10. Festiwal
Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych

__________________________________________________________________________________

Reżyser w poszukiwaniu straconego czasu

Wizycie dwu spektakli - "Rodzeństwa" i "Kalkwerku", obu według tekstów Thomasa Bernharda - na X Ogólnopolskim Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych towarzyszy wystawa fotografii Krystiana Lupy w Galerii Opus (ul. Łąkowa 29)

 

festiwalspin19.jpg (25127 bytes)

         Zbiór kilkudziesięciu intymnych wspomnień z wędrówek - zaułków miast, portretów młodych mężczyzn - powstał w zeszłym roku z okazji krakowskiego festiwalu twórczości reżysera.

- Trzeba było wypełnić miesiąc rozmaitymi zdarzeniami - uśmiechał się Lupa. - Nie do końca identyfikuję się z tymi zdjęciami. Często miewam sny, w których odnajduję obrazy z przeszłości i pytam sam siebie: "Jak to się stało, że zapominałem o ich istnieniu? Kiedy je namalowałem?". A one, jak te zdjęcia, zawierają kawałek życia, tajemnicy. Mogę je - materię, ludzkie gesty - natychmiast "przeflancować" na scenę (bo cieszę się aparatem cyfrowym). Zazdroszczę fotografom intuicji wnikliwego patrzenia. Rozpoznawania tego, co dramat stanowi, a co już nim nie jest. Sam jestem amatorem z aparatem. Zawodowcem przestałem być tuż po łódzkiej szkole filmowej, gdzie miałem przyjemność krótko studiować. Ale zapatrzyłem się w filmy Jean-Luc Goddarda i nie wyszło mi to na dobre...

Ekspozycję sprowadzoną ze Starego Teatru z inicjatywy Ewy Pilawskiej, dyrektor Teatru Powszechnego w Łodzi, gości Galeria Opus.

Po wernisażu miało miejsce spotkanie z Krystianem Lupą wokół dwu ostatnich książek: "Podglądania" i "Utopia 2. Penetracje", prowadzone przez Piotra Olkusza z Katedry Dramatu i Teatru UŁ. Reżyser podkreślał wagę Proustowskich wędrówek pamięci. - Przeszłość to konieczność - tłumaczył. - Przeszłość jest wampiryczna. Ma w sobie coś z biedaka, który domaga się pomocy i czułości. Czujemy wobec niej wyrzuty: wobec ludzi, których znaliśmy. Udręka to może zbyt duże słowo, lecz wspomnienia powodują miękką, dłuższą udrękę. Po tygodniu dopinają swego - i wtedy się pisze, by uwolnić się od ciśnienia przeszłości. Od poczucia marnotrawstwa, że pozwalamy ulatywać temu, co było.

Piotr Olkusz przypomniał myśl Thomasa Berharda, że to, co się dzieje, nie jest wynikiem naszych działań, ale naszych zaniedbań.

- Bernhard był geniuszem przesady - komentował Lupa. - Niby coś robimy: domy stoją, w księgarniach roi się od woluminów. Nie jesteśmy jednak w stanie zmierzyć tego, czego nie zrobiliśmy! Pamiętam marzenia młodości, cele wyznaczone bezwzględnie i niepobłażliwie. Nic z tego nie wychodzi... Mam taki swój rytuał. Co roku 1 stycznia drukuję z komputera swój dziennik, kładę na stole, z szafy wyjmuję zapiski z poprzednich lat i patrzę, jaką mam kupę papieru. To komedia wobec siebie, z której kpię, ale się cieszę. To obraz gadulstwa o tym, co nie zostało powiedziane ani zrobione.

- Kiedy piszę, to wydaje mi się, że to tekst nie do czytania - opowiadał o swoim pisarstwie reżyser. - Ja sam muszę dowiedzieć się wielu rzeczy o sobie przez pisanie. Bo pisanie to wyostrzanie myśli. Spisywanie przeszłości jest namacywaniem czegoś, co wpadło do stawu z brudną wodą, czego długi czas nie mogliśmy wydobyć. Aż tu za rok przechodzimy obok i przypominany sobie, że w takim razie zguba wciąż tam leży. Wtedy wyciągamy ją ze szlamem, porośniętą glonami. Okazuje się, że zguba - nasze wspomnienia - żyła bez nas swoim życiem. Pisanie to rodzaj egotyzmu, od niego zaczynają się wszystkie przygody pisarskie, także ta Prousta. W pewnym momencie jednak perspektywa "ja" przestaje być najważniejsza i zaczynamy rozumieć innych.

Leszek Karczewski
Gazeta Wyborcza Łódź
19 stycznia 2004

 

INDEX WYDARZENIA RECENZJE TEATRY
Opracowanie Stowarzyszenie Teatralne TESPIS

mk