje stały na wysokim poziomie,
dobrze świadczącym o polskim kształceniu wirtuozów, a raczej wirtuozek gry harfowej.
Nie starczyłoby miejsca na wymienienie wszystkich interesujących wykonań, wspomnę
więc tylko o koncercie muzyki XX wieku, w czasie którego nie tylko podziwialiśmy
wirtuozerię i muzykalność m.in. Ewy Jaślar z Cieszyna, Miriam Overlach z Essen i
krakowianek: Marty Gargas, Agnieszki Kaczmarek, Anny Piechury i Małgorzaty
Skoczeń-Staniszewskiej, ale też poznaliśmy pokaźną część mało dotąd znanej
literatury harfowej (najlepszy okazał się klasyk XX wieku - Paul Hindemith); o
prezentacji muzyki kameralnej z harfą z uroczym duetem bliźniaczek: |
|
Elisabeth i Johanny Seitz
muzykujących na harfie i cymbałach oraz jak zawsze niezawodnym artystycznie flecistą
Kazimierzem Moszyńskim grającym z Marią Stange, harfistką ze Stuttgartu; o występie
Beaty Karczmiarz śpiewającej z harfowym towarzyszeniem Caroli Pinder z Kolonii pieśni
od XVII wieku po współczesność oraz występie monachijskiego zespołu "Melodies
en plein air", w którego wykonaniu najbardziej podobały mi się Quelle belle femme,
urocze współczesne miniatury muzyczne Markusa Schmitta; wreszcie o wspomnianym już
finałowym koncercie, który stanowiąc pewną rekapitulację ciekawych wydarzeń
sympozjum był też okazją do prezentacji niewielkiego, ujmującego zarówno formą, jak
i treścią utworu Macieja Negreya Vitis mystica w pięknym wykonaniu Magdaleny Barylak
(sopran) i Elżbiety Baklarz (harfa) oraz kapitalnie brzmiących w kopalnianym wnętrzu A
Ceremony of Carols Brittena interpretowanych przez Krakowski Chór Kameralny pod batutą
Stanisława Krawczyńskiego z udziałem Ireny Czubek (harfa), Klaudii Romek (sopran) i
Agnieszki Monasterskiej (mezzosopran).
Drugi nurt koncertowy to prezentacje młodych i najmłodszych harfistek polskich i
niemieckich. Wśród kilku polskich uczestniczek tych pokazów wyróżniała się Joanna
Liberadzka, wybitnie utalentowana 13-latka z Warszawy, która zadziwiała dojrzałością
muzyczną i artystyczną. Nastoletnia polska reprezentacja harfowa nie była liczna, bo
też w większości naszych szkół muzycznych II stopnia nie ma klas harfy. O harfie w
szkołach I stopnia nie ma co nawet marzyć.
Tymczasem z Niemiec przyjechał cały zastęp muzykujących na harfie młodocianych
amatorek (nawet ośmioletnich) uczących się w najrozmaitszych szkołach, nie mających
niestety u nas odpowiedników. Prezentując różny poziom wzbudzały zazdrość widoczną
chęcią uprawiania muzyki, bezkompleksowym podejściem do dzielenia się swoimi
umiejętnościami z publicznością i dużą muzykalnością wykazywaną w najprostszym
nieraz repertuarze. Tę powszechną dostępność do muzykowania utrudnia u nas nie tylko
brak funduszy, ale i system szkolnictwa zbyt nastawiony na kształcenie jedynie
zawodowców. A może pora, by zastanowić się nad zmianami?
Anna Woźniakowska
Dziennik Polski
19.02.2001 |