Teatr Nowy we Wrocławiu
Scena Komedii
_______________________________________________________________________________
SZALEŃSTWA WE DWOJE
EUGÉNE IONESCO

reżyseria:
Monika Dobra-Kaźmierczuk
premiera: 11 stycznia 2004
_______________________________________________________________________________

Po niedzielnej premierze na Scenie Komedii

Z komedii o wiecznie skłóconych kochankach Monika Dobra-Kaźmierczuk uczyniła sceniczną błyskotkę. Ale ta błyskotka ma drugie dno: zapis lęku przed samotnością

 

         Bohaterowie ,,Szaleństwa we dwoje" Ionesco - jak to w związku, trwającym z przyzwyczajenia - są zmęczeni miłością. Rozpoznali swoje ciała i dusze aż do znużenia. Gesty, półsłówka, mimika wskazują, że opinie, które za chwilę wypowiedzą, są od lat takie same - jakby odtwarzały je dwa magnetofony. Kochankowie chcą czegoś lepszego, lecz zaczynają szukać prawdy w pogardzie dla słabości partnera, choć z pogardy nie da się zbudować niczego inspirującego prócz poczucia odrzucenia. Więc gdaczą na siebie jak kury domowe. Łakną zmiany, lękając się nowości. W tej kameralnej inscenizacji są w dodatku homoseksualistami. Zabawne, lecz bez zgorszenia.

Na małej scenie

Spektakl w Piwnicy Świdnickiej to przedstawienie niezwykle kameralne. Scenka jest niewielka. Historia, której raczej słuchamy, niż oglądamy, mieści małe dramaty i równie małe satysfakcje kochanków w żelaznym łóżku, na wieszaku, na dwóch stolikach, krzesłach i bujanym fotelu. Pokój, który jest celą? Ależ tak. Bo za drzwiami, za oknem czai się zło. Tu upostaciowane jako odgłos wybuchów bomb, nasłuchiwanie kroków tych, którzy "idą po nas". Świat zza ściany nie jest przyjazny - sugeruje Ionesco.

Jak zawsze u Ionesco realizm splata się z absurdem. Poskładany z okruchów seksu i agresji świat tak naprawdę nawet nie da się opowiedzieć. Bohaterowie kłócą się o głupstwa. O to, czy żółw i ślimak to to samo bydlę z

powodu skorupy na grzbiecie. O kariery, których nie zrobili. O dominację w życiu. O nadzieje. Są jeszcze ich wygasłe miłości, które okazały się porażkami. Żyjąc wśród iluzji szczęścia, obaj kochankowie zdolni są tylko do powtarzania nieprawdy - jakby nucili mantry.

On(a) i On

Teatralność dość zręcznej roboty Moniki Dobrej-Kaźmierczuk jest umowna i oczywista od pierwszej sceny, kiedy spod koca wystają stopy w kolorowych skarpetach Onej troskliwie poprawiane przez Onego, którego oglądamy tylko twarz. Reszta to godzinne składanie ciał i emocji z ciuchów, kłamstw, inwektyw, buntowniczych gestów, pieszczot. Tragifarsa na czterech metrach kwadratowych wyobraźni. Zabawna i raczej przekonująca. Bez wielkiej filozofii, ale z niezłym aktorstwem. Zwłaszcza wystudiowana kobiecość Onej Michała Paszczyka - frywolnego, świetnie operującego stereotypem słodkiej idiotki, przypadła publiczności do gustu. Jako On wystąpił nieco zbyt oszczędny w niuanse gestów i mimiki Marcin Rogoziński.

,,Szaleństwo we dwoje" to komiczna błyskotka dla tych, którzy chcą czegoś lepszego, nie pamiętając, że wszystko, co dobre, i tak noszą w sobie.

Eugene Ionesco, ,,Szaleństwo we dwoje", reż. Monika Dobra-Kaźmierczuk, scen. Cornel Calomfirescu, światło/dźwięk Michał Kot. Premiera Nowego Teatru 11 stycznia na Scenie Komedii w Piwnicy Świdnickiej

Leszek Pułka
Gazeta Wyborcza we Wrocławiu
13 stycznia 2004


INDEX RECENZJE WYDARZENIA ROZMOWY TEATRY
Opracowanie Stowarzyszenie Teatralne TESPIS

mk