Trudno zobaczyć na
polskich scenach dramaty Bertolda Brechta. Nie bez winy jest tu fundacja strzegąca
spuścizny wielkiego reformatora teatru, która pilnuje nie tylko aranżacji muzycznych
songów, ale także kolejności scen.
A młodzi reżyserzy nie garną się do realizowania linearnie tekstu na scenie. Chcą za
jego pomocą wypowiadać się na ważne współczesne tematy. Szkoda, bo wiele tekstów
Brechta idealnie się do tego nadaje.
Kto chciał, mógł zobaczyć w piątek i w sobotę w Teatrze imienia Aleksandra Fredry w
Gnieźnie mniej znany utwór Brechta - "Wesele u drobnomieszczan". Pokazał je
zaprzyjaźniony z gnieźnieńską sceną Teatr Narodowy z Tuzli (Bośnia i Hercegowina).
Można się było spodziewać, że w ramach rewizyty goście pokażą coś swojego,
własnego, tymczasem wybrali Brechta. I chwała im za to, bo "Wesele u
drobnomieszczan" idealnie pasuje do sytuacji we współczesnej Bośni, Polsce...
"Wesele u drobnomieszczan" pokazuje rozpad świata zbudowanego na kłamstwie.
Brecht opisywał oczywiście swój świat, ten, którego był świadkiem: kiedy doszedł
do władzy Hitler (Pan Młody nosi podobny wąsik), ale ma pobieloną twarz (efekt
obcości, zdystansowania się do roli).
Jovica Pavić (reżyser) nie odtwarza realiów, w jakich została sztuka napisana. Tak
samo nie sytuują jej w czasie użyte w sztuce piosenki, fragmenty muzyki tanecznej czy
arie operowe. Pokazuje natomiast, że rozpad jest nieuchronny, co ileś pokoleń, zasady i
ideały zużywają się, i rozpadają. Nic nie jest dane raz na zawsze.
Synonimem rozpadu świata, w którym żyją bohaterowie, są rozpadające się po kolei
meble, które samodzielnie wykonał Pan Młody. O ponadczasowości świadczy również
redukcja tekstu. Reżyser mocno posiłkuje się ruchem i pantomimą..., przez co tekst
staje się bardziej uniwersalny i zrozumiały mimo bariery językowej. Siłą "Wesela
u drobnomieszczan" z Tuzli jest aktorstwo, wyraziste, mięsiste, balansujące na
delikatnej granicy między powagą a parodią. Aktorzy grają tak, jakby przeszli staż u
Brechta.
Przez półtorej godziny mogliśmy oglądać w wykrzywionym zwierciadle współczesnych
mieszczan, a może raczej powinno się powiedzieć raczkującą ciągle w krajach
postkomunistycznych klasę średnią.
Podczas wizyty Teatru Narodowego z Tuzli w Gnieźnie, goście zwiedzili je, natomiast
dyrektorzy obu teatrów omówili - wspólnie z władzami miasta - zasady współpracy
kulturalnej obu instytucji do 2010 roku. |