Baal jest koryfeuszem
wprowadzającym otaczające go marionetki w prawdziwe życie - z całą jego grozą,
bólem i pięknem.
Anna Augustynowicz nie miała łatwego zadania - sięgnęła po "Baala" w nieco
po-"nad rok od głośnej i bardzo udanej inscenizacji Marka Fiedora. Młodzieńcza
sztuka Brechta jest tak rzadko grana w Polsce, że trudno powstrzymać się od porównań.
Dotkliwie współczesny w języku i sytuacjach, uderzający nagością spoconych,
rozgrzanych ciał, scze-pionych ze sobą w walce na śmierć i życie, ocierający się o
bluźnierstwo w rozpaczliwej chęci docieczenia sensu istnienia spektakl Fiedora pod
każdym względem mocniej zapada w pamięć niż ascetyczne, sformalizowane przedstawienie
Augustynowicz, które mimo ciekawego zamysłu i precyzyjnej pracy reżyserskiej budzi
ambiwalentne odczucia.
O odmienności wrocławskiego spektaklu zadecydował już na początku wybór przekładu.
Autorem nowego tłumaczenia jest Jacek St. Buras i przyznać trzeba, że ze swojego
zadania wywiązał się znakomicie (nie dziwi więc piękny gest zespołu - zaproszenie
tłumacza na scenę podczas premierowych owacji). Baal jest poetą, co do wybitności
którego nie można mieć wątpliwości: jego poezja jest zarazem brutalna i piękna,
surowa i wyrafinowana. Szokuje i zaświadcza o niezwykłej, wręcz patologicznej
wrażliwości na rzeczywistość - także w jej najbardziej niedocenianych przejawach.
Jerzy Senator buduje tytułową rolę środkami psychologicznymi -ale raczej w tym sensie,
w którym można mówić o psychologicznej prawdzie chociażby bohaterów teatru Krystiana
Lupy. Ubranego w ciemne spodnie i białą koszulę mężczyznę widzimy w prologu
spektaklu siedzącego za stołem i stukającego rytmicznie w klawisze maszyny do pisania.
Scena jest pusta, ale ustawiony na niej biały szkielet sześcianu wydziela rodzaj
imaginacyjnego pokoju, przez którego nieistniejące ściany przenikać będą postaci i
rekwizyty. Trop jest czytelny: to, co obejrzymy, rodzi się w głowie Baala. Być może to
jego wspomnienia, obsesje lub marzenia, najprawdopodobniej dzieło, nad którym właśnie
pracuje. To jego artystyczny gest kreuje i deformuje sceniczną rzeczywistość, stwarza
postaci i prowokuje zdarzenia.
Niektóre postaci wydają się względnie "zwyczajne", inne przypominają
mechanicznie poruszające się kukły, ale wszystkie funkcjonują na wspólnej
płaszczyźnie: nie sposób już rozdzielić tego, co Baal połączył siłą swojej
artystycznej decyzji. Najbardziej "żywą" postacią jest Ekart (Bogusław
Kierc) - właściwie jego alter ego. Inni bohaterowie sprowadzeni zostali do
schematycznych, groteskowych typów, co nie do końca wyszło spektaklowi na dobre.
Nie chcę tu powiedzieć, że Augustynowicz przeczytała debiut Brechta przez pryzmat jego
późniejszej estetyki; owo przerysowanie i dystans nie mają charakteru narracyjnego,
więcej zawdzięczają wpisanej w utwór polemice z estetyką ekspresjonizmu. Problem
bierze się stąd, że o ile niektórzy aktorzy świetnie operują groteską (Elżbieta
Gołińska buduje niejednoznaczną i przejmującą postać Matki Baala za pomocą kilku
gestów, fascynujący jest też ponury i ociężały, a zarazem nieodparcie komiczny
Bartosz Woźny), o tyle inni nie są w stanie niczym zaciekawić widza. Im bardziej
starają się być dziwni, tym - paradoksalnie - mniej intensywne jest ich bycie na
scenie. Cóż z tego, że decyzją reżyserki na brzegu sceny cały czas waruje Śmierć,
przelewająca wodę z jednego metalowego kubka do drugiego i odmierzająca Baalowi upływ
życia, skoro Tomasz Cymerman najwyraźniej założył, że sama pomalowana na biało
twarz wystarczy, by stworzyć wrażenie głębi, niesamowitości i skupić na sobie uwagę
publiczności przez półtorej godziny. Efekt jest taki, że wielu widzów w ogóle tej
postaci nie zauważyło; podobnie rzecz ma się z większością kobie-t-ofiar Baala, o
których zapomina się już w momencie ich zejścia ze sceny.
Częściowo wynagradza to jednak sposób, w jaki reżyserka ukazała wewnętrzny konflikt
głównego bohatera: zamiast jak Fiedor rozbijać Baala na różne wcielenia, dokonała
scalenia jego postaci. Baal łączy w sobie wszystkie sprzeczności ludzkiej egzystencji,
jest zarazem czymś mniej i czymś więcej niż człowiek. Nie potrafi uwierzyć w życie
pozagrobowe, dlatego skazany jest na boleśnie ograniczającą go doczesność;
transgresji szuka w seksie, alkoholu i twórczości. Przerażony śmiercią usiłuje uciec
w kreację. Jest demonicznym reżyserem w teatrze świata, który rozdaje swoim aktorom
role, łączy ich w pary, prowokuje i niszczy. Zarazem jest koryfeuszem wprowadzającym
otaczające go marionetki w prawdziwe życie - z całą jego grozą, bólem i pięknem.
Inicjacją wżycie okazuje się erotyka. Gdy Baal zachęca do niej młodziutkich Joachima
i Joannę, ostrzega, że gdy raz przekroczą granicę intymności, będą już zawsze
skazani na niespełnienie; dziewczyna - niewinna lalka w bieli - stanie się "kupką
wiecznie pożądającego ciała". A jednak wybór między bezcie-lesnością
marionetki a cielesnością skazanej na ból macierzyństwa, starzenie się i śmierć
kobiety wydaje się oczywisty. To prawdziwie przejmujący wątek, dzięki któremu mocno
wybrzmiewa w spektaklu główny temat sztuki, niesiony przez postać tytułowego bohatera.
Baal nie jest lubującym się w skatologii i pornografii, prowokującym poetą-pija-kiem.
Bezwarunkowa akceptacja, jaką żywi dla ludzkiej natury, nosi wszelkie znamiona
tragicznego heroizmu. Baalowi, mimo niezliczonej liczby grzechów na koncie, w
przedstawieniu Augustynowicz będzie dane umrzeć - a nie "zdechnąć jak
szczur". |
Wrocławski Teatr Współczesny, Bertolt
Brecht, "Baal", przekład: Jacek St. Buras, reżyseria: Anna Augustynowicz,
scenografia: Marek Braun, kostiumy: Wanda Kowalska, choreografia: Zbigniew Szymczyk,
asystent reżysera: Elżbieta Golińska, inspicjent: Halina Lis-Olszewska
Obsada: Elżbieta Golińska, Agnieszka Jaworska (gościnnie), Anna Kieca, Katarzyna
Michalska (PWST), Beata Rakowska, Irena Rybicka, Krzysztof Boczkowski, Tomasz Cymerman,
Szymon Czacki, Bogusław Kierc, Tomasz Orpiński, Jerzy Senator, Bartosz Woźny, Krzysztof
Zych
Premiera: 26.01.2008r. |