Inscenizacja Grzegorza Jarzyny zaczyna się tam, gdzie kończył się filmowy
wzorzec. I podąża - z powrotem...
Film "Festen" Thomasa Vinterberga - kanwa
"Uroczystości" - poraża jakością, jaką zyskał, zrywając z estetyką kina
gatunków: ze zgrabną grą pięknych aktorów, z harmonijnym montażem czarownych
zdjęć. W tym manifeście "Dogmy" trzęsący się obraz, sfilmowany kamerą z
ręki, w zastanych pomieszczeniach, niedoświetlonych reflektorami, ma walor dokumentu.
To, co pokazane, zdarzyło się przed obiektywem naprawdę.
A więc Christian, najstarszy syn Helgego, głowy rodu restauratorów,
na przyjęciu z okazji jego 60. urodzin, w przemówieniu na cześć jubilata, oskarżył
ojca o długoletnie molestowanie seksualne. Wykorzystywanie jego i siostry bliźniaczki. A
zebrane towarzystwo spokojnie wróciło do banalnych dykteryjek, do "diabelskich
opowieści" dziadka.
Film, wyglądający jak familijna kronika wideo, przekracza doraźną
publicystykę społeczną. Cielesne i emocjonalne oddziaływanie dokumentu uświadamia,
że takie przeżycia mogą stać się udziałem każdego. Przekroczenie ograniczeń
filmowego medium nadaje historii wymiar uniwersalny.
Grzegorz Jarzyna, inscenizując udramatyzowany scenariusz, mnoży tropy
interpretacyjne i porzuca je. Christian jak Hamlet w pozorowanym szaleństwie chroni się
przed zakłamaniem dworu w Elsynorze. Grający go Andrzej Chyra raczkuje, ujada, rozrzuca
sztućce, burząc rodzinną uroczystość.
Dom to dwór, gdzie role są rozpisane, gdzie konkretne pokoje
przysługują poszczególnym gościom jubileuszu. Jan Peszek, rozparty na krześle feudał
Helge, odbiera korne pokłony, uderzając lenników w potylicę. Jest mistrz ceremonii
Helmut (Mariusz Benoit), który liturgicznym językiem (niemiecki) nadzoruje obrządek
geometrycznych ruchów służby podającej do stołu. Rytuał w siedzibie restauratora
jest wieczny: cokolwiek by się stało, kolacja musi skończyć się deserem.
Ale ten dom ma drugi ośrodek władzy: kuchnię. Wraz z nadejściem
nocy, która odwraca porządek dnia, kuchnia przejmuje rzeczywiste panowanie. Jej szef,
powiernik Christiana, Kim (Redbad Klynstra), podaje danie główne: bażanty. Koguty -
ptaki zwiastujące poranek, obudzą czujność gości. Zebrani, a wraz z nimi widzowie,
zobaczą w ojcowskim geście Helgego - w mierzwieniu włosów - sytuację sprzed lat.
Kiedy pieścił Christiana i jego siostrę, Lindę. Linda popełniła samobójstwo, gdy
jak wyznała w pożegnalnym liście - ojciec zaczął powracać do |
|
niej w snach.
Buczenie wirującej zabawki - bąka - staje się syreną wyjącą na
trwogę. Przeszywający dźwięk podejmuje muzyka Pawła Mykietyna, leitmotiv
przywołujący ducha Lindy. Christian cieszy się jak dziecko w objęciach służącej Pii
(Magdalena Cielecka), która przeistacza się w jego zmarłą siostrę. Nad Helgem odbywa
się sąd w kuchni.
Rankiem goście schodzą się na śniadanko, którego ostentacyjna
beztroska ma odczarować okropieństwo dnia wczorajszego. Kiedy wchodzi ojciec pedofil,
wszyscy zamierają. Helge wygłasza konwencjonalną samokrytykę: co było, to było,
pamiętajcie, że zawsze będę was kochał. Tylko zapomina, że został już
zdetronizowany, a wraz z nim upadła - obojętnie jak nazwana - dworskość Elsynoru czy
patriarchalna kultura "ojca chrzestnego". Christian już posadził przy stole
służbę. Ojciec musi się wynosić.
Jego wyjście dobitnie podkreśla tezę: gwałcenie własnych dzieci
jest złem. Lecz potępienie kazirodztwa znajduje się w samym tekście. Interpretacja
Jarzyny nic do niego nie dodaje.
Nawet ujmuje. Bo dramat kończy scena dwuznaczna. Centralne miejsce za
stołem zajmuje Michael (Marek Kalita), najmłodszy syn Helgego, beniaminek rodziny, kat
swojej żony, rasista. Chłopak jego siostry Helene, Murzyn, proponuje mu mleko,
podejmując kpiny na swój temat. Patriarchalny mechanizm segregacji trwa, choć pod
zmienioną nazwą. Michael może zająć - o ile już nie zajął - miejsce Helgego.
Reżyser obrócił tę scenę w żart.
Punkt dojścia filmu Vinterberga - cielesne, emocjonalne, bezpośrednie
oddziaływanie, dla Grzegorza Jarzyny jest punktem wyjścia. Jednak takie oddziaływanie
aktorów na widzów w teatrze odbywa się zawsze. Inscenizacja, stawiając na
psychologiczne aktorstwo, uwiarygodniające zachowania postaci, bez prób krytycznego
dystansu do ról, wraca ku obyczajowemu obrazkowi, tam, gdzie zaczynał się film
"Festen". Jarzyna terapeuta wychowuje publiczność.
Rozumiem, dlaczego w monachijskiej "Sueddeursche Zeitung"
napisano o "Uroczystości" Jarzyny, że "otwiera wielki grobowiec historii
teatru".
Teatr Rozmaitości w Warszawie: Thomas Vinterberg, Mogens Rukov
"Uroczystość", adaptacja sceniczna Bo hr. Hansen, przekład Elżbieta
Frątczak-Nowotny, reżyseria H7 (Grzegorz Jarzyna), scenografia Małgorzata Szczęśniak,
kostiumy Magdalena Maciejewska, muzyka Paweł Mykietyn, Piotr Domiński. 10 i 11 stycznia
na X Ogólnopolskim Festiwalu Sztuk Przyjemnych w Teatrze Powszechnym
Leszek Karczewski
Gazeta Wyborcza Łódź
12 stycznia 2004 |