Rozmowy
____________________________________________________

Mariola Brillowska

Performance "Szpital Polski"

Istnieje polski szpital, w którym Niemcy mają leczyć swoje nerwice i neurozy. Z jakim powodzeniem? O tym można się przekonać oglądając w sobotę na dziedzińcu CSW performance Marioli Brillowskiej

           Performance "Szpital Polski" otwiera wakacyjny cykl Kino.Lato. W każdy weekend na dziedzińcu Zamku Ujazdowskiego odbywać się będą koncerty i pokazy filmów. W projekcie Marioli Brillowskiej obok autorki wezmą udział pisarz, laureat "Paszportu Polityki" Sławomir Shuty oraz niemiecki muzyk awangardowy Felix Kubin.

Łukasz Kamiński: Co to jest "Szpital Polski"?

Mariola: To rodzaj polskiej kliniki w Niemczech. Polskimi metodami leczy się Niemców z ich neuroz, nerwic. Trzeba próbować ich rozluźnić, połaskotać.

Jak Niemcy reagują na taką terapię?

- Nie wiedzą, co to jest, są ciekawi. Ale też boją się trochę. Są jednak nieuleczalni, bo mentalności wyleczyć nie można, ale można ich trochę rozśmieszyć. I to, choć z oporami, udaje się.

Dlaczego z oporami?

- Niemcy w porównaniu z Polakami są poważniejsi, bardziej powściągliwi. I często zbyt dosłowni. Kiedy pokazuję swoje prace w przestrzeni teatralnej, oni natychmiast odbierają to jako spektakl teatralny. Muszę im tłumaczyć, że tak nie jest, że to performance, instalacja. Poza tym, kiedy coś pójdzie nie tak w trakcie, oni się denerwują, martwią. Natomiast Polacy się z tego śmieją.

Wystawiacie "Szpital Polski" w różnych przestrzeniach. Czy ten projekt się zmienia?

- Owszem. To, co pokażemy teraz, w związku z nie największym budżetem, będzie przypominało teatr uliczny. Po drugie - jeśli podczas spektaklu coś się sypie, np. sprzęt, projektor - to natychmiast opieprzam technicznych. Ludzie myślą potem, że to jest element performance'u. Po trzecie - wciągamy do spektaklu publiczność.

A jaka jest rola muzyki Felixa Kubina w "Szpitalu Polskim"?

- To swego rodzaju show. Kompozycje są autorstwa Felixa, teksty moje - poza momentami z karaoke - jest np. utwór Madonny. Do tego są animacje i filmy również mojego autorstwa.

Felix Kubin: Spektakl Marioli jest jak teatrzyk kukiełkowy, szalony cyrk, tylko że dla dorosłych. Ona wszystko kontroluje, ja jestem jak kukiełka w jej rękach (śmiech).

Czyli różnica między występem solo a w performance sprowadza się jedynie do tego, kto ma kontrolę?

- Zgadza się. Kiedy gram sam, mam lub staram się mieć nad wszystkim pełną kontrolę. Jestem odpowiedzialny za wszystko, co dzieje się na scenie. Moja pomyłka nie zostanie zatuszowana, zasłonięta przez kogoś innego. I to mi bardzo odpowiada. Mimo że nigdy nie gram perfekcyjnie. Zdarzają mi się wpadki, bo mój koncert to nie występ Kraftwerk (śmiech).

Ostatni Pana album nosi polski tytuł "Matki Wandalki". Dlaczego?

- Przyszła mi do głowy wizja gangu matek przetaczającego się przez miasto, niszczącego wszystko, co napotkają na swojej drodze. Polska nazwa najbardziej mi odpowiadała ze względu na rytm słów "matki wandalki".

Na tej płycie, oprócz autorskich kompozycji, znalazła się też przeróbka hitu Lionela Richiego "Hello".

- Zrobiłem to z zemsty. To z pozoru ciepła, altruistyczna piosenka, prawie w duchu chrześcijańskim. Jej bohater, czyli Richie, wie, że jest ktoś, kto potrzebuje miłości. I on jest gotów tę miłość dać. Dla mnie jest to strasznie fałszywe, "Hello" to tylko próba pokazania, jakim wrażliwym człowiekiem jest piosenkarz. Moja wersja utworu jest bardziej szczera, jest w niej jasno pokazany narcyzm, ale i smutek oraz desperacja.

Mści się Pan na gwieździe popu. A Pan sam nie jest gwiazdą?

- Jeśli chodzi o sprzedaż płyt, to nie. Z drugiej strony ludzie mnie znają, przychodzą na koncerty, słuchają mnie - i traktuję to jako swego rodzaju grę, zabawę w gwiazdę. Z tym zastrzeżeniem, że obie strony wiedzą, że to tylko gra. Tak naprawdę postrzegam siebie jako pracownika kultury albo artystę społecznego, bo traktuję kulturę jak politykę. Tylko że bardziej anarchistyczną, poetycką.

Traktujecie sztukę jak walkę?

- Istniejemy i tworzymy poza obrębem kultury oficjalnej, poza mediami. Ale nie robimy tego wbrew lub z kontry. Prezentujemy kulturę równoległą, nie stawiamy się w opozycji do kultury oficjalnej. Choć przyznam się, że w młodości chciałam walczyć, pchać się do przodu, by jak najwięcej ludzi mnie zobaczyło. Teraz wiem: trzeba robić swoje. Jeśli moje działanie spotka się z szerszym uznaniem, to doskonale. Jeśli nie, trudno. Prostytuowanie się nie wchodzi w grę!

Dziedziniec Zamku Ujazdowskiego, Al. Ujazdowskie 6. Początek o godz. 21

Mariola Brillowska

Jak głosi jej biografia (na stronie www.csw.art.pl), urodziła się w 1961 r. w polskim Las Vegas, czyli Sopocie. Od 23 lat mieszka i pracuje w Hamburgu. Jest poetką, malarką i reżyserką filmów rysunkowych. Brillowska wystawiała swoje obrazy w państwowych galeriach sztuki w Częstochowie i Łodzi, w Muzeum Sztuki w Malm w Szwecji, w Międzynarodowej Fabryce Kultury Kampnagel w Hamburgu. Jej prace można znaleźć też na indywidualnych wystawach w galeriach w Niemczech. Jako rysowniczka i poetka Brillowska publikowała przez wiele lat swoje prace w kolumnie komiksów tygodnika "Hamburger Rundschau". Pojedyncze rysunki, wiersze i krótkie opowiadania ukazywały się też w "Die Woche, "Die Zeit", "Planet Pussy". Od kilku lat współpracuje z Felixem Kubinem i jego wytwórnią płytową Gagarin Records (www.gagarinrecords.com)

Rozmawiał Łukasz Kamiński
Gazeta Wyborcza Warszawa
4 lipca 2005

           

http://bi.gazeta.pl/im/7/2800/z2800227G.jpg


INDEX WYDARZENIA RECENZJE TEATRY
Opracowanie Stowarzyszenie Teatralne TESPIS

mk