Rozmowy
____________________________________________________
Cristina Hoyos
Taniec powinien być życiem
|
Ballet Cristiny Hoyos przyjechał do Polski po raz pierwszy. Hiszpanie pokażą w sobotę i niedzielę na Łódzkich Spotkaniach Baletowych spektakl "A Tiempo y a Compas" z muzyką Jose Rodriqueza. Magda Piórek: W Polsce tańcem flamenco zafascynowane są głównie kobiety. Sama wczoraj słyszałam dwie nastolatki z przejęciem rozmawiające, że idą wieczorem do opery na flamenco. Czy, aby tańczyć, wystarczy mieć poczucie rytmu? Cristina Hoyos: Przede wszystkim na początek musi się to podobać, trzeba to czuć. Tym dwóm dziewczynom z pewnością się podoba i jestem pewna, że gdyby tylko mogły, poszły by na lekcje tańca flamenco. - Flamenco to sztuka andaluzyjska. Zajmujemy się tym w Andaluzji, co nie znaczy, że nie tańczą flamenco Hiszpanie z innych regionów czy cudzoziemcy, wśród których też przecież zdarzają się świetni tancerze. Uważam jednak, że aby dobrze tańczyć, trzeba udać się tam, gdzie flamenco się narodziło. Poza tym nie można nauczyć się tego tańca w krótkim czasie. Wręcz przeciwnie - nauka długo trwa. We flamenco mieści się ogromna ilość uczuć, serca, tego, co mamy wewnątrz. Bardzo ważna jest też technika, która służy uzewnętrznianiu uczuć. Mamy więcej pewności i wolności, gdy dobrze opanowaliśmy technikę, ale nie może ona zasłonić emocji, które wyraża taniec. Jeśli więc ktoś chce nauczyć się dobrze tańczyć flamenco, nie pozostaje mu nic innego jak podróż do Hiszpanii? - Mamy w Hiszpanii ogromną ilość szkół uczących tego tańca. Tak - trzeba jechać do Hiszpanii, albo sprowadzić Hiszpanów tutaj. Nie będzie dobrym tancerzem ani tym bardziej nauczycielem ktoś, kto nigdy tam nie był. Flamenco zawsze jest odzwierciedleniem życia. |
Tańczymy na cześć miłości, jej braku, śmierci itp. Próbujemy dotrzeć do serc widzów. I prawdę mówiąc nawet nie ma potrzeby, żeby widzowie rozumieli nasz spektakl. Muszą tylko go czuć. Nie sądzę, że zawsze zachwycając się malarstwem rozumiemy je. Tak samo jest z flamenco. Przyjechali z Panią ludzie bardzo młodzi. Głównie tancerze, także muzycy. Trudno dostać się do Pani zespołu? - Nie lubię naborów czy konkursów. Zawsze obserwuję młodych ludzi, jak śpiewają, tańczą i jeśli mi się podobają, staram się ściągnąć ich do zespołu. Z reguły są bardzo młodzi i dobrze już ukształtowani. Niektórzy po spędzeniu wielu lat w moim zespole, odchodzą i zakładają własne. Dużo ludzi próbuje się dostać do Pani baletu? - Ogromna ilość. Jest Pani dla nich surowa? - Absolutnie nie, nie ma mowy. Staram się wpoić im, że taniec powinien być ich życiem i muszą do niego podchodzić z szacunkiem. Trochę dyscypliny jest potrzebne, żeby na czas wszyscy byli w teatrze itd. Publiczność płaci za bilet, więc musimy zrobić wszystko, żeby to była najelpsza noc w ich życiu. Wszystko jedno, gdzie prezentuję spektakl, zawsze staram się robić to jak najlepiej. Aczkolwiek zawsze mówię, że następnego dnia będzie jeszcze lepiej. Tancerka z filmów Saury Cristina Hoyos pochodzi z Sewilli. Zaczęła tańczyć w wieku 12 lat, gdy skończyła 16, postanowiła specjalizować się we flamenco. Swój zespół założyła w 1989 roku. Rok później jej spektakl "Suenos Flamenco" odniósł wielki sukces w Operze Paryskiej. Dziś jej realizacje są nagradzane i oklaskiwane na całym świecie. Hoyos wystąpiła też w filmach Carlosa Saury - "Carmen" i "Czarodziejska miłość". Rozmawiała Magda Piórek |