Rozmowy
______________________________________________________________________________

Paweł Althamer

Bóg Althamer

Dusza jest jak czarna skrzynka. Ludzie, którzy w nią nie wierzą, są jak samoloty, które myślą, że są samochodami

Z Pawłem Althamerem rozmawia Paulina Reiter

Czym jest szczęście?

Czasami jestem małym, sfrustrowanym, wkurzonym facetem, a raz wzniosłą istotą. Częściej wolałbym być wielki i wspaniały niż mały i sfrustrowany. Szczęście to prawdopodobnie możliwość wybrania najwspanialszej wersji siebie.

Pan Bóg położył mi rękę na głowie, poklepał po plecach i powiedział: 'Synu, możesz wszystko. Mało tego, nic mnie nie ucieszy bardziej jak twoja radość i poczucie wolności. Posłuszeństwo nuży mnie. Dopiero twoja wolność cieszy mnie'. I nawet jak teraz to mówię, to tata mnie klepie po plecach.

Przerost ego to częsta cecha artystów.

Młodych artystów nieraz dotyka poczucie winy, że uwolnili jakąś mroczną siłę, że są szkodliwi społecznie, napiętnowani, bo zajmują się sobą, zamiast się rozejrzeć po świecie.

Kościół mówi: 'Kochaj bliźniego swego jak siebie samego'. Przy czym to 'siebie samego' gdzieś się zaciera i szukamy tych bliźnich: matki, ojca, ubogich, chorych. Ale już życie sobie całkiem nieźle i kochanie samego siebie nie są dobrze widziane. Wybrałem wersję szczęścia własnego przede wszystkim, miłości do siebie rozległej jak się da. Czerpię z tego wielką siłę.

To egoizm.

Uchodzę za skrajnego egoistę i egocentryka, bo przebija przez moje wypowiedzi miłość własna. W zasadzie wszystkie tematy, które rozpoczynam, kończą się na mnie albo szybko na mnie przechodzą. Eksploracja jaźni, świadomości, emocji - te rzeczy interesują mnie o tyle, o ile dotyczą mnie.

Po prawie 40 latach życia jestem uświadomiony, jak bardzo się sobą zajmuję. Zwłaszcza że w zawodzie artysty to nie lada pożywka dla wszelkiej aktywności. Musiałem wybrać - czy będę to skrzętnie ukrywał jako rzecz wstydliwą?

A przecież znamy Pana jako artystę uszczęśliwiającego innych, budującego domek dla bezdomnego, prowadzącego zajęcia z rzeźby dla artystów niepełnosprawnych. Do programu "Noc artystów" w TVP Kultura zaprosił Pan więźniarki, ubrał je w suknie, posadził na sztucznej łące - stworzył im namiastkę raju, wyrywając je z celi na jeden wieczór.

To dzielenie się własnym szczęściem, a nie odmawianie sobie szczęścia na rzecz innych.

Pomyślałem, że chciałbym wpłynąć na świadomość tych więźniarek - moich sióstr - zmienić coś, co nie do końca wydaje mi się w porządku. To wzniosłe chwile. Nie zawsze projekty i myśli są równie wzniosłe. Spodobała mi się możliwość realizacji myśli twórczej. Fajnie poczuć się twórcą - co wymyślisz, to zrealizujesz - dosyć boska historia, fenomenalna. Ja jako Bóg. Bardzo mi się to podoba, bo wierzę, że to przez siebie ludzie dotrą do Boga. Jan Paweł II odszedł, a za niemieckim papieżem tak wielu Polaków już prawdopodobnie nie podąży. I trzeba będzie poszukać bliżej. W sobie.

Żadnych autorytetów na ziemi?

Przestałem poszukiwać autorytetów. Na Akademii Sztuki Pięknych miałem Kowalskiego i Stajudę, a teraz coraz bardziej sobą jestem zafascynowany.

Nie ma nic ciekawszego niż taka podróż własnej tożsamości, odkrywanie, jak bogatą osobowość się posiada. I tworzenie jej nowych wizerunków. Być raz wśród więźniarek, innym razem wśród biznesmenów, innym razem nikim, jednym z wielu, nierozpoznawalnym. A raz rozpoznawalnym artystą, o którym mówią, że jest znany. Utożsamiasz się z nimi wszystkimi, a tak do końca z nikim.

Przypomina mi się zabawna historia. Kiedyś poszedłem ze znajomymi palić ognisko. Padał deszcz i było już późno. Maurycy Gomulicki nagle mówi: 'No to idziemy, szkoda, że musimy cię tu zostawić przy tym ognisku samego'. A ja na to: 'Nie martwcie się, ja zostanę z Pawłem'.

Czy już w dzieciństwie czuł się Pan wyjątkowy?

Oczywiście. Każde dziecko czuje się wyjątkowe, a po pewnym czasie to gubi, bo inni piętnują jego odmienne spojrzenie.

To bardziej zwierzęca niż boska przypadłość gatunku ludzkiego. Nie zachwycamy się swoją różnorodnością, tylko z lęku pragniemy unifikacji. Lęku, że komuś czegoś zabraknie przy korytku, że ktoś gorzej przetrwa. Niechętnie patrzymy na odstających, co sięgają po więcej, co się radują bardziej.

Ostatnio wspominałem, jak w przedszkolu został stłumiony mój popęd do dziewczynek, co potem przez wiele lat w zakamuflowanej formie było przenoszone w pamięci jako zakaz: seks jest wstydliwy.

Chciałem spać na leżakowaniu z dziewczynkami, a panie mi nie pozwalały i stawiały do kąta. Tak silne wzbudziły we mnie poczucie winy, że kiedyś sam stanąłem w kącie. Pani zapytała dlaczego. Powiedziałem: 'Bo znów wchodziłem do łóżka do mojej koleżanki'.

Świetlistym przykładem wyjałowienia naszych emocji, pasji i radości życia jest przypowieść o świętym Gerardzie.

Nie znam.

Ja też nie znałem, ale aż się chce zapłakać od tego, co umiłowali sobie wierni, za co go zrobili świętym. To, że umartwiał swoje ciało, wydaje mi się ciągle być w modzie. To okrutna myśl, że Boga może niejako radować nasze cierpienie i odejmowanie sobie radości i przyjemności. Być może dlatego wśród młodych można zaobserwować upadek popularności tej cudownej istoty.

Myślę, że dobrą formą sprzeciwu jest chodzenie do kościoła i śmianie się, gdy inni płaczą. Nie śmianie się z nich, tylko śmianie się po to, by pokazać, jak bardzo się cieszę z tego, że żyję.

To chyba herezja.

Miałem pomysł, którego w tym roku już raczej nie zrealizuję, bo sam w sobie jestem za bardzo zakochany i jeszcze w jednej osobie, ale myślałem o zmodyfikowaniu mszy, całego rytuału tak, by była pogodną i promienną uroczystością, bo zdaje mi się, że taka nie jest.

Nie akceptuję poglądu, że urodziłem się w grzechu. Przyszedłem na świat grzeszny, bo moja matka była grzesznicą. Jak z tego wybrnąć?

Tu się rodzi moje współczucie do bliźnich, bo nie wszyscy mają taki optymizm i taką siłę, by sobie z tym poradzić. A często jeszcze bardziej się zakopują w poczucie winy i do końca życia próbują się z czegoś usprawiedliwiać, odkupić jakieś winy, których nie posiadają. Trudno im jest zaakceptować, że są doskonali. Że przyszli na świat jako doskonałe dzieła boże.

Co z tymi, co nie wierzą?

Nie zazdroszczę ludziom, którzy nie wierzą w nieśmiertelność duszy. Dusza jest jak czarna skrzynka. Ludzie, którzy w nią nie wierzą, są jak samoloty, które myślą, że są samochodami.

PAWEŁ ALTHAMER (ur. 1967 r.) - rzeźbiarz, performer, twórca instalacji i filmów wideo. Absolwent warszawskiej ASP, współtwórca 'Kowalni' - pracowni artystycznej Grzegorza Kowalskiego, z której wywodzą się najwybitniejsi twórcy polskiej sztuki krytycznej. Z mieszkańcami warszawskiego bloku zorganizował akcję 'Bródno 2000'. Wystawiał m.in. na Biennale w Wenecji, Documenta X w Kassel, Manifesta w Lublanie. Laureat prestiżowej The Vincent van Gogh Bi-annual Award of Contemporary Art in Europe (2004 r.)

Rozmawiała: Paulina Reiter
Gazeta Wyborcza
3 marca 2006

          

  

althamer_p3m.jpg (4721 bytes)

 
AKTUALNOŚCI WYDARZENIA RECENZJE ROZMOWY FESTIWALE PORTRETY TEATRY
    

Stowarzyszenie Teatralne "Tespis"

rk