
Danuta Stenka (od prawej) w znakomitej roli wdowy
Bradshaw
fot. Teatr Współczesny
Barker jest, obok Pintera i Stopparda, uznawany za najważniejszego
dramaturga brytyjskiego. Posługuje się oryginalnym językiem i niebanalną konstrukcją.
"Zwycięstwo" - w największym skrócie: dociekany jest tu sens zemsty i
rewanżu oraz lojalności i wierności ideałom politycznym i moralnym - zbudowane jest
według porządku chaosu. Barker zdaje się mówić, że skoro o chaosie opowiada
(ideologicznym, mentalnym, obyczajowym), to uczynić powinien to w stosownej formie.
Dramat nie rozwija się więc tutaj wyłącznie z przebiegiem
fabularnym, ale mnoży swe obrazy jak roztrzaskany pryzmat. Każda z postaci przeżywa
dramat osobistych wyborów. Barker przekonuje, że właściwie dobrych rozwiązań nie |
|
ma. Makiaweliczna postawa wdowy pragnącej
pogrzebać szczątki męża, amoralna (a więc ulokowana poza moralnością) postawa
króla, wyuzdanie, złodziejstwo, służalczość, oportunizm - wszystko może tylko
doświadczyć źle. Bo i co z tego, że cel uda się osiągnąć, skoro wszyscy będą
unurzani w szambie. Takie jest życie - wykrzykuje w "Zwycięstwie" Barker,
pławiąc się w prowokacjach (bo przecież już tytuł jest prowokacją).
Autor nie tylko miesza style, ale pozwala sobie w pełni swobodnie
manipulować ideami i pojęciami. Do Anglii czasów Restauracji wpisuje wiedzę
współczesną, daje rzeczywistość, jaka zdarzyć się może tylko w wyobraźni. Inna
rzecz, że obraz przedstawiony przez Barkera jest jednostronny. Z drugiej jednak strony,
przyjmując konwencję dramaturga, trzeba zgodzić się, że jego teatr jest
zachwycający. Sam o swojej twórczości mówi "teatr katastroficzny". Fakt,
każda katastrofa to destrukcja, ale tylko naiwny może ją odrzucić. Katastrofa jest
wpisana w porządek świata tak samo, jak akt tworzenia.
"Zwycięstwo" wyreżyserowała Helena Kaut-Howson, jedna z
najważniejszych brytyjskich realizatorek. Zrobiła to błyskotliwie i jednocześnie
solidnie. Podobnie grają aktorzy: Danuta Stenka, Maciej Tomaszewski, Marek Kocot, Jerzy
Senator, Lena Skrzypczak.
Michał Lenarciński
Dziennik Łódzki
26 stycznia 2004 |