Rozmowy
____________________________________________________

Andrzej Seweryn

Trzecie arcydzieło Moliera

 

tartuff_sew.jpg (17943 bytes)

Fot. Jacek Marczewski / AG

      Andrzej Seweryn reżyseruje "Tartuffe'a" w Teatrze Tv

- Widzę Moliera jako autora, który wyprzedza epokę, jako wielkiego myśliciela, a nie jako autora głupich komedyjek. Molier to rozumienie świata i błaznowanie z niego - powiedział "Gazecie" Andrzej Seweryn na planie reżyserowanego przez siebie "Tartuffe'a" Moliera. Realizacja spektaklu dla Teatru TV zakończyła się wczoraj w Modlinie - emisja "Tartuffe'a" jesienią.

Ewa Gałązka: "Tartuffe" jest Pana debiutem reżyserskim, ale tylko w Teatrze TV. We Francji reżyserował Pan w teatrze kilkakrotnie. Dlaczego wybrał Pan "Tartuffe'a"?

Andrzej Seweryn: "Tartuffe", obok "Mizantropa" i "Don Juana", jest trzecim arcydziełem Moliera. Mizantropa i Don Juana grałem, więc pomyślałem, że należałoby się oddalić od tego, co robiłem przed chwilą. Nie chcę mówić, że Molier "wielkim autorem był", po prostu uważam, że arcydzieła trzeba grać przy każdej okazji, a taką okazję stworzył mi Teatr TV i pani red. Malina Bardini, która bardzo pomagała mi w tej realizacji.

Ostatni raz "Świętoszka" dla Teatru TV zrobił w 1971 roku Zygmunt Hübner z pamiętną rolą Tadeusza Łomnickiego jako Tartuffe'a. Później w teatrze nie było już znaczącej realizacji tej sztuki.

- To smutne. Pamiętam jeszcze, że pan Sochnacki

zagrał znakomitego Orgona w Teatrze Nowym w Łodzi w reżyserii Bohdana Korzeniewskiego w 1977 r. To jest kolejny powód, dla którego należy grać to arcydzieło, tak jak należy grać "Hamleta" czy "Makbeta". Takie też argumenty padały w mojej rozmowie z dyrektorem Teatru TV Jackiem Wekslerem.

Do roli Tartuffe'a wybrał Pan Michała Żebrowskiego. Skąd pomysł takiego odmłodzenia postaci?

- Nie rozumiem, dlaczego fakt, że gra go człowiek 30-letni, wzbudza zdziwienie. Kto kazał wszystkim dotychczasowym Tartuffe'om być starymi, grubymi, obleśnymi? Tylko słowa, które w sztuce wypowiada Doryna. A ja uważam, że należy być bardziej nieufnym wobec postaci, jak i wobec ludzi w ogóle. Tak często, tak intensywnie, tak świetnie kłamiemy, że niekoniecznie to, co mówi Doryna czy ktoś inny w sztuce o Tartuffie, jest prawdą.

Grał Pan w sztukach Moliera wielokrotnie, reżyserował Pan na w Comedie Française jego "Małżeństwo z musu". Jak to wpłynęło na Pana pracę nad "Tartuffem"?

- Nie będę oryginalny, jeżeli powiem, że praca we Francji, poznanie języka francuskiego, praca w Comedie Française, kontakt z Molierem, z jego domem, z historią jego zespołu, reżyserowanie Moliera na scenie Comedie Française oczywiście mi pomogło. Pomogło patrzeć na ten tekst inaczej niż koledzy w Polsce. A mówiąc najprościej: Molier jest dla mnie autorem, który wyprzedził Oświecenie o sto lat. Encyklopedystom nie groziło już więzienie za ich poglądy. Moliera chciano spalić za Tartuffe'a. Widzę Moliera jako autora, który wyprzedza epokę, jako wielkiego myśliciela, a nie jako autora głupich komedyjek. Molier to śmiech przez łzy. To rozumienie świata i błaznowanie z niego. To pokazywanie prawdy o świecie, kompromitowanej poprzez kpinę z niej. Molier tak kpi z Mizantropa, tak usiłuje skompromitować Don Juana przez tekst włożony w usta Sganarela. Takiego zabiegu dokonuje również w "Tartuffie", ponieważ prawdziwym dewotem, czyli fałszywym świętoszkiem, jest Tartuffe, a fałszywym dewotem, czyli prawdziwym świętoszkiem, jest Orgon, co słusznie zauważył już prof. Jan Kott.

Rozmawiała Ewa Gałązka
Gazeta Wyborcza
25 marca 2002

 

 

INDEX WYDARZENIA RECENZJE TEATRY
Opracowanie Stowarzyszenie Teatralne TESPIS

mk