W ramach "rekomendacji mistrzowskich"
w Krakowskim Salonie Poezji Józef Baran, jak niegdyś Czesław Miłosz i Julia Hartwig,
przedstawił wczoraj twórczość trzech duchownych: ks. Wacława Buryły, związanego z
Dolnym Śląskiem oraz krakowskich franciszkanów Eligiusza Dymowskiego (w latach
1999-2005 rektora Wyższego Seminarium Duchownego oo. Franciszkanów) i Andrzeja Zająca
(pełni od 2004 r. funkcje gwardiana klasztoru i kustosza bazyliki św. Franciszka).
Na harfie przepięknie grała, nie po raz pierwszy goszcząc w salonie, Elżbieta Baklarz,
absolwentka krakowskiej Akademii Muzycznej sprzed pięciu lat. Wniosła szlachetny,
podniosły ton, pełen piękna, także w wymiarze duchowym.
A czytana przez Tomasza Międzika, Piotra Grabowskiego i Macieja Skuratowicza poezja?
Cóż, nadto zdała się być oczywista, nazbyt dydaktyczna, by poruszyć, bo czyż
komunikaty: "Bo przecież nigdy nie jest za późno na szczęście" albo
"miłość się nie starzeje" lub "drzewa wystukują rytm naszych
serc" mogą być czymś więcej niż szmerem gałęzi owych drzew, gdy zawieje wiatr?
Zanim zabrzmiała ta poezja, Józef Baran dużo mówił o związkach osób duchownych i
poezji, przytaczając m.in. znaną anegdotę o Matce Boskiej, która miała zwrócić się
do malującego ją Jana Styki: "Ty mnie nie maluj na kolanach, ty maluj mnie
dobrze". Jakże a propos przywołał, acz pewnie bezwiednie... A może to ks. Jan
Twardowski wyznaczył swą poezją poziom tak wysoki, że teraz - gdy pojawia się
"poezja w sutannie", jak zatytułowano wczorajsze spotkanie w salonie -
oczekujemy już tylko fraz tak niebotycznych? Sam Józef Baran, który trzech poetów
rekomendował, też mógł odczuwać dyskomfort, wszak wprowadzeni na salon i o nim
świadczyli, a przecież on sam daleko wyżej wzlatuje...
Następny salon - 4 czerwca - tradycyjnie o tej porze poświęcony dzieciom i do nich
adresowany.
(WAK)
Dziennik Polski
22 maja 2006 |