Rozmowy
____________________________________________________

Jerzy Kalina

Symbole też umierają

 

kalina_j.jpg (18363 bytes)

FOT. RAFAŁ GUZ

      Rozmowa z Jerzym Kaliną, twórcą zajmującym się malarstwem, rzeźbą, sztuką akcji, scenografią.

Urodzony w 1944 r. w Garwolinie; studia ASP w Warszawie, dyplom w 1971 r. na Wydziale Malarstwa pod kierunkiem prof. Stefana Gierowskiego. Artysta wszechstronny - zajmuje się malarstwem, rzeźbą (Nagroda Krytyki Artystycznej im. Norwida za "Przejście" - pomnik anonimowego przechodnia), filmem animowanym (wiele nagród krajowych i zagranicznych), sztuką akcji (m.in. "Wieczerza Wigilijna", 1972, "Blue jeans, 1975, "Porwanie Europy", 1995), performance'em (m.in. "Szmatnia, 1984), instalacjami (m.in. "Ostatnia Wieczerza", 1984, "Sarkofagi", 1991), scenografią (m.in. "Wariat i zakonnica", 1992, "Gaude Mater - Requiem polskie", "Kartoteka", 2001, "Na czworakach", 2001); twórca autorskich spektakli (m.in. "Pielgrzymi i tułacze", 1989, "Katapulta", 1993), autor grobowca ks. Jerzego Popiełuszki (nagroda Komitetu Kultury Niezależnej, 1984). W latach 70. jeden z najważniejszych twórców-kontestatorów, w latach 80. związany z ruchem kultury niezależnej. Reprezentował Polskę na wielu międzynarodowych interdyscyplinarnych przeglądach, m.in. w Seulu w czasie Olimpiady ("Bon voyage", 1988), w Japonii na Festiwalu Kultury Polskiej (1993), w Singapurze na Międzynarodowym Festiwalu Sztuk (1995), w Wilnie na Międzynarodowym Festiwalu Ulicy (1998).

Rz: Współcześni ludzie lekceważąco odnoszą się do narodowych symboli. A przecież stanowią one łącznik z tradycją, z przeszłością; jednoczą społeczeństwo. Jeszcze trudniej spotkać dziś symbole twórczo wykorzystywane w sztuce. Pan jest jednym z niewielu, którzy to czynią.

JERZY KALINA: W latach 70., po skończeniu ASP, zajmowałem się sztuką akcji. To były działania w przestrzeni publicznej - na ulicy, w przejściu podziemnym, na dworcu. Nie mogłem sobie pozwolić na skomplikowaną symbolikę. Żeby dotrzeć do każdego, musiałem posługiwać się czytelnym, ekspresyjnym znakiem.

Często zastępował pan tradycyjne symbole przedmiotami codziennego użytku i w ten sposób tworzył metaforę polskich klimatów. Taka była na przykład instalacja z dziesiątkami butelek z mlekiem, które kisło w trakcie wystawy.

U nas butelka z mlekiem stawiana pod drzwiami była tym, czym w Ameryce coca-cola. Mleko na progach kojarzyło mi się z długim korytarzem więziennym, z żarłem stawianym przed zamkniętymi celami. Nie widać było tego, który je przyniósł, ani tego, który je spożyje. Dla mnie to była najprostsza i najtrafniejsza metafora socjalistycznej Polski, w jakiś sposób bliska w nastroju obrazom Andrzeja Wróblewskiego. Znam swoje słabości - mam tendencję do przegadywania formy. Muszę się pilnować, żeby pokazać maksimum przez minimum. Nigdy nie doszedłem do takiej redukcji formy, jak zrobił to Malewicz. To świat zupełnie innych emocji. Wystarczy porównać: on doszedł do czarnego kwadratu na białym tle, ja - do stołu. Ten przedmiot to dla mnie najbardziej uniwersalny znak. Robiłem całe cykle stołów, które odnosiły się do naszych tradycyjnych obrzędów i codziennego życia. Stół - to dom, ognisko, święto, rodzinne spotkania. W zależności od kontekstu, od pozostałych elementów pracy, ten sam stół może oznaczać brak wspomnianych wartościÉ

Bardzo lubiłam szopkę, zainstalowaną w "maluchu". Trudno o prostszy i zarazem

bardziej nośny symbol świąt w polskich realiach z początku lat 80.

To była odpowiedź na apel profesora Aleksandra Wojciechowskiego, który namawiał, aby wszyscy artyści dali świadectwo czasom, tworząc żłobki. Zrobiłem dwa. Jeden, na kilka godzin przed odsłonięciem, został zlikwidowany przez 

pewnego księdza, bo mu się nie spodobał. Duchowny zadziałał jak cenzuraÉ Najbardziej nośny w latach 80. okazał się wymyślony przeze mnie znak - rozdarta polska flaga w kształcie litery V. Po raz pierwszy pojawiła się publicznie na pogrzebie księdza Jerzego, a następnie powielono ją na znaczkach i w różnych pismach podziemnych. Do dziś litera V jest symbolem tamtej dekady.

A z czym kojarzy się panu Wielkanoc?

Jajko, palmy, śmigus-dyngus. A poważniej, z domem i refleksją nad sprawami ostatecznymi.

Czy nadal potrzebujemy narodowych symboli?

Oczywiście. Związane z kulturą, w której się wychowywaliśmy, są niezbędne do samookreślenia. Dowodzą tego poszukiwania artystów młodej generacji. My w latach 70. i 80. odwoływaliśmy się do Biblii i chrześcijaństwa. Wbrew pozorom, w ostatniej dekadzie niewiele się zmieniło. Dziś nadal "dyżurnym" znakiem jest krzyż, lecz często używany wbrew tradycji. Młodsi twórcy prowokują, usiłują zdesakralizować religijne symbole, ale nie mogą się bez nich obyć! Nie mam jednak sympatii dla skrajnych działań - szalenie trudno jest twórczo użyć symbolu, poddać go pozytywnej transformacji, znacznie łatwiej go zanegować, rozjątrzyć widzów, wywołać skandal.

Podróżował pan ze swoimi instalacjami i spektaklami po całym świecie. Czy były gdzieś niezrozumiane?

Nie, choć zdarzało się, że w innych kulturach moje prace nabierały innego sensu. Nawet mój pierwszy autorski spektakl "Pielgrzymi i tułacze", w całości oparty na polskiej tradycji, przyjęto gorąco na Dalekim Wschodzie. Jest tam scena koronacji Matki Boskiej Ostrobramskiej. W Europie odczytywano ją zgodnie z moimi intencjami, natomiast w Japonii odebrano to jako sakralizację zwykłego człowieka. Z kolei w Seulu, na wystawie towarzyszącej olimpiadzie, pokazałem rdzewiejącą lokomotywę, której koła, pomalowane na czerwono, "grzęzły" w szynach. Dla mnie to był wymowny znak socjalizmu - "lokomotywa dziejów". Koreańczycy zaś skojarzyli tę instalację z ich dramatyczną sytuacją w państwie. Na granicy między Koreą Północną a Południową przecięto tory, na nich zostały zatrzymane pociągiÉ Myślę, że to mój namiętny stosunek do symboli sprawia, że pozostają czytelne w innych kulturach. Ludzkie emocje są uniwersalne.

Pasja w sztuce jest wartością pozytywną, o ile nie towarzyszy jej naiwność.

Racja - wielka sztuka wywołuje też intelektualne napięcie. Ale nie można tworzyć "na zimno", myślenie musi być "podgrzewane" przez emocje. Trzeba także pilnować, żeby się nie powtarzać, nie zanudzać, nie moralizować. I symbole gryzą mole, mówią mądrzy ludzie. Niektóre z nich po prostu umierają. Jednak zdarza im się zmartwychwstać, może je wskrzesić jakieś wydarzenie.

Chcąc wejść do zjednoczonej Europy, powinniśmy skupić się na uniwersalnych, międzynarodowych kodach.

Od dawna funkcjonują, także u nas, międzynarodowe znaki. Na przykład, niektóre popularne wizerunki - Marilyn Monroe, "Che" Guevary. To one stały się światowymi symbolami postawy politycznej lub obyczajowej. Ale w naturze ludzkiej leży potrzeba bardziej prywatnego, rodzinnego kodu wizualnego. Tylko takie znaki posiadają siłę sprawczą, mają magię. Dla mnie takim przedmiotem jest szabla. Nie tylko ja wierzę w jej działanie, miliony Polaków też. Olbrychski dlatego użył szabli niszcząc zdjęcia "nazistów" w Zachęcie, żeby jego gest miał wymiar symboliczny, nawiązywał do polskiej tradycji. Kiedy byłem dzieciakiem, fascynowały mnie mundury wojskowe. Ongiś wojsko było wyposażone we wspaniałe, dla nas niemal operowe kostiumy, które były zaprzeczeniem wszelkiej funkcjonalności. Ale właśnie chodziło o to, by wojak był widoczny, efektowny, urodziwy, prowokujący. Za pośrednictwem munduru żołnierz identyfikował się z państwem, formacją, oddziałem. Dziś wojska japońskie, koreańskie czy arabskie używają bardzo zbliżonej broni i noszą niemal identyczne stroje - wszyscy w uniformach moro. Wizualnie nie reprezentują żadnego kraju czy ideologii, stali się po prostu zawodowymi żołnierzami do wynajęcia.

A co jest indywidualnym znakiem Kaliny?

Kartofle! Dwadzieścia lat temu odkryłem je na własny artystyczny użytek. Nie ja pierwszy, nie ostatni. Przed laty już ktoś użył ziemniaków jako metafory. Teraz patrzę z sentymentem, gdy ktoś je obiera w Zachęcie.

Kiedy dojdzie do retrospektywy pana twórczości? Miała być w minionym rokuÉ

Na razie została odwołana. Muzea narodowe we Wrocławiu i Krakowie oraz Zachęta, które ją planowały, wpadły wÉ symbol tego czasu - dziurę budżetową.

Rozmawiała Monika Małkowska
Rzeczpospolita

30 marca 2002

 

 

INDEX WYDARZENIA RECENZJE TEATRY
Opracowanie Stowarzyszenie Teatralne TESPIS

mk