Rozmowy
____________________________________________________
Kazimierz Dejmek
| Sen
pluskwy według Dejmka
|
Kazimierz Dejmek po 21 latach wrócił do teatru Nowego - premiera w sobotę. Podobnie jak kropla deszczu odbija niebo, tak teatr odbija życie - mówi Kazimierz Dejmek. Tomasz Wypych: Dlaczego wystawia Pan na scenie "Sen pluskwy" Tadeusza Słobodzianka? Kazimierz Dejmek:To inicjatywa autora i Mikołaja Grabowskiego, dyrektora Teatru Nowego. Otrzymałem tekst sztuki, zapoznałem się z nim i dopiero po kilku miesiącach podjąłem decyzję. Pierwsza redakcja od razu mnie ujęła i przekonała. Brakowało mi jednak rozwinięcia kilku wątków. Uważałem, że dramaturga o takim temperamencie i talencie jak Tadeusz Słobodzianek stać na ulepszenie utworu. I nie zawiodłem się. Jeden z wariantów zaakceptowałem. Był to tekst "wyjściowy". W ciągu prób autor w dalszym ciągu pracował nad sztuką. "Sen pluskwy" nie był dotąd publikowany. Wiadomo, że akcja zaczyna się tam, gdzie kończy "Pluskwa" Majakowskiego. O czym chce Pan powiedzieć w swoim spektaklu? - Ja? Wszystko powiedział przecież autor. Nigdy nie uważałem, że dzieło może być pretekstem do interpretacyjno-inscenizacyjnych popisów reżysera. Podstawą europejskiego teatru jest utwór, który należy urzeczywistnić na scenie w stosownej interpretacji i formie. Z premierą związane są duże nadzieje, bo Kazimierz Dejmek znowu pracuje w Teatrze Nowym. Czy dla Pana to także ważny moment, czy tylko kolejna inscenizacja? - Bez wątpienia praca nad "Snem..." jest dla mnie szczególna, bo dzięki niej w sposób niezamierzony powróciłem do Teatru Nowego. Po raz pierwszy pracowałem w nim bez mała trzynaście lat, po raz drugi - cztery. Jak na jeden teatralny życiorys to sporo. A dzisiejszy trzeci raz? Nie kryję, że to chwila liryczno-sentymentalna, ale podkreślam, że zdecydowałem się na reżyserię "Snu..." bo uważam utwór za jeden z najlepszych utworów dramatycznych napisanych ostatnio w Polsce. Domyślam się nadziei, o których pan wspomniał, i związanych z nim złudzeń. Przestrzegam przed oczekiwaniem cudu. Cudotwórcą nigdy nie byłem i nie jestem. Mówi się jednak "Teatr Dejmka". - Ten tzw. Teatr Dejmka nie był
wyłącznie moim dziełem. Oczywiście, jestem świadomy mojej istotnej w nim roli.
Miałem wpływ na repertuar, aktorów, dobór współpracowników i tak dalej, ale teatr
tworzyłem z nimi wszystkimi. Teatru w pojedynkę się nie zrobi. Przypisuje mi się
zdolności wieszczenia przyszłości, bo niektóre moje przedstawienia poprzedzały zmiany
polityczne w Polsce. Otóż zawsze starałem się być na każdym przedstawieniu.
Obserwowałem pracę aktorów, ale i reakcje widzów. Promieniowanie publiczności
odbierali również aktorzy. Podsłuchiwaliśmy, co w trawie piszczy, co wisi w powietrzu.
Utożsamialiśmy się z nastrojami społecznymi i wyrażaliśmy je w swoim repertuarze.
|
Dzisiaj czas społecznych nadziei i podnieceń przeminął. Panuje apatia, otępienie, a zamiast buntu - rezygnacja. Czy dlatego przesunął Pan termin premiery? Zapowiadana była na przełom maja i czerwca, a odbędzie się w przeddzień wyborów. - Dyrektor Grabowski uznał, że czerwiec jest złym termin na jakąkolwiek premierę. Ze względu na rozmiary inscenizacji "Snu..." pracowniom teatralnym po prostu nie wystarczyło czasu na dokładne wykonanie prac. Mnie także. A w Nowym - tak było za dawnych czasów i tak być musi dzisiaj - wszystko winno być zapięte na ostatni guzik. Z Nowego z danych czasów pozostała tylko nazwa i adres. Jak po latach znajduje Pan swoją dawną scenę i nowy zespół aktorski? - Rad jestem, że dyrekcję Nowego sprawuje Mikołaj Grabowski. Znam go od dawna jako aktora i reżysera i od zawsze wiązałem z nim wielkie nadzieje. Przyjąłem propozycję Grabowskiego, do której wprowadziliśmy jednak parę zmian. A ze współpracy z aktorami jestem prawie zadowolony. To dobry, utalentowany i pełen zapału zespół. To w Pana ustach wielki komplement, bo niechętnie chwali Pan aktorów, niektórzy twierdzą nawet, że ich Pan nie lubi. - Nie znoszę tych, którzy źle
próbują i grają. Szanuję i cenię profesjonalizm. - Reżyser jest kierownikiem pracy,
teatralnym dyrygentem. Jego zadaniem jest właściwa interpretacja utworu, którą
omawiamy i określamy wspólnie. Aktor ma u mnie wolną rękę w granicach określonych
interpretacją. - Niech Pan nie żartuje. Kiedy patrzy Pan na to, co do tej pory zrobił, uważa, że było warto? - Tak. Premiera "Snu Pluskwy" Tadeusza Słobodzinka w reżyserii Kazimierza Dejmka odbędzie się w sobotę o godz. 19 na Dużej Sali Teatru Nowego RASTER Rozmawiał Tomasz Wypych |
|
|