Rozmowy
____________________________________________________

Łukasz Czuj

Literatura w kontekście autora

Rozmowa z Łukaszem Czujem, reżyserem spektaklu "Gombrowicz. Opereta Muerta"

- Kim jest dla ciebie Gombrowicz?

- Przed kilku laty, w trakcie Festiwalu Gombrowiczowskiego w Radomiu, brałem udział w sesji pt. Dlaczego nie robię Gombrowicza? Wszyscy goście panelu bardzo mądrze uzasadniali czemu; ja natomiast miałem w głowie jedno, mało eleganckie, zdanie: "Dlaczego nie robię Gombrowicza? Bo mi się nie chce". Lubiłem oglądać realizacje Gombrowicza; jednak nie znajdowałem w tej literaturze nic co by mnie, jako reżysera, pociągało. Zacząłem myśleć o Gombrowiczu dopiero na zasadzie przekory - właśnie z okazji zbliżającego się Roku Gombrowiczowskiego. Nagle bowiem zobaczyłem, że na naszych oczach, staje się coś przeciw czemu on sam walczył przez całe życie: czyni się z niego czcigodnego jubilata; zaczyna się go okolicznościowo przypudrowywać, stawiać na cokoły i ubierać w szaty pomnikowego bohatera. Pomyślałem: co żeś biedny Gombrowiczu uczynił Polakom, że ci to robią. Wtedy wpadłem na pomysł, żeby zobaczyć Gombrowicza przez Gombrowicza; założyć jego okulary i spojrzeć na to co się stało z jego literaturą, z jego bohaterami, poszukać trochę innego pisarza niż my wszyscy go widzimy. Nie w konwencjonalnym ujęciu, szkolnym, autora lektur szkolnych...Ale jednocześnie nie mam ambicji dokonywania jakiejś nowej interpretacji jego utworów i biografii. Chciałbym raczej opowiedzieć indywidualny apokryf - w którym znajdzie się miejsce zarówno na ironię, jak i dotknięcie ciemnej strefy.

- A jak chcesz go zobaczyć?

- Gombrowicz kreował swój świat, reżyserował swoje życie, twórczość, nawet odbiór swojej literatury. Chciał nad wszystkim zapanować. Nie przypadkiem do każdego swojego dramatu pisał długie wstępy, komentował ich treść ... Wydaje mi się, że nadszedł już czas, na pokazanie drugiej strony. Gombrowicza, któremu ten świat wymyka się spod kontroli. Już nie on nim steruje, ale to świat zaczyna sterować nim...przeraża go egzystencja, we wszystkich wymiarach. Mój bohater jest człowiekiem pełnym lęków, neuroz; obsesji. Pomyślałem by skonfrontować go z postaciami, które stworzył: Gombrowicz w zwierciadlanej sali w której się odbijają lustra jego dzieł. Pisząc scenariusz zadałem sobie pytanie: kim byłby Gombrowicz, gdyby się znalazł w Polsce w czasie okupacji, co by się z nim stało, jakiego doświadczyłby losu. Co by się mogło stać gdyby żył w PRL-u, dotrwał do czasów współczesnych.

Ten rodzaj imaginacji, fikcji, żywotu równoległego był głównym powodem by w ogóle się za to zabrać. Nie chciałem inscenizować Gombrowicza bezpośrednio, lecz wprowadzić go na grunt może bardziej grząski, niepewny,.. Myślę, że z Gombrowiczem jest trochę tak jak z Kafką, Schulzem... Dużo ciekawiej jest kiedy widzi się ich literaturę w kontekście autora, jego biografii, niż tylko zajmując się wyłącznie ich światem literackim.

- Jak powstawał scenariusz?

- Jest rozbudowaną mozaiką scen, które zaczerpnąłem z utworów Gombrowicza: powieści, dziennika, korespondencji, prozy, wspomnień, dramatów. Są tam również sceny, które napisałem zupełnie od podstaw; postacie, które nawiązują do postaci Gombrowicza, sytuacje które są rozwinięte z autentycznych wydarzeń, a czasem czysto fikcyjne, które tylko mogły się zdarzyć. Jednak nie jest to w żadnym wypadku sztuka biograficzna. To jest pewna imaginacja, opowieść o stanie ducha pisarza, o jego umyśle. Oczywiście kontekst autentycznej biografii Gombrowicza jest ważny. Bohater owszem, nazywa się Witold Gombrowicz, ale mógłby równie dobrze nazywać Zantman, bowiem esencją tej historii, jest podążanie w ciemną strefę, gdzieś na granicy życia i snu, tam gdzie doskonale sprawdza się formuła moich ulubionych oberiutów: "realność przepisana na sen, ukazuje swoją prawdziwą grozę". Zresztą, jeśli jesteśmy przy oberiutach - to stan umysłu bohatera "Operety Muerty" - samotnego pisarza, wegetującego w czas wojny, na wygnaniu w Argentynie, cierpiącego nędzę - przypomina mi zapiski Daniiła Charmsa - z roku 1938, gdy próbował przetrwać w Leningradzie - głodny i pozbawiony przyjaciół, pracy. W takiej opresji wyobraźnia zaczyna podsuwać najdziwniejsze obrazy i tworzy fantastyczne historie i stąd wszystkie imaginacyjne podróże i powroty do kraju, jakie doświadcza Witold w moim spektaklu.

Maja Ruszpel
Centrum Sztuki Studio
16 września 2004

          

INDEX WYDARZENIA RECENZJE TEATRY
Opracowanie Stowarzyszenie Teatralne TESPIS

mk