Rozmowa
ze spiewaczka Olga Pasiecznik.
Ma Pani w repertuarze trzy partie w operach Mozarta: Pamine, Zuzanne i Rosine w ?Rzekomej
naiwnej?...
Jeszcze na studiach zaspiewalam tez Konstancje w ?Uprowadzeniu z Seraju?.
Która z nich jest Pani najblizsza?
Zuzanna w ?Weselu Figara?, bo jest najbardziej realna osoba. Taka, jaka mozna
spotkac w zyciu, sama znam podobne. To jest dziewczyna inteligentna, dowcipna i uczciwa,
nawet jezeli do niektórych celów nie moze dojsc w calkiem czysty sposób, to kieruja nia
najczystsze intencje. Poza tym to jedna z najlepiej, najbardziej klarownie od poczatku do
konca poprowadzonych dramaturgicznie postaci kobiecych w operach Mozarta. Grac ja to
prawdziwa przyjemnosc.
Ale wlasnie dlatego istnieje niebezpieczenstwo przeszarzowania, jak to sie czesto
widzi nawet w wykonaniu bardzo renomowanych spiewaczek. Latwo zagrac ja po prostu jako
wesolutka kokietke...
Tak bywa, kiedy sie ja traktuje jako klasyczna subretke. Ale kiedy sie zauwazy,
ze to dziewczyna, której madrosci Hrabina tak naprawde moze tylko pozazdroscic, choc jest
tylko sluzaca, to rola ?sama sie prowadzi?. Kluczem jest jej aria z finalu, która
zupelnie rózni sie od reszty partii. Brak dotychczasowej skocznosci, a jest czysty
liryzm. A to dlatego, ze tu Zuzanna nareszcie jest sama i nie musi juz niczego przed nikim
udawac.
Niestety, nie zaspiewala Pani jednak na festiwalu Paminy.
Tez zaluje, ze sie nie udalo. Spiewalam ja we Francji, gdzie byla ustawiona jako
postac bardzo dynamiczna, inaczej niz w naszym teatrze. Ale obie maja wspólna ceche,
która wynika z samej muzyki: to jest jednak bajkowa ksiezniczka, |
|
szlachetna w mowie, czynach i frazach, które piewa. Z drugiej strony to
mloda dziewczyna. Prosze zauwazyc, ze naprawde wkracza do akcji, kiedy spotyka Papagena -
najprostszego posród bohaterów ?Czarodziejskiego fletu?.
Zobaczylismy za to ?La finta semplice? z Pani udzialem. Postac tytulowej rzekomo
naiwnej Rosiny jest niepodobna ani do Zuzanny, ani oczywiscie do Paminy. Wyrachowana,
interesowna, przewrotna...
Zeby ja zrobic, trzeba ja polubic! I podejsc z przymruzeniem oka, pamietajac, ze
kiedy Mozart komponowal te opere, mial 9 lat. Swoja droga temat i slownictwo raczej nie
pasuja do dziewieciolatka... Dlugo zastanawialam sie, kim ona naprawde jest. To
kwintesencja kobiecosci, takze w negatywnym znaczeniu. Kiedy ja gram, to jakbym
jednoczesnie obserwowala Rosine z widowni. Ja jej nigdy do konca nie wierze! Ona gra bez
przerwy. Bardzo odpowiada mi konwencja dell?arte, która wprowadzil w naszej inscenizacji
Ryszard Peryt. Rosina ciagle sprawdza w lustrach, jakie robi wrazenie, co by tu jeszcze
dodac... Ta moja postac jest troche jak jakas ?crasy gejsza?.
Ciezar gatunkowy tej opery jest nieporównywalnie mniejszy od ?Wesela... ? czy
?Fletu?...
Oczywiscie, ale fascynujace jest obserwowanie, czym rozpoczynala sie droga
Mozarta. Kiedy sie spojrzy na to, co napisal w ostatnim roku zycia - a wiec i na
?Czarodziejski flet?, i na pierwsze jego utwory, to wszedzie widac reke geniusza.
Oczywiscie jesli chodzi o to, co nazwac mozna zawartoscia duchowa, to jest miedzy nimi
autentyczna przepasc. A jednak ciagle pozostaje geniuszem, choc wcale nie nowatorem. Mój
osobisty, nie tylko zawodowy, stosunek do jego muzyki to jakby stale dazenie do dotkniecia
tego nieslychanego piekna. Juz, juz sie wydaje, ze jest bliziutko, a okazuje sie, ze
dystans wcale sie nie zmniejszyl...
Rozmawiał
Maciej Werynski
Życie
27 lipca 2001 |