Rozmowy
____________________________________________________
Irena Kwiatkowska
| Ośmielili mnie Starsi Panowie
|
![]() Fot. Andrzej Wiktor Rozmowa z Ireną Kwiatkowską z okazji premiery jej albumu w serii "Portrety muzyczne". - Nie przepada pani za wywiadami, jubileuszami... Dlaczego? Irena Kwiatkowska: - Nie lubię opowiadać o sobie. Niech mówi o mnie to, co robię. Wie pan, jest takie powiedzenie: rolnik musi patrzeć przed siebie, a nie za siebie. To, oczywiście, odnosi się do każdego zawodu. Nie musiałam nigdy nakłaniać się do takiej postawy, bo ona leży w moim usposobieniu. - Niektórzy aktorzy wolą delektować się swoim dorobkiem, niż solidnie przygotować do kolejnej roli... - Może nie słyszeli o nakazie dla rolnika... - Jaki był pani wpływ na swój "Portret muzyczny"? - Zaufałam ludziom przygotowującym tę serię. - Ma pani w domu odtwarzacz płyt kompaktowych? - Tak i dużo innych przedmiotów, o których nie wiem, do czego służą. Na szczęście mam też znajomych znających się na rzeczy. I dzięki nim mogę słuchać płyt. - Jaką muzykę wybiera pani najchętniej? - Klasyczną. - Chopina? - Oczywiście. Ale na Chopinie trzeba się znać. Ja się nie znam. Muzyka albo przemawia do mnie, albo nie. - Czego pani w niej szuka? - Kiedy słucha pan dobrej muzyki, z jakiegokolwiek gatunku, ona wpływa na pana psychikę. Czyli muzyka może zmieniać człowieka, poruszyć go. Taką muzykę cenię. Ta nowoczesna jakoś do mnie nie przemawia. Mój sąsiad twierdzi, że lubi się bawić przy muzyce. Ale to jest młody człowiek, jeszcze niewinny. Jego wszystko bawi. - Jak pani odbiera dzisiejszy świat? Co panią w nim przeraża, a co cieszy? - Mogę panu powiedzieć, co mnie obchodzi najbardziej. Obok mojego domu jest malutki ogródek. Tam się bawią dzieci, a przy nich podskakują wróble. Dzieci przeważnie jedzą bułki, lecą okruszki, a wróble podlatują, by się pożywić. To dla mnie bardzo piękna scena. Lubię także patrzeć na drzewa. Kiedy jest wiatr - myślę sobie: czy to on porusza drzewami, czy to może one wywołują wiatr... - Takie są pani myśli "najbliższe" świata? - Tak. I najbliższe domu. - Celowo ucieka pani od odpowiedzi dotyczącej spraw politycznych, |
międzynarodowych? - Celowo. Wróble, dzieci, drzewa... to na mnie działa - Jurandot mówił, że pisząc dla pani nigdy nie był w stanie przewidzieć końcowego efektu. Czy pani także miała takie poczucie? Czy zdarzało się, że rola zaczynała "żyć" sama? - Nie, nigdy. To dla mnie wielki komplement, kiedy autor przyznaje, że nie wie, co utkam z jego tekstu. Ale zawsze bardzo nad tym pracowałam, choć tej roboty widz nie ma prawa zobaczyć na scenie. Nie może widzieć szwów, szycia - tylko efekt końcowy. Aktor musi dążyć do tego, by publiczność miała wrażenie, że rola nic go nie kosztuje. Aktorstwo powinno być tak naturalne, by nikomu nie przyszło do głowy: "jak ona długo nad tym siedziała". Wcale nie siedziała. Weszła, mówi coś i to jest ciekawe albo nie. - Uczyła pani aktorstwa. Podobało się pani to zajęcie? - Bardzo. Myślę, że umiałam przekazać to, czego sama się nauczyłam. Oddawałam, co wzięłam. Darmo dostaliście, darmo dajecie. - Udawało się oddać? - Tak. Miałam wtedy zdjęcia do filmu, chyba do "Czterdziestolatka". Ale nie opuszczałam lekcji. Pamiętam, że kiedyś, po jakiejś mało udanej próbie, powiedziałam do studentów: "Widzicie - ja się staram. Mam zajęcia w Łodzi, ale do was przyjeżdżam. I kiedy wy lekceważycie moje prośby, jest mi przykro". A jeden ze studentów, taki zbuntowany, mówi: "Pani dobrze mówić, bo pani zarabia". A ja na to: "A ty już masz co sprzedać? Ja pracuję tu po to, żebyś ty też zarabiał". Kilka lat później wysiadam na stacji w Białymstoku. Piąta rano i na peronie stoi właśnie ten chłopak. "Pani profesor - mówi - chciałem panią prosić, żeby nie mieszkała pani w hotelu, tylko u mojej rodziny. Wszyscy będą szczęśliwi". Musiałam z żalem odmówić, ale rozmawialiśmy przez chwilę. Opowiadał, że przygotowując się do roli zawsze najpierw próbuje sobie wyobrazić, co by mu radziła profesor Kwiatkowska. - Czy gdyby nie Gałczyński, który pisał dla pani piosenki, gdyby nie Przybora i Wasowski, śpiewałaby pani z takim samym zaangażowaniem? - W ogóle bym nie śpiewała. Uważałam swoje możliwości wokalne za ograniczone. Ośmielili mnie dopiero Starsi Panowie. To mistrzowie, czytając teksty Przybory i słuchając muzyki Wasowskiego byłam oczarowana. Ja do tego nie dorastałam, więc wiele razy prosiłam ich o pomoc. - Czy "Portret muzyczny" Ireny Kwiatkowskiej będzie miał specjalną promocję? - Lecę w grudniu na tydzień do Kanady. Nie pierwszy raz - znają mnie tam jak zły szeląg. Ale jakoś tolerują. Ja w ogóle cieszę się ogromną życzliwością ludzi. Myślę sobie, że już się przyzwyczaili do moich ułomności. Jestem akceptowana, to mi daje spokój wewnętrzny. I poczucie, że cel został osiągnięty. Dostałam od Boga dar i jak umiem najlepiej - dzielę się nim z innymi. Po albumach Kaliny Jędrusik, Jana Kobuszewskiego i Bohdana Łazuki do sklepów trafią kolejne "Portrety muzyczne" wydane w serii "Złota kolekcja" Pomaton EMI. Oprócz zbioru piosenek Ireny Kwiatkowskiej są to płyty z najpopularniejszymi nagraniami Reny Rolskiej, Piotra Fronczewskiego i Mariana Opani. - Jestem zaszczycona, że znalazłam się u boku tak znakomitych artystów - mówiła kilka dni temu Rena Rolska. Marian Opania zaś podkreślał, że nie lubi terminu "piosenka aktorska". - Ważne jest, czy ma się coś do powiedzenia i czy się wie, o czym się śpiewa. Gdyby miały to być cechy wyróżniające piosenkę aktorską, trzeba by do jej wykonawców zaliczyć Stinga, Chrisa Rea lub zespół Dire Straits - powiedział aktor na konferencji prasowej. Patronem prasowym "Złotej kolekcji" jest
"Rzeczpospolita". Rozmawiał Krzysztof Feusette Rzeczpospolita |
|
|