XVII Łódzkie Spotkania Baletowe
Łódź, 10 - 25 maja 2003
____________________________________________________

Baletowa stolica Polski

W zeszłym roku Teatr Wielki w Łodzi obchodził jubileusz 35-lecia istnienia, teraz podobnego święta doczekały się Łódzkie Spotkania Baletowe. W tym roku odbędą się po raz 17

 

           Spotkania zaczną się w sobotę premierą "Kobro" w choreografii Graya Veredona.

Magdalena Sasin: Jakie jest zainteresowanie tegorocznymi Spotkaniami?

Stanisław Dyzbardis: Tradycyjnie duże. Festiwal wpisał się na trwałe w kalendarz imprez artystycznych Łodzi i Polski.

Pan brał udział w jego tworzeniu...

- Tak, byłem wówczas kierownikiem literackim Teatru Wielkiego. Pierwsze Spotkania odbyły się w rok po otwarciu nowego gmachu. Pomysł narodził się podczas rozmowy z dyrektorem Piotrowskim i kierownikiem baletu Witoldem Borkowskim. Zastanawialiśmy się wówczas, jak wypromować w Polsce nowo otwarty teatr, czym zachęcić publiczność. Festiwal szybko zyskał w świecie renomę, jest bardzo dobrze postrzegany w środowisku tancerzy.

Do Łodzi przyjeżdżają miłośnicy baletu z całej Polski...

- Spotkania Baletowe to często jedyna okazja, by zobaczyć najlepszych artystów. Większość zespołów przyjeżdża bowiem tylko do Łodzi, nie łącząc tej wizyty z tournée po kraju. Gdy występują najlepsi, teatr pęka w szwach. Pamiętam, że sam będąc kierownikiem literackim wielokrotnie musiałem odstępować swoje miejsce na widowni. Ze sceny witałem publiczność, a potem schodziłem na salę... i siadałem na schodach.

Jak udaje się pozyskać tak znakomite zespoły?

- Rozmowy trzeba zaczynać kilka lat wcześniej. Rok temu, gdy rozmawiałem z dyrektorem londyńskiego Royal Ballet Covent Garden, wertował grubą księgę, zapełnioną terminami do roku 2005 włącznie. Wolne dwa dni znalazł dopiero w czerwcu 2005; jeśli więc nasze rozmowy zakończą się pomyślnie, być może ze względu na londyński zespół przesuniemy termin kolejnych Spotkań Baletowych. Myślę, że warto. Repertuar na 2005 rok mam już przygotowany w 70- 80 proc. Gdybym zabrał się za to teraz, nie byłoby szans na pozyskanie dobrych tancerzy.

Mimo to na tegoroczne Spotkania jeden z zespołów udało się zaprosić niemal w ostatniej chwili.

- Tak, to hiszpański Ballet Cristina Hoyos, mistrzowie flamenco. W planach mieliśmy występ narodowego baletu hiszpańskiego Antonio Gadesa, byliśmy o krok od podpisania umowy. W zespole nastąpiła jednak zmiana kierownictwa

i wszystkie dotychczasowe ustalenia zostały anulowane. Impresario Jacek Solecki sobie tylko znanymi sposobami przekonał do wizyty w Łodzi Cristinę Hoyos. Hiszpanie przyjadą do nas z Francji, gdzie odbywają tournée. Dzięki temu mamy okazję do spotkania z pierwszą damą światowej sztuki flamenco.

Czy na przeszkodzie nie stają problemy finansowe?

- Nie jesteśmy w stanie zapłacić znakomitym zespołom tyle, ile dostają za występy w Stanach Zjednoczonych czy Japonii. Wielu artystów przyjeżdża do Polski po prostu dlatego, że bardzo chcą wziąć udział w Spotkaniach. Czasem, jak w przypadku zespołu z Izraela, decydują względy sentymentalne. Artyści chcą tu wracać, przysyłają nam oferty kolejnych występów. Chwalą publiczność, która jest bardzo wyrobiona, chwalą sam festiwal i jego organizację.

Jaka rola baletu bardziej przystaje do naszych czasów: komentowanie rzeczywistości czy tworzenie "odskoczni" od tego, co nas otacza?

- Każdy gatunek sztuki ma swoją publiczność. Łódzki festiwal od początku prezentował różnorodne tendencje w światowym balecie. Część widzów jest stęskniona za czystą klasyką na wysokim poziomie; dla nich zaprosiliśmy rosyjski Teatr Baletu, który przedstawi "Śpiącą królewnę" w klasycznej choreografii Mariusa Petipy. Znaczna część publiczności - głównie młodzież, ale nie tylko - zaakceptowała taniec modern. W tym roku przyjeżdża Kibbutz Contemporary Dance Company, którego choreograf, Rami Be'er, jest prawdziwym wizjonerem w swojej dziedzinie.

Czy jakiś zespół w ciągu tych 35 lat szczególnie się w Łodzi zadomowił?

- Kilka grup tancerzy gościło u nas dwukrotnie: balet Maurice'a Bejarta, Cullberg Ballet, Ballet Rambert z Londynu i kilka innych. Formuła festiwalu zakłada jednak jak największą różnorodność, podczas każdej edycji staramy się zaprezentować nowe zespoły.

Jak rysuje się przyszłość Łódzkich Spotkań Baletowych?

- Jestem nastawiony optymistycznie. Uważam, że ta impreza, dzięki której - jak powiedziała prof. Wysocka - Łódź co dwa lata staje się baletową stolicą Polski, jest bardzo potrzebna. Mam nadzieję, że Spotkania zyskają, gdy Polska znajdzie się w Unii Europejskiej.

Rozmawiała Magdalena Sasin
Gazeta Wyborcza Kraków
7 maja 2003


INDEX WYDARZENIA RECENZJE TEATRY
Opracowanie Stowarzyszenie Teatralne TESPIS

mk