Rozmowy
_____________________________________________________________________________

Abel Korzeniowski

Czasem trzeba zaryzykować

 

            - mówi Abel Korzeniowski, laureat Ludwika za muzykę w roku 2002

- "Kafka" w reż. Tomasza Wysockiego w Teatrze Ludowym był Twoim ostatnim krakowskim spektaklem, do którego napisałeś muzykę?

- To prawda. Ta sztuka była zresztą dla mnie szczególna. Przede wszystkim wszyscy się bardzo zapalili do samego pomysłu, a reżyser Tomek Wysocki stworzył nam wręcz komfortowe warunki pracy. Zaczęliśmy od wnikliwej analizy biograficznej, a potem wspólnie nasiąkaliśmy kafkowskim klimatem, Tomek w tym celu pojechał nawet do Pragi. To był rodzaj przyjacielskiej przygody i pewnie dlatego muzyka, którą napisałem, jest tak osobista.

- Odebrałeś jednak statuetkę Ludwika i? wyjechałeś z Krakowa.

- Myśleliśmy z żoną o wyjeździe już od jakiegoś czasu. To było duże ryzyko, pojechaliśmy przecież do Warszawy praktycznie w ciemno - nie mając zagwarantowanej stałej pracy, a nawet zleceń, mieszkania, dosłownie niczego. Jak jednak patrzę na to z perspektywy czasu, to decyzja wyszła nam na dobre, czasem warto podjąć ryzyko.

- Ostatni rok był dla Ciebie bogaty w projekty.

- Po przyjeździe do Warszawy zacząłem pracę nad fabularyzowanym filmem dokumentalnym Borysa Lankosza "Rozwój" - obraz otrzymał wiele nagród, m.in. na festiwalu filmowym w San Francisco (Golden Gate Award), na Krakowskim Festiwalu Filmowym,

na Prowincjonaliach we Wrześni. Zaraz potem był serial dokumentalny "Prawdziwe psy", film fabularny Artura "Barona" Więcka i Witolda Beresia "Anioł w Krakowie"?

- I kolejny dokument - Mariusza Malca "Człowiek, którego nie ma" o czeczeńskiej tragedii...

- To było coś wstrząsającego. Oglądałem oryginalne materiały, nakręcone w Czeczenii, których ze względu na drastyczność żadna telewizja nie ośmiela się emitować. Cała 15-minutowa sekwencja pokazuje np. trupy Czeczeńców, a gdzieś w tle pobrzmiewa czeczeński dyskotekowy folk. W lecie pracowałem natomiast w Toruniu z Martą Stebnicką przy "Villonie". To przedstawienie muzyczne złożone z kilkunastu ballad do tekstu "Wielkiego Testamentu" Francois Villona. Dla mnie było to sporym wyzwaniem - ponad godzina muzyki do bardzo trudnego, średniowiecznego tekstu o śmierci i przemijaniu, ale było warto. A teraz kończę muzykę do "Burzy" w Teatrze Polskim w Warszawie z Jarosławem Kilianem. Wykorzystuję tam ciekawe instrumenty - np. cynk (rodzaj drewnianej trąbki).

- To sporo. A co Ci dał Ludwik poza satysfakcją?

- Nagrody przyznawane w Krakowie mają szczególną wagę, z tą wagą trzeba sobie czasami umieć poradzić. Ludwik wiąże się dla mnie jednak głównie z przyjacielem, z ojcem i dyrektorem Rautu Aktorów Wojtkiem Szawulem, którego już w tym roku nie ma między nami. Obyśmy nie zniszczyli tego, co nam zostawił.

Rozmawiała Dominika Ćosić
Dziennik Polski
13 marca 2003


INDEX WYDARZENIA RECENZJE TEATRY
Opracowanie Stowarzyszenie Teatralne TESPIS

rk