10. Festiwal
Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych

_______________________________________________________________________________

Współczesny teatr i polityka

Aktorowi farsę gra się trudno, bo widza trzeba rozbawić, samemu się nie umęczyć, być w sam raz poważnym, szarżującym, skupionym. Technicznie nie jest też farsa najłatwiejsza do reżyserowania, bo wymaga niezwykłej precyzji popartej poczuciem humoru, poskramia natomiast zapędy interpretacyjne. Na pytanie jak należy robić farsę, prawidłowa odpowiedź jest tylko jedna: najlepiej na świecie. W przeciwnym przypadku absolutnie nie powinno się nawet w stronę farsy spoglądać

 

          Dawno nie oglądaliśmy na polskiej scenie współczesnego teatru politycznego. Rozrachunki z niedaleką przeszłością i teraźniejszością wydają się być specjalizacją rosyjskich i niemieckich dramaturgów. U nas jakoś długo nikt nie umiał znaleźć właściwej formy wypowiedzi, stylu. Byliśmy specjalistami w mówieniu między wierszami, gdy twórcy musieli uciekać przed cenzurą, ale od kiedy wszystko wolno powiedzieć i napisać - dramaturdzy nie rozpieszczali teatru.

Tym większe zainteresowanie wzbudza "Szpital Polonia" - tekst Pawła Kamzy, przedstawiony w ramach Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych na scenie Teatru Powszechnego.

Czy "Szpital..." jest ideałem, na jaki od pewnego czasu czekaliśmy? Na pewno nie, jednak jest pierwszą, bardzo odważną wypowiedzią teatru na tematy doraźne i uniwersalne.

Miejscem akcji swej sztuki Kamza uczynił szpital w prowincjonalnym miasteczku. Szpital tak zdegenerowany, jak zdegenerowane są zasady, według których musi funkcjonować. Szpital chory na długi, korupcję, złodziejstwo, kolesiostwo. Bezczelność, butę i chamstwo władzy, strach i głupotę "rewolucyjną".

W szpitalu, poza kilkoma chorymi (nie tylko brak pieniędzy, ale i ochoty, by ich leczyć) kotłuje się nieszczęśliwy personel, zafrasowany dyrektor usiłuje wyplątać instytucję z długów, korzystając z pomocy prezydenta miasta i jego małżonki (ta para przywodzi wiele skojarzeń) oraz posła z partii prawicowej, który jako udziałowiec firmy pogrzebowej marzy, by szpital przerobić na

przedproże cmentarza: by Polacy umierali godnie.

Paweł Kamza nie ukrywa, że polityka go irytuje, a politycy brzydzą. Ich usta, wypełnione komunałami i głupotą, wymiotują nienawiścią do opozycji, ich serca kwitną miłością własną. Ale nikt nie jest bez winy: dyrektor zabiegający o dobro szpitalnego konta nie zapomina o swoim, oddając się procederowi kradzieży krwi (i handlowaniu nią na czarnym rynku), związkowiec układa się z dyrekcją (i wspólnie kradnie), przyboczny dyrektora jest sprzedawczykiem i intrygantem, pielęgniarka jest zakłamana, lekarka całkowicie traci orientację, a pacjentki również są "dobre sobie".

Diagnoza, jaką w swym utworze autor stawia Polsce, jest szokująca, ale - jak się wydaje - zupełnie właściwa. Najgorsze, że toczącej nasz kraj choroby nie umiemy - albo co jeszcze gorsze - nie chcemy wyleczyć. "Szpital Polonia" nie jest zapewne tym doskonałym utworem, podejmującym kwestie polityczne, na jaki czekamy, ale jednym z pierwszych i choćby dlatego jednym z najważniejszych.

Legnicki Teatr im. Modrzejewskiej w swoich kolejnych poszukiwaniach znów pokazał coś bardzo wartościowego, udowodnił, że jest teatrem ważnym, a także coraz lepszym. A swoją drogą, jakie to jest niesamowite: z Warszawy przyjeżdżają grać farsy, natomiast z Legnicy - dramat o rzeczywistości.

Trzeba zaznaczyć, że w dobrej reżyserii autora świetnie zaprezentowali się aktorzy, a szczególnie: Przemysław Bluszcz, Joanna Gonschorek, Anita Poddębniak, Tomasz Sobczak i Janusz Chabior.

Michał Lenarciński
Dziennik Łódź
16 lutego 2004

 

INDEX WYDARZENIA RECENZJE TEATRY
Opracowanie Stowarzyszenie Teatralne TESPIS

mk