Wyznania szczerego
entuzjasty teatru
Gdy pies staje na dwóch łapach - ludzie przesadzają z humanistycznym optymizmem.
Przywołują starą ironię Menandra: "Homo sum; humani nil a me alienum puto" -
i syci są. Co, nie rozumie pies po łacinie? Powiemy po naszemu. Jestem człowiekiem i
nic, co ludzkie, nie jest mi obce - zwłaszcza pozycja wyprostowana. Więc dzień dobry,
nowy kolego! Oto dłoń na przywitanie...
I klepią ludzie psa po ramieniu, cygarem częstują, pogaduchę wszczynają, na kawę
proszą, ba, wspólne interesy proponują, bo czemu nie, skoro nowy kolega najwyraźniej
swój chłop jest, humanistyczny bardzo. Nie ma co pytać, czy zna i lubi, dajmy na to,
"Króla Olch" Goethego. Wiadomo, że tak. To samo z operami, nie inaczej z
wielkimi bajkami świata - choćby szekspirowskimi, co mroczną naturę człowieka
zgłębiają. A że bywa, iż nowy trochę nieprzyjemny jest w obejściu - mój Boże,
któż nie ma ułomności! Jak to tam szło? Oko i belka w oku? Nie rzucać kamieniem? No
właśnie. Miłuj bliźniego, jak siebie samego. Witaj, nowy bliźni!... I wtedy nic nie
da się zrobić. Całkiem jak w wyreżyserowanej przez Heinera Müllera "Karierze
Artura Ui". Gdy Ui stanie na dwóch łapach - będzie za późno na ocalenie.
Na razie nie wstaje. Jeszcze człapie na czworakach. Świat wciąż może cieszyć się
życiem. Jeszcze trochę tak. Szary pies z przylizaną czarną grzywką jeszcze się nie
podniósł. Węszy, dyszy z wywalonym ozorem, z gołej skóry ręki śmiesznie ludzkimi
zębami wygryza pchły. Pięciopalczastą łapą drapie ciepłe pachy. Jęczy. Wysoko nad
Chicago cudny głos śpiewa Schuberta - pieśń do słów "Króla Olch"
Goethego. Pies podnosi tylną nogę - znaczy miasto żółtym smrodem. Ma krwawiące
dziąsła. Z języka kapie czerwień. To jedno się nie zmieni.
Gdy wreszcie stanie na dwóch łapach, wciąż będzie pchał pazury do pyska, by ukoić
kolebiące się zęby. Słuchając mniej bądź bardziej słodkiego łaszenia się doń
gangsterów Chicago, słuchając, jak cała ta menażeria indywiduów ociekających
wszelką ułomnością, obwieszonych grzeszkami, liźniętych ciemnością, jak całe to
nieskore do rzucania kamieni stado bliźnich z belkami w oczach chce go mieć po swojej
stronie - pluł będzie czerwienią. Ale to za chwilę. Na razie jest jeszcze na
czworakach. Na razie świat jeszcze nie słyszał jego zawrotnej wersji starej ironii
Menandra: Jestem psem i nic, co ludzkie, nie jest mi niesmaczne.
Nie znam doskonalszego otwarcia opowieści teatralnej. I poza Martinem Wuttke - nie znam
aktora, który by w etiudzie krótkiej, rozpiętej między Schubertem a żółtym smrodem
na murze, potrafił tak krystalicznie i dojmująco ustawić intonację i dotknąć sedna
następnych trzech godzin opowieści. Gdy Wuttke - Arturo Ui o krwawiących dziąsłach,
szary pies z przylizaną grzywką - wreszcie się podniesie - będzie jasne, potwornie
jasne: arcydzieło Brechta to arcydzieło o nieuchronności. Pies staje na dwóch łapach
- i jest już za późno na ocalenie. Pies zje miasto. Pies zje świat.
Spętany psimi tikami, z gardłem dźganym całą skalą zwierzęcych śpiewów - od
skowytu po pisk, metodycznie, niczym matematyk wciąż gęstniejącej w nim czerni, bez
zmrużenia oka rozpruje gangsterski trust kalafiorowy, pożre ciemne interesy słabych,
opornym przegryzie gardła. Groteskowy, lodowaty w swych furiach, zawsze ostateczny.
Bezwiednie powtórzy potworności szekspirowskiego Ryszarda III, lecz nigdy nie zdoła
błagać: "Królestwo za konia!". Z miłosnych oper weźmie tylko dno -
spółkowanie. A menażeria gangsterska będzie niczym menażeria bezwolnych marionetek w
tanim teatrzyku. Bo tutaj, w mieście psa, który stanął na dwóch łapach, nic już nie
da się zrobić. Można tylko czekać. Pokornie i nie na ocalenie.
Goryczy tej kolosalnej bezwolności nie sposób przełknąć. Müller nie ma litości dla
żadnych form sentymentalizmu, gier psychologicznych, patosu cierpienia, scenicznego
baroku. W jego "Karierze Artura Ui" nie spływa łza. Dlatego czerń, co puchnie
na scenie prawie pustej, jest tak lepka, tak nieuchronna. I coś jeszcze - żadnych
złudzeń, że to koniec. W finalnej, kolosalnej scenie, Müller streszcza dokonany los
zjedzonego miasta. Uspokojenie? A skąd pewność, że to nie zapowiedź jutra? Że nie
powtórzy się szary pies?
Festiwal "Dedykacje - Brecht". Berliner Ensemble. "Kariera Artura Ui"
Bertolta Brechta. Reżyseria Heiner Müller. Scenografia Hans Joachim Schlieker. Występ w
Teatrze im. Juliusza Słowackiego. |