Najkrócej,
i najwłaściwiej, można powiedzieć o tym spektaklu, że jest to dzieło skończone. I
absolutne. Lupa, konstruując na scenie świat wręcz przesycony realizmem, rozgrywa w nim
metafizyczną problematykę.
Oto dwie poniżone mieszczańską tradycją siostry i brat - szalony
filozof, manifestujący pogardę wobec doczesnych problemów. Człowiek szczególnie uwrażliwiony
na mroczne zakamarki tragicznego bytu, żyjący w trwałym konflikcie z małością
ludzkiego gatunku. Pogardę budzą w nim zwykłe pragnienia i dążenia, ale też
wartości egzystencjalne.
Brat wraca do rodzinnego domu po pobycie w domu wariatów. Nie chce
zrozumieć znerwicowanych sióstr, na których postawy reaguje agresją, nie jest w stanie
zgodzić się z rytuałem rodzinnego portretowania, próbuje wyzwolić się z tradycji,
lecz odwrócenie ("przodem" do ściany) portretów przodków przy dźwiękach marsza
żałobnego z |
|
Beethovenowskiej "Eroiki" miast stać
się aktem strzelistym, okazuje się tylko prostą czynnością. Taką, jak chociażby
prasowanie, czy w pojęciu bohatera - akt samobójczy. Z tego obłędu życia nie ma
wyjścia, a walka, choć beznadziejna, pozostaje jedyną uczciwą drogą.
Bernhard w swoich utworach przeciwstawiał się wręcz opętańczo
naturze i ludzkości, wskazując Absolut, jako jedyny cel w poszukiwaniach człowieka. "Rodzeństwo"
w wersji Krystiana Lupy nawet na chwilę nie sprzeniewierza się idei autora, forma
przedstawienia jest idealnie dostosowana do filozofii, jaką niesie. To niebywale
precyzyjny spektakl, w którym przez ponad trzy godziny widzowie mogą nie tylko
podziwiać talent reżysera, ale rozsmakowywać się w doskonałym aktorstwie Małgorzaty
Hajewskiej-Krzysztofik, Agnieszki Mandat i Piotra Skiby. Nasze życie od życia bohaterów
Bernharda oddziela tylko cienka, czerwona nitka, przeciągnięta wzdłuż sceny. I nie
daje się tego zapomnieć.
Michał Lenarciński
Dziennik Łódzki
19 stycznia 2004 |