
Okazuje się, że proces był poszlakowy, oskarżony nie przyznał się do winy,
choć sądowi udało się uzyskać potwierdzenie popełnionych zbrodni. A było to
zasługą manipulacji, jakiej dopuszczono się wobec oskarżanego człowieka, wobec
całego społeczeństwa. Autor daje tu do zrozumienia, że oszukiwano nie tylko w
śledztwie: oszustwa na wielką skalę stosowała władza PRL.
W tekście nie ma pogłębionej charakterystyki postaci, analizy
zachowań, próby zrozumienia bohaterów i ich postępowania. "Wampir" to
publicystyka, raczej wyjściowy, a nie końcowy materiał dla sceny. Tym większą
satysfakcję musiał mieć reżyser Marcin Sławiński, któremu udało się ułożyć na
ogół zajmujące widowisko z kilkoma naprawdę świetnymi scenami, jak np. |
|
przesłuchanie świadków w procesie czy
przegląd milicjantów przebranych w kobiece stroje.
Atutem przedstawienia, poza reżyserią, jest scenografia Jerzego
Kaliny. Nie znajdziemy w niej choćby cienia nostalgii za "starym, poczciwym
peerelem". Metaforyczne syntezy dekoracji przypominają traumy minionego systemu.
Niestety, zespół aktorski nie był w stanie udźwignąć ciężaru sztuki. Grający
Narratora (milicyjnego agenta) Jacek Dzisiewicz sprowadził swą postać (najlepiej
napisaną!) do dwuwymiarowego obrazka. Narzucając beznamiętne tony osobie głównego
śledczego, swego bohatera pogrążył w nicości Zbigniew Stryj. Na tle pozostałych,
bardzo przeciętnych ról, prowincjonalną tandetą aktorską wybiła się Hanna
Boratyńska w roli bileterki. W klimat opowieści Tomczyka bardzo dobrze wpisali się
jedynie odtwórcy ról: Nawrockiego (tytułowego Wampira) - Marian Wiśniewski i żony
Nawrockiego - Jolanta Niestrój-Malisz. Ta para to najlepsze, co teatr ma w aktorskim
zespole.
Zabrzański "Nowy" po raz pierwszy pojawił się na Festiwalu
Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych. Mam nadzieję, że następną wizytą zespół
udowodni, że potrafi dorównać swoim liderom. Warto się postarać.
Michał Lenarciński
Dziennik Łódzki
2 lutego 2004 |