10. Festiwal
Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych

_______________________________________________________________________________

Inauguracja

Spektaklem Grzegorza Jarzyny "Uroczystość" rozpoczął się 10 stycznia w Teatrze Powszechnym X Ogólnopolski Festiwal Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych

 

           Inscenizacja Grzegorza Jarzyny zaczyna się tam, gdzie kończył się filmowy wzorzec. I podąża - z powrotem...

Film "Festen" Thomasa Vinterberga - kanwa "Uroczystości" - poraża jakością, jaką zyskał, zrywając z estetyką kina gatunków: ze zgrabną grą pięknych aktorów, z harmonijnym montażem czarownych zdjęć. W tym manifeście "Dogmy" trzęsący się obraz, sfilmowany kamerą z ręki, w zastanych pomieszczeniach, niedoświetlonych reflektorami, ma walor dokumentu. To, co pokazane, zdarzyło się przed obiektywem naprawdę.

A więc Christian, najstarszy syn Helgego, głowy rodu restauratorów, na przyjęciu z okazji jego 60. urodzin, w przemówieniu na cześć jubilata, oskarżył ojca o długoletnie molestowanie seksualne. Wykorzystywanie jego i siostry bliźniaczki. A zebrane towarzystwo spokojnie wróciło do banalnych dykteryjek, do "diabelskich opowieści" dziadka.

Film, wyglądający jak familijna kronika wideo, przekracza doraźną publicystykę społeczną. Cielesne i emocjonalne oddziaływanie dokumentu uświadamia, że takie przeżycia mogą stać się udziałem każdego. Przekroczenie ograniczeń filmowego medium nadaje historii wymiar uniwersalny.

Grzegorz Jarzyna, inscenizując udramatyzowany scenariusz, mnoży tropy interpretacyjne i porzuca je. Christian jak Hamlet w pozorowanym szaleństwie chroni się przed zakłamaniem dworu w Elsynorze. Grający go Andrzej Chyra raczkuje, ujada, rozrzuca sztućce, burząc rodzinną uroczystość.

Dom to dwór, gdzie role są rozpisane, gdzie konkretne pokoje przysługują poszczególnym gościom jubileuszu. Jan Peszek, rozparty na krześle feudał Helge, odbiera korne pokłony, uderzając lenników w potylicę. Jest mistrz ceremonii Helmut (Mariusz Benoit), który liturgicznym językiem (niemiecki) nadzoruje obrządek geometrycznych ruchów służby podającej do stołu. Rytuał w siedzibie restauratora jest wieczny: cokolwiek by się stało, kolacja musi skończyć się deserem.

Ale ten dom ma drugi ośrodek władzy: kuchnię. Wraz z nadejściem nocy, która odwraca porządek dnia, kuchnia przejmuje rzeczywiste panowanie. Jej szef, powiernik Christiana, Kim (Redbad Klynstra), podaje danie główne: bażanty. Koguty - ptaki zwiastujące poranek, obudzą czujność gości. Zebrani, a wraz z nimi widzowie, zobaczą w ojcowskim geście Helgego - w mierzwieniu włosów - sytuację sprzed lat. Kiedy pieścił Christiana i jego siostrę, Lindę. Linda popełniła samobójstwo, gdy jak wyznała w pożegnalnym liście - ojciec zaczął powracać do

niej w snach.

Buczenie wirującej zabawki - bąka - staje się syreną wyjącą na trwogę. Przeszywający dźwięk podejmuje muzyka Pawła Mykietyna, leitmotiv przywołujący ducha Lindy. Christian cieszy się jak dziecko w objęciach służącej Pii (Magdalena Cielecka), która przeistacza się w jego zmarłą siostrę. Nad Helgem odbywa się sąd w kuchni.

Rankiem goście schodzą się na śniadanko, którego ostentacyjna beztroska ma odczarować okropieństwo dnia wczorajszego. Kiedy wchodzi ojciec pedofil, wszyscy zamierają. Helge wygłasza konwencjonalną samokrytykę: co było, to było, pamiętajcie, że zawsze będę was kochał. Tylko zapomina, że został już zdetronizowany, a wraz z nim upadła - obojętnie jak nazwana - dworskość Elsynoru czy patriarchalna kultura "ojca chrzestnego". Christian już posadził przy stole służbę. Ojciec musi się wynosić.

Jego wyjście dobitnie podkreśla tezę: gwałcenie własnych dzieci jest złem. Lecz potępienie kazirodztwa znajduje się w samym tekście. Interpretacja Jarzyny nic do niego nie dodaje.

Nawet ujmuje. Bo dramat kończy scena dwuznaczna. Centralne miejsce za stołem zajmuje Michael (Marek Kalita), najmłodszy syn Helgego, beniaminek rodziny, kat swojej żony, rasista. Chłopak jego siostry Helene, Murzyn, proponuje mu mleko, podejmując kpiny na swój temat. Patriarchalny mechanizm segregacji trwa, choć pod zmienioną nazwą. Michael może zająć - o ile już nie zajął - miejsce Helgego. Reżyser obrócił tę scenę w żart.

Punkt dojścia filmu Vinterberga - cielesne, emocjonalne, bezpośrednie oddziaływanie, dla Grzegorza Jarzyny jest punktem wyjścia. Jednak takie oddziaływanie aktorów na widzów w teatrze odbywa się zawsze. Inscenizacja, stawiając na psychologiczne aktorstwo, uwiarygodniające zachowania postaci, bez prób krytycznego dystansu do ról, wraca ku obyczajowemu obrazkowi, tam, gdzie zaczynał się film "Festen". Jarzyna terapeuta wychowuje publiczność.

Rozumiem, dlaczego w monachijskiej "Sueddeursche Zeitung" napisano o "Uroczystości" Jarzyny, że "otwiera wielki grobowiec historii teatru".

Teatr Rozmaitości w Warszawie: Thomas Vinterberg, Mogens Rukov "Uroczystość", adaptacja sceniczna Bo hr. Hansen, przekład Elżbieta Frątczak-Nowotny, reżyseria H7 (Grzegorz Jarzyna), scenografia Małgorzata Szczęśniak, kostiumy Magdalena Maciejewska, muzyka Paweł Mykietyn, Piotr Domiński. 10 i 11 stycznia na X Ogólnopolskim Festiwalu Sztuk Przyjemnych w Teatrze Powszechnym

Leszek Karczewski
Gazeta Wyborcza Łódź
12 stycznia 2004

 

INDEX WYDARZENIA RECENZJE TEATRY
Opracowanie Stowarzyszenie Teatralne TESPIS

mk