Musical o
warszawskim getcie. Twórcy nowego londyńskiego musicalu chcieli, abyśmy obejrzeli na
scenie cierpiących głód Żydów, którzy wyśpiewują kiczowate melodie. Czy
powinniśmy się dziwić, że "Imagine This", którego akcja toczy się w
warszawskim getcie zimą 1942 r., schodzi z afisza zaledwie miesiąc po premierze?
"To i tak cud, że ta produkcja przetrwała tak długo, biorąc pod uwagę, iż
przedstawiała grupę Żydów, którzy czekając na pewną śmierć, decydują się
wystawić show w złym stylu rodem z Las Vegas" - napisał krytyk
"Guardiana", a wielu innych recenzentów uznało, że musical trywializuje
Holokaust. Tytuł, który na deskach New London Theatre debiutował 19 listopada, raz
ostatni zostanie wystawiony dziś, 20 grudnia. Amerykańska producentka Beth Trachtenberg
o tę porażkę obwinia właśnie recenzentów: "Reakcja widowni była przeciwna do
reakcji krytyków. Co wieczór widziałam publiczność wzruszoną do łez" - mówi w
rozmowie z DZIENNIKIEM. Potwierdza to Wojciech Kępczyński: "Byłem na premierze i
wiele wskazywało, że spektakl odniesie sukces: entuzjastyczna reakcja publiczności,
owacje na stojąco... Na mnie zrobił ogromne wrażenie, przede wszystkim przez temat:
getto warszawskie, miłość, walka o przeżycie" - opowiada dyrektor warszawskiego
Teatru Roma. Jednak nie wszystkiemu winni są dziennikarze. Wydaje się, że od początku
była to produkcja wysokiego ryzyka.
Amatorzy na West Endzie
"Imagine This" opowiada o grupie żydowskich aktorów, którzy w 1942 r. pod
kierownictwem Daniela Warszowskiego postanawiają wystawić w getcie musical. Decydują
się przedstawić historię fortecy na wzgórzu Masada, gdzie w 70 r.n.e. garstka Żydów
bohatersko broniła się przed 10 tys. rzymskich żołnierzy. W końcu, nie chcąc trafić
do niewoli, popełnili zbiorowe samobójstwo. Już podczas spektaklu (akcja naprzemiennie
rozgrywa się to w Warszawie, to w Rzymie) na scenie pojawia się hitlerowski oficer z
informacją dla żydowskiej publiczności: "Jutro rano skończy się wasz głód.
Niemcy zbudowali wspaniały obóz na wschodzie, do którego zostaniecie przesiedleni.
Możecie zabrać jedną walizkę, a każdy dostanie dodatkowo kromkę chleba i
marmoladę". Równocześnie żołnierz stawia Warszowskiemu ultimatum: jeżeli
dokończy przedstawienie o Masadzie i w ten sposób uspokoi nastroje wśród
publiczności, on i jego rodzina unikną śmierci. Ale jeżeli aktorzy przestaną grać i
wyjawią Żydom prawdę o Treblince, wszyscy trafią rano do transportu. Warszowski staje
przed tragicznym wyborem. W musicalu nie brakuje oczywiście wątku miłosnego: podczas
prób dwójka aktorów zakochuje się w sobie, w finale udaje im się uciec z getta
(krytycy piszą: "w magiczny sposób") i jak się domyślamy - przeżyć
Holokaust.
"Nasza produkcja nie mówi o tym, jak ludzie umierali, lecz o tym, jak żyli i jak
zachowywali człowieczeństwo. Nie sądzę, by widzowie szukali dziś tylko lekkiej,
pustej rozrywki. Wierzę, że jest miejsce na poważniejsze spektakle, coś, co poruszy
ich do głębi, zmusi do myślenia" - deklaruje Trachtenberg. Przypomina też, że
niemal do samego końca w getcie trwało życie kulturalne, działały teatry, kabarety,
balet. "Idea wykorzystania teatru w teatrze wydaje mi się dobrym pomysłem" -
ocenia Daniel Wyszogrodzki, który pracował nad polskimi tekstami takich klasyków jak
"Koty", "Upiór w operze" czy "Taniec wampirów".
"Przecież i Władysław Szpilman, i Antoni Marianowicz we wspomnieniach z getta
piszą, że ludzie szukali wówczas rozrywki, ucieczki od brutalnej rzeczywistości w
kawiarniach, kabaretach."
Wyszogrodzki podkreśla jednak, że o klęsce "Imagine This" zadecydował nie
temat, lecz realizacja i błędy debiutujących na West Endzie twórców. Producentką
jest Beth Trachtenberg, która przed przyjazdem do Londynu mieszkała w Paryżu, gdzie
odpowiadała za telewizyjną operę mydlaną "Riviera“ oraz zajmowała się
sprzedażą praw do takich programów jak "Koło fortuny". Muzykę napisał
Shuki Levy, autor m.in. ścieżki dźwiękowej do kreskówki "He-Man", zaś
twórcą scenariusza jest Glenn Barenbeim, który wymyślał odcinki pseudoreligijnego
serialu "Touched by an Angel". "Kto przed świętami wystawia tak smutną
historię? W grudniu ludzie szukają bardziej optymistycznych opowieści" - dziwi
się Wyszogrodzki. "Muzyka jest rzewna, nudna, nie wpada w ucho. Twórca
najwyraźniej nie wie, na czym polega konwencja musicalu. Poza tym realizacja przypomina
produkcje z lat 70., a dziś teatr musicalowy musi przypominać multimedialne show. West
End to nie jest dobre miejsce dla debiutantów. Tu sprawdzają się rozwiązania, tytuły,
które odniosły już sukces na Broadwayu, pieniądze zarabiają <Król Lew< czy
<Grease>" - mówi Kępczyński.
Holokaust jako rozrywka
Oczywiście przy okazji "Imagine This" wciąż wracało pytanie: czy musical
może poradzić sobie z tak poważnym tematem jak Holokaust. Większość recenzentów
była zgodna: nie. "The Daily Telegraph" napisał: "Wszystko fajnie, poza
jednym niewygodnym faktem - ten musical próbuje przemienić Zagładę Żydów w
rozrywkę. Zagrożeni eksterminacją mieszkańcy getta wyśpiewują trywialne pioseneczki
miłosne. To moralnie dwuznaczny i manipulujący widzem show". "The
Guardian": "Na nowojorskim Broadwayu, gdzie wrażliwość żydowska jest dużo
czulsza, taki musical nie przetrwałby tygodnia". "Za każdym razem, gdy pojawia
się nowy temat, który redefiniuje musical, teatr się do tego przystosowuje, tak było
choćby z <Jesus Christ Superstar>" - broni się Barenbeim. Trachtneberg
podkreśla, że ich musical mieści się w tradycji rozpoczętej przez "Skrzypka na
dachu", który traktował o pogromach w Rosji w 1905 r. Swej roli broni też aktor
Peter Polycarpou (zagrał Daniela Warszowskiego): "Ludzie sądzą, że naszą
produkcją nie uszanujemy ofiar Holokaustu. Jest wręcz przeciwnie: chcemy, żeby nasi
widzowie wczuli się w tamte czasy i zrozumieli dramaty Żydów. Nie chodzi o temat, bo
tematem może być najmroczniejsza historia, lecz sposób, w jaki się go traktuje. A my
traktujemy go z powagą."
Podobnego zdania jest Wojciech Kępczyński: "Temat Holokaustu jest żywy,
sprawdziłby się na pewno w spektaklu muzycznym czy w operze, może musical to nie
najlepsza forma, bo kojarząca się z czystą rozrywką. Ale z drugiej strony temat
przywołuje wielkie namiętności, a te zawsze są obecne w musicalu."
Show-biznesowi komentatorzy przewidują dalsze próby podejmowania tego tematu. Powołują
się przy tym na przykład musicalu o Annie Frank ("Anna Frank: un canto a la
vida"), który udanie zadebiutował w Hiszpanii w madryckim teatrze Calderon w lutym
tego roku. Premiera odbyła się mimo protestów Fundacji Anny Frank, której
przedstawiciel stwierdził: "Rodzina Franków przez dwa lata żyła w ukryciu, a
wszystko zakończyło się tragicznie - to naprawdę nieodpowiedni temat na wieczór
wesołych piosenek!". I mimo że musical miał przeciętne recenzje
("powierzchowny produkt, bez specjalnej inteligencji"), przedstawienia były
wyprzedane. Czy "Imagine This" miałby szanse w Polsce? "Oczywiście.
Wierzę, że z lepszą muzyką i reżyserią szedłby o wiele dłużej niż w Londynie.
Powiem więcej, Andrew Lloyd Webber podczas ostatniej wizyty w Warszawie mówił, że sam
chciałby stworzyć musical inspirowany wierszami napisanymi w getcie. Ciekawe, co zrobi
po tej klapie" - zastanawia się Wyszogrodzki. |