Zagranica
____________________________________________________

Wściekłe landrynki w złotku

Rosyjski Narodowy Teatr Baletu ma zaledwie dwa lata. Tańczą w nim bardzo młodzi tancerze (średnia wieku 22-23 lata), wielu z nich - jak zapewnia dyrektor artystyczny - jest laureatami międzynarodowych konkursów tanecznych. W Łodzi, podczas XVII Spotkań Baletowych, RNTB zaprezentował "Śpiącą królewnę" Czajkowskiego.

 

rosyjskintb.jpg (17577 bytes)

                 "Śpiąca królewna" nie okazała się baletem-feerią na miarę naszych czasów

Klasyczną wersję Mariusa Petipy zredagował dla potrzeb zespołu i wymogów współczesnego widza Evgeny Amosov. Dokonał wielu vi-de w partyturze muzycznej i zapisie choreograficznym, skracając czterogodzinny utwór do niespełna dwóch i pół godziny. Opracowanie spowodowało także "okrojenie" niektórych duetów i wariacji z technicznych utrudnień. Z pewnością stało się to pomocne tancerzom, z których nie wszyscy są wybitnymi laureatami konkursów, co było widać.

Nie popisali się czarem i elegancją tańca Czterej Kawalerowie, nie olśniewały Wróżki Drogich Kamieni, podobnie jak corps de ballet w scenach zespołowych, zwłaszcza w okropnie usztywnionym, słynnym Walcu z girlandami. Również nie wszyscy soliści wzbudzali entuzjazm właściwy niegdysiejszym popisom rosyjskich tancowszczyków.

Maksim Romanow jako Książę Desire skakał nisko, acz ciężko, szczęśliwie w zamian dobrze opanował umiejętność partnerowania. Dzięki temu Grand pas de deux Księcia i Aurory (Olga Pawłowa) wypadło zadowalająco.

Niekwestionowanym bohaterem wieczoru stał się nieoczekiwanie odtwórca partii Błękitnego Ptaka - Sierżan Kaukow. Tancerz obdarzony znakomitymi warunkami zaimponował biegłością techniczną, skocznością i lekkością wykonywanych ewolucji. On też był postacią wiodącą w Pas de deux, jakie Błękitny Ptak tańczy z Księżniczką Floriną (pełna wdzięku i delikatności Nadieżda Iwanowa).

Wiele dobrych słów można skierować także pod adresem Weroniki Zemliakowej, która, wyjąwszy drobny "wypadek przy pracy" (poślizgnięcie), trudną partię tańczyła z wielkim zaangażowaniem i elegancją. Po stronie plusów trzeba zapisać również i to, że zespół tańczył do akompaniamentu muzyki granej "na żywo" przez Lwowską Orkiestrę Filharmoniczną (której jednak trudno darować pomyłki i niedostrojoną wiolonczelę w gigantycznym solo).

Szkoda też, że "Śpiąca królewna" w nowej redakcji nie okazała się baletem-feerią na miarę naszych czasów. Za sprawą niedostatków technicznych i uproszczeń oraz kostiumów ("wściekle" kolorowych jak landrynki), grzeszących niepotrzebną dosłownością (tancerz wykonujący partię Wilka ma np. na głowę nałożony "wilczy łeb", tancerz w partii kota nosi na głowie uszy, a na pupie ogon itp.) spektakl sytuuje się po stronie poetyki archaicznej, nadto kiczowatej.

Okazuje się jednak, że nie przeszkodziły wspomniane mankamenty, by znaczna część publiczności oklaskiwała wykonawców na stojąco. I cieszy to ogromnie, bowiem kolejny raz okazało się, że Łódzkie Spotkania Baletowe prezentują tak szerokie spectrum tańca, że każdy widz z uczestnictwa w festiwalu może czerpać satysfakcję i oczarowanie.

Michał Lenarciński
Dziennik Łódzki
22 maja 2003


INDEX WYDARZENIA RECENZJE TEATRY
Opracowanie Stowarzyszenie Teatralne TESPIS

mk