Dusza jest jak czarna skrzynka. Ludzie, którzy
w nią nie wierzą, są jak samoloty, które myślą, że są samochodami
Z Pawłem Althamerem rozmawia Paulina Reiter
Czym jest szczęście?
Czasami jestem małym, sfrustrowanym, wkurzonym facetem, a raz wzniosłą istotą.
Częściej wolałbym być wielki i wspaniały niż mały i sfrustrowany. Szczęście to
prawdopodobnie możliwość wybrania najwspanialszej wersji siebie.
Pan Bóg położył mi rękę na głowie, poklepał po plecach i powiedział: 'Synu,
możesz wszystko. Mało tego, nic mnie nie ucieszy bardziej jak twoja radość i poczucie
wolności. Posłuszeństwo nuży mnie. Dopiero twoja wolność cieszy mnie'. I nawet jak
teraz to mówię, to tata mnie klepie po plecach.
Przerost ego to częsta cecha artystów.
Młodych artystów nieraz dotyka poczucie winy, że uwolnili jakąś mroczną siłę, że
są szkodliwi społecznie, napiętnowani, bo zajmują się sobą, zamiast się rozejrzeć
po świecie.
Kościół mówi: 'Kochaj bliźniego swego jak siebie samego'. Przy czym to 'siebie
samego' gdzieś się zaciera i szukamy tych bliźnich: matki, ojca, ubogich, chorych. Ale
już życie sobie całkiem nieźle i kochanie samego siebie nie są dobrze widziane.
Wybrałem wersję szczęścia własnego przede wszystkim, miłości do siebie rozległej
jak się da. Czerpię z tego wielką siłę.
To egoizm.
Uchodzę za skrajnego egoistę i egocentryka, bo przebija przez moje wypowiedzi miłość
własna. W zasadzie wszystkie tematy, które rozpoczynam, kończą się na mnie albo
szybko na mnie przechodzą. Eksploracja jaźni, świadomości, emocji - te rzeczy
interesują mnie o tyle, o ile dotyczą mnie.
Po prawie 40 latach życia jestem uświadomiony, jak bardzo się sobą zajmuję.
Zwłaszcza że w zawodzie artysty to nie lada pożywka dla wszelkiej aktywności.
Musiałem wybrać - czy będę to skrzętnie ukrywał jako rzecz wstydliwą?
A przecież znamy Pana jako artystę uszczęśliwiającego innych, budującego domek dla
bezdomnego, prowadzącego zajęcia z rzeźby dla artystów niepełnosprawnych. Do programu
"Noc artystów" w TVP Kultura zaprosił Pan więźniarki, ubrał je w suknie,
posadził na sztucznej łące - stworzył im namiastkę raju, wyrywając je z celi na
jeden wieczór.
To dzielenie się własnym szczęściem, a nie odmawianie sobie szczęścia na rzecz
innych.
Pomyślałem, że chciałbym wpłynąć na świadomość tych więźniarek - moich sióstr
- zmienić coś, co nie do końca wydaje mi się w porządku. To wzniosłe chwile. Nie
zawsze projekty i myśli są równie wzniosłe. Spodobała mi się możliwość realizacji
myśli twórczej. Fajnie poczuć się twórcą - co wymyślisz, to zrealizujesz - dosyć
boska historia, fenomenalna. Ja jako Bóg. Bardzo mi się to podoba, bo wierzę, że to
przez siebie ludzie dotrą do Boga. Jan Paweł II odszedł, a za niemieckim papieżem tak
wielu Polaków już prawdopodobnie nie podąży. I trzeba będzie poszukać bliżej. W
sobie.
Żadnych autorytetów na ziemi?
Przestałem poszukiwać autorytetów. Na Akademii Sztuki Pięknych miałem Kowalskiego i
Stajudę, a teraz coraz bardziej sobą jestem zafascynowany.
Nie ma nic ciekawszego niż taka podróż własnej tożsamości, odkrywanie, jak bogatą
osobowość się posiada. I tworzenie jej nowych wizerunków. Być raz wśród
więźniarek, innym razem wśród biznesmenów, innym razem nikim, jednym z wielu,
nierozpoznawalnym. A raz rozpoznawalnym artystą, o którym mówią, że jest znany.
Utożsamiasz się z nimi wszystkimi, a tak do końca z nikim.
Przypomina mi się zabawna historia. Kiedyś poszedłem ze znajomymi palić ognisko.
Padał deszcz i było już późno. Maurycy Gomulicki nagle mówi: 'No to idziemy, szkoda,
że musimy cię tu zostawić przy tym ognisku samego'. A ja na to: 'Nie martwcie się, ja
zostanę z Pawłem'.
Czy już w dzieciństwie czuł się Pan wyjątkowy?
Oczywiście. Każde dziecko czuje się wyjątkowe, a po pewnym czasie to gubi, bo inni
piętnują jego odmienne spojrzenie.
To bardziej zwierzęca niż boska przypadłość gatunku ludzkiego. Nie zachwycamy się
swoją różnorodnością, tylko z lęku pragniemy unifikacji. Lęku, że komuś czegoś
zabraknie przy korytku, że ktoś gorzej przetrwa. Niechętnie patrzymy na odstających,
co sięgają po więcej, co się radują bardziej.
Ostatnio wspominałem, jak w przedszkolu został stłumiony mój popęd
do dziewczynek, co potem przez wiele lat w zakamuflowanej formie było przenoszone w
pamięci jako zakaz: seks jest wstydliwy.
Chciałem spać na leżakowaniu z dziewczynkami, a panie mi nie pozwalały i stawiały do
kąta. Tak silne wzbudziły we mnie poczucie winy, że kiedyś sam stanąłem w kącie.
Pani zapytała dlaczego. Powiedziałem: 'Bo znów wchodziłem do łóżka do mojej
koleżanki'.
Świetlistym przykładem wyjałowienia naszych emocji, pasji i radości życia jest
przypowieść o świętym Gerardzie.
Nie znam.
Ja też nie znałem, ale aż się chce zapłakać od tego, co umiłowali sobie wierni, za
co go zrobili świętym. To, że umartwiał swoje ciało, wydaje mi się ciągle być w
modzie. To okrutna myśl, że Boga może niejako radować nasze cierpienie i odejmowanie
sobie radości i przyjemności. Być może dlatego wśród młodych można zaobserwować
upadek popularności tej cudownej istoty.
Myślę, że dobrą formą sprzeciwu jest chodzenie do kościoła i śmianie się, gdy
inni płaczą. Nie śmianie się z nich, tylko śmianie się po to, by pokazać, jak
bardzo się cieszę z tego, że żyję.
To chyba herezja.
Miałem pomysł, którego w tym roku już raczej nie zrealizuję, bo sam w sobie jestem za
bardzo zakochany i jeszcze w jednej osobie, ale myślałem o zmodyfikowaniu mszy, całego
rytuału tak, by była pogodną i promienną uroczystością, bo zdaje mi się, że taka
nie jest.
Nie akceptuję poglądu, że urodziłem się w grzechu. Przyszedłem na świat grzeszny,
bo moja matka była grzesznicą. Jak z tego wybrnąć?
Tu się rodzi moje współczucie do bliźnich, bo nie wszyscy mają taki optymizm i taką
siłę, by sobie z tym poradzić. A często jeszcze bardziej się zakopują w poczucie
winy i do końca życia próbują się z czegoś usprawiedliwiać, odkupić jakieś winy,
których nie posiadają. Trudno im jest zaakceptować, że są doskonali. Że przyszli na
świat jako doskonałe dzieła boże.
Co z tymi, co nie wierzą?
Nie zazdroszczę ludziom, którzy nie wierzą w nieśmiertelność duszy. Dusza jest jak
czarna skrzynka. Ludzie, którzy w nią nie wierzą, są jak samoloty, które myślą, że
są samochodami.
PAWEŁ ALTHAMER (ur. 1967 r.) - rzeźbiarz, performer, twórca
instalacji i filmów wideo. Absolwent warszawskiej ASP, współtwórca 'Kowalni' -
pracowni artystycznej Grzegorza Kowalskiego, z której wywodzą się najwybitniejsi
twórcy polskiej sztuki krytycznej. Z mieszkańcami warszawskiego bloku zorganizował
akcję 'Bródno 2000'. Wystawiał m.in. na Biennale w Wenecji, Documenta X w Kassel,
Manifesta w Lublanie. Laureat prestiżowej The Vincent van Gogh Bi-annual Award of
Contemporary Art in Europe (2004 r.)
Rozmawiała: Paulina Reiter
Gazeta Wyborcza
3 marca 2006 |