XVII Łódzkie Spotkania Baletowe
Łódź, 10 - 25 maja 2003
____________________________________________________

Skromność i ekstrawagancja

Cristina Hoyos przyjedzie do Łodzi lincolnem i zamieszka w apartamencie Hotelu Grand. Ewa Wycichowska - autokarem. Ale zamieszka również w apartamencie. Specjalnym autobusem przyjadą z Okęcia artyści Kibbutz Contenporary Dance Company. Z Izraela do Polski przylecą rejsowym samolotem.

 

lodzkiesb19.jpg (16540 bytes)

Niemieccy tancerze podczas próby

           W Łodzi trwają XVII Spotkania Baletowe. W ciągu niespełna dwóch tygodni Teatr Wielki gościł będzie ponad trzysta osób z czterech krajów: Niemiec, Hiszpanii, Rosji i Izraela. Umowy sporządzane z poszczególnymi grupami baletowymi są bardzo szczegółowe: precyzują nawet rodzaj środków transportu po Polsce.

Hiszpanie, Rosjanie i Żydzi do Polski przylatują samolotami. Nie są to jednak czarterowe loty, ale rejsowe.

Z lotniska na Okęciu odbierają ich nasze autobusy i przywożą na miejsce noclegu, którym wszystkim gościom służy Grand Hotel.

- Mamy umowę sponsorską i hotel stosuje dla nas specjalne ceny - mówi Robert Woźniak, szef marketingu i promocji Teatru Wielkiego.

- Tancerze z zespołów mieszkają w standardowych pokojach, gwiazdy: choreografowie, dyrektorzy - w apartamentach. To nie odbiega od zwyczajów obowiązujących w świecie.

Skromny lincoln

Tancerze to najczęściej ludzie skromni, ale nie jest to regułą. Zdarzają się kapryśnicy, wymagający specjalnego transportu, codziennie świeżych kwiatów w pokoju i wyrafinowanej diety. Nie należy do nich dyrektor artystyczny baletu flamenco Cristina Hoyos. Artystka znana w całym świecie nie tylko z wielkich dokonań jako tancerka i choreograf, ale również jako aktorka.

Hoyos to żywa legenda flamenco. Od lat jest ulubioną aktorką i tancerką Carlosa Saury. Zagrała i zatańczyła główne role w jego filmach: "Krwawe gody", "Carmen", "Magiczna miłość". W ciągu swej kariery artystka otrzymała kilkadziesiąt nagród artystycznych, odznaczeń i dyplomów od rządu hiszpańskiego i organizacji międzynarodowych, a także wiele nagród przyznanych przez władze miast europejskich.

Kierowany przez nią zespół baletowy (jej zresztą imienia) wystąpi w Teatrze Wielkim dziś i jutro. Hiszpanie zaprezentują sześć epizodów flamenco, a w jednym z nich - "Petenera" - solo zatańczy sama Cristina.

Hiszpanie przylecą do Polski w dniu swego występu, a pożegnają się kilka godzin po wybrzmieniu ostatnich braw.

Ich pobyt w Łodzi wykorzystuje dwudniową przerwę w tournée, jakie właśnie odbywają po Francji. A po Cristinę na Okęcie pojedzie specjalnie wynajęta wielka limuzyna - lincoln. Podobno to nie Cristina miała takie wymagania.

- Podpisującym umowę na pobyt i występy zespołu Cristiny Hoyos bardzo zależało, by ten pobyt był medialny - tłumaczy Robert Woźniak. - Stąd ta limuzyna, kwiaty itp.

Lincoln towarzyszyć będzie Cristinie na każdym kroku: wozić ją będzie z hotelu do teatru (i odwrotnie), jeśli artystka będzie miała ochotę obejrzeć Łódź - także limuzyna ma jej służyć do tego celu.

Frutti di mare z golonką

- Więcej żadnych wymagań nie było - dodaje Robert Woźniak. - Sami staramy się zapewnić wszystkim naszym gościom nieograniczony dostęp do wody mineralnej w teatrze,

konsultujemy menu z restauracją, w której jedzą - staramy się, by znaleźli w nim to, co najbardziej lubią.

Niemcy na przykład zachwyceni byli pożegnalnym przyjęciem, na którym serwowano m.in. golonkę w kapuście, sandacza po saksońsku i śledziki w winie reńskim. Tancerze, choć przecież szczupli i dbający o sylwetkę, nie mogli nacieszyć się golonką i kapustą, która wydała im się najlepsza na świecie. Tancerki natomiast zajadały się sandaczem.

- To genialne, nigdy w Niemczech nie jadłam tak doskonałej ryby - mówiła niemiecka tancerka. Uznanie w tym przypadku jest podwójne, bowiem tancerka była Japonką (a wiadomo, że to kraj słynący z bogatej tradycji dań z ryb).

Powodzeniem cieszyły się także rozmaite sałatki (nie zabrakło naturalnie Kartoffelsalad), czerwone wino, biała wódka i żółte piwo, chętnie popijane przez panie i panów.

Na przyjęcie z Hiszpanami przygotowywane są potrawy bogate w frutti di mare, na pewno będzie słynna hiszpańska paella (ryż smażony m.in. z mięsem z kurczaka, krewetkami, ośmiorniczkami, oliwkami, papryką. Rosjanom ma być zaproponowana polska kuchnia, ale być może ozdobą przyjęcia, oprócz kawioru, będzie słynna ucha, czyli genialna zupa rybna. Co do stołu żydowskiego - wiadomo jedno: z pewnością nie będzie wieprzowiny. Artyści Polskiego Teatru Tańca Ewy Wycichowskiej z radością przyjmą kuchnię polską z elementami wielkopolskimi, cokolwiek to oznacza.

Baletowy bastion

Spotkania baletowe to przecież jednak nie tylko spanie w hotelu i jedzenie w restauracji czy bankietowanie. To jednak przede wszystkim możliwość obcowania z najwyższą sztuką tańca. Ten rok jest wyjątkowo łaskawy dla baletomanów: do Łodzi zjechały wszystkie najważniejsze, obowiązujące współcześnie style i techniki tańca: klasyka, demi, modern, contenporary, flamenco.

Aby widzowie mogli przeżywać niezwykłe realizacje, muszą one wpierw powstać. Oczywiście nie jest to odkrywcze stwierdzenie, jednak rodzi bardzo określone konsekwencje. Tancerze - inaczej niż inni artyści - muszą permanentnie ćwiczyć i przeprowadzać próby.

Na czas spotkań Teatr Wielki zamienia się w bastion baletowy. Nie odbywają się żadne przedstawienia operowe (nawet gdy jest przerwa w występach, na scenie pracują technicy zespołów baletowych), w salach baletowych bez przerwy odbywają się lekcje, na scenie próby. Tancerze Leipziger Ballett na przykład przyjechali do Łodzi w niedzielę wieczorem. Rano odbyli zwyczajową lekcję, po niej próbę przedpołudniową, później popołudniową. We wtorek - lekcję, przedpołudniową próbę i wieczorny spektakl. Tak samo w środę.

Podczas pobytu Niemców w teatrze rozwieszone są kartki z najrozmaitszymi informacjami i komunikatami w języku niemieckim. Pomagają trafić do toalet, na sale prób, na scenę, do wind, do bufetu. Kartki po hiszpańsku, rosyjsku i hebrajsku też będą. Tylko dla Polskiego Teatru Tańca niepotrzebne są żadne informacje. Balet Ewy Wycichowskiej zna łódzki teatr doskonale: od piętnastu lat systematycznie przyjeżdża do Łodzi.

- Do najlepszej w Polsce publiczności baletowej - mówi Ewa Wycichowska i dodaje: - I nie tylko ja tak twierdzę.

Wszyscy uczestnicy tegorocznych spotkań otrzymują od organizatorów skromne upominki: kubeczki z logo festiwalu, podkoszulki, materiały promujące miasto i region. Szefowie zespołów, dodatkowo, statuetki zaprojektowane przez wybitnego tancerza, dziś zajmującego się sztuką plastyczną - Tadeusza Zlamala.

Jakie fascynacje poza kontaktem z publicznością będą mieli kolejni goście spotkań - nie sposób przewidzieć. Uwe Scholz, szef artystyczny Leipziger Ballett, podczas krótkiego przecież pobytu aż dwukrotnie odwiedził cmentarz żydowski. Mimo poważnych kłopotów z chodzeniem spacerował po wielkim terenie, był wstrząśnięty i urzeczony.

- Tu może powstawać twórczość, to magnetyczne i niesamowite miejsce - powiedział Scholz.

Zresztą sama Łódź też jest magnetyczna i niesamowita dla artystów. I nie tylko dla artystów, prawda?

Michał Lenarciński
Dziennik Łódzki
19 maja 2003


INDEX WYDARZENIA RECENZJE TEATRY
Opracowanie Stowarzyszenie Teatralne TESPIS

mk