10. Festiwal
Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych

_______________________________________________________________________________

Świetna gra Agnieszki Krukówny na deskach Powszechnego

Aktorowi farsę gra się trudno, bo widza trzeba rozbawić, samemu się nie umęczyć, być w sam raz poważnym, szarżującym, skupionym. Technicznie nie jest też farsa najłatwiejsza do reżyserowania, bo wymaga niezwykłej precyzji popartej poczuciem humoru, poskramia natomiast zapędy interpretacyjne. Na pytanie jak należy robić farsę, prawidłowa odpowiedź jest tylko jedna: najlepiej na świecie. W przeciwnym przypadku absolutnie nie powinno się nawet w stronę farsy spoglądać

 

krukowna_a.gif (66102 bytes)

 
          
Festiwal Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych "Czego nie widać" - farsę Raya Cooneya (nazywaną farsą fars) - w swej historii pokazywał trzykrotnie. Pierwszy raz widzowie klaskali stołecznemu Teatrowi Współczesnemu, drugi - gospodarzom festiwalu, czyli łódzkiemu Teatrowi Powszechnemu, a wczoraj oklaskiwano i zaśmiewano się podczas prezentacji Teatru Powszechnego z Warszawy.

"Czego nie widać" to teatr w teatrze. Grupa aktorów przygotowuje spektakl do objazdu. W pierwszym akcie widzimy ich generalną próbę (grają sztukę pod tytułem "Co widać"), w drugim akcie oglądamy to właśnie, czego nie widać, a więc pełen zaskakujących sytuacji fragment spektaklu od strony kulis, a w akcie trzecim - szeregowe przedstawienie "Co widać" (już "od frontu"), które rozpada się w strzępy. Pióro

Cooneya nakręca spiralę zdarzeń do absurdu, a widzowie pękają ze śmiechu.

Przedstawienie warszawskiego "Powszechnego" ma wiele zalet. Pierwszą jest bardzo staranna, a zarazem lekka reżyseria Juliusza Machulskiego. Drugą zaletą jest, że zespół gwiazd nie "gwiazdorował". Aktorzy stworzyli kreację zespołową - świetni byli Krystyna Janda i Rafał Królikowski (zakochani, zazdrośni, złośliwi), Szymon Bobrowski (niepoprawny optymista), Cezary Żak (wrażliwy "chłopek-roztropek"), Zbigniew Zapasiewicz (wiecznie pijany sklerotyk).

Szalenie trudną, za to wypracowaną w najdrobniejszych szczegółach rolę idiotki, a przy tym nieutalentowanej aktorki, zagrała Agnieszka Krukówna. I to jak! Domyślam się, że było to nadzwyczajne zadanie: nieczęsto zdarza się, by świetny aktor musiał grać aktora bardzo miernego. A Krukówna zrobiła to koncertowo, czym dowiodła, że jest aktorką znakomitą.

Podczas dwóch spektakli, jakie warszawiacy zagrali w Łodzi, sala Teatru Powszechnego pękała w szwach. Zajęte były wszystkie miejsca siedzące, nie było ani jednego miejsca stojącego. A najdroższe bilety kosztowały 150 zł. I te zakupione zostały najwcześniej. Wielu widzów od kas odeszło z kwitkiem. Co znaczy magia nazwisk...

Michał Lenarciński
Dziennik Łódzki
31 stycznia 2004

 

INDEX WYDARZENIA RECENZJE TEATRY
Opracowanie Stowarzyszenie Teatralne TESPIS

mk