Teatr Opery i Baletu we Lwowie
________________________________________________________________

STRASZNY DWÓR
STANISŁAW MONIUSZKO

reżyseria:  Robert Skolmowski
premiera: 3 kwietnia 2004
________________________________________________________________

Żeby dwoje chciało naraz

W sobotę na scenie Teatru Opery i Baletu im. Salomei Kruszelnickiej we Lwowie odbędzie się premiera "Strasznego dworu" Stanisława Moniuszki. Będzie to mocny akcent Roku Kultury Polskiej na Ukrainie i największe wydarzenie artystyczne tego roku we Lwowie. Po raz pierwszy od czasów wojny polska opera będzie tu przez ukraińskich artystów śpiewana po polsku.

 

strasznyd_sko.jpg (11525 bytes)

"Straszny dwór" to przedstawienie o kulturze, która poprzez obrazy żyje we Wrocławiu
FOT. JEWGIENIJ KRAWS


- To także pierwszy przykład artystycznej współpracy polsko-ukraińskiej na tak dużą skalę. Prezydent Wrocławia wyasygnował pieniądze na wykonanie kostiumów i dekoracji, honoraria dla reżysera, dyrygenta oraz kostiumologa. Wkład naszego teatru to artyści i organizacja całego przedsięwzięcia - mówi Tadei Eder, dyrektor lwowskiej opery.

Niekonwencjonalna decyzja prezydenta

- Pomysł powstał podczas moich rozmów z dyrektorem Ederem - mówi Janusz Przybylski, dyrektor artystyczny Opery Bałtyckiej, który przygotował "Straszny dwór" od strony muzycznej. Tadei Eder chciał wprowadzić do repertuaru klasyczną polską operę, która byłaby magnesem dla naszych turystów licznie odwiedzających miasto. Żelaznym punktem programów wycieczkowych jest zwiedzanie teatru, gdzie znajduje się słynna kurtyna Henryka Siemiradzkiego. - Robert Skolmowski przekonał mnie, aby to był "Straszny dwór" - dodaje profesor Przybylski. Skolmowski w tym czasie odniósł sukces, realizując "Straszny dwór" we wrocławskiej Hali Ludowej.

- Refleksem i wyobraźnią wykazał się prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz, który szybko zdecydował, że miasto przekaże 120 tysięcy złotych na dofinansowanie inscenizacji - przypomina Robert Skolmowski. Nie stało się to przypadkiem. Kilka miesięcy temu podpisano porozumienie o partnerskiej współpracy Wrocławia i Lwowa.

- Wrocław ze względu na powojenną wędrówkę ludów i osiedlenie się tu wielu lwowian często nazywany jest "małym Lwowem". U nas jest Ossolineum, pomnik Fredry i Panorama Racławicka - przypomina prezydent Dutkiewicz. - To znakomity przykład współpracy polsko-ukraińskiej. Bo, jak wiadomo, z tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz - dodaje Wiesław Osuchowski, konsul generalny RP we Lwowie.

Dyrektor Eder, zainspirowany projektem, zastanawia się natomiast nad szansami wystawienia w Polsce, z udziałem polskich solistów i zespołów, opery lwowskiego kompozytora Myroslawa Skoryka "Mojsei" (Mojżesz). Jej premiera odbyła się podczas wizyty papieża Jana Pawła II we Lwowie w czerwcu 2001 r., a później lwowscy artyści prezentowali spektakl w Polsce.

Niedaleko stąd mieszkał Fredro

- Kiedy otrzymałem propozycję realizacji "Strasznego dworu", poczułem wzruszenie. Na tej scenie śpiewali najwięksi artyści, tacy jak Salomea Kruszelnicka i Adam Didur - mówi Janusz Przybylski. Profesor od lat koncertuje z instrumentalistami lwowskiej opery w zachodniej Europie. Ponad sto razy dyrygował "Strasznym dworem" w Polsce. Przyznaje jednak, że przygotowanie lwowskiej orkiestry okazało się trudniejsze, niż wcześniej przypuszczał. - Sądzę, że podstawowym problemem jest brak jednego dyrygenta, który na stałe pracowałby z tym zespołem - mówi Janusz Przybylski.

Robert Skolmowski zrealizował we Lwowie zupełnie nową inscenizację "Strasznego dworu". Z jego niedawną realizacją wrocławską łączy ją utrzymanie operowej opowieści w duchu komedii Aleksandra Fredry. - Fredro mieszkał kilkaset metrów stąd - przypomina Skolmowski,

pokazując plafon w sali lustrzanej lwowskiego teatru przedstawiający scenę z "Zemsty". Zwraca uwagę na fabularne podobieństwa "Ślubów panieńskich" i "Strasznego dworu". W komedii Fredry to dziewczęta ślubują nie wychodzić za mąż, w "Strasznym dworze" przysięgę w sprawie bezżenności składają mężczyźni.

We wstępie do opery na scenie pojawią się widmowe postacie z powstańczych cyklów grafik Artura Grottgera. Tu mające szczególne znaczenie - malarz był lwowianinem, pochowany jest na Łyczakowie.

- Wstęp jest piękny i zagadkowy - uważa Uliana Roj, studentka IV roku teatrologii na Uniwersytecie Lwowskim, która obserwuje próby. Ale przyznaje, że prawdopodobnie takie konotacje historyczne nie tylko dla młodych lwowian będą zagadkowe. Historia szlacheckiej opowieści, która miała stanowić opatrunek na polską duszę zranioną przez przegrane powstanie styczniowe, jest dla współczesnych lwowian egzotyczna i zagadkowa. Podobnie jak cały świat szlachecki przedstawiony w spektaklu.

Obrazy z Oleska

- "Straszny dwór" to przedstawienie o kulturze, która poprzez obrazy żyje w tym mieście - uważa Skolmowski. Dzieła polskich malarzy znajdujące się w Lwowskiej Galerii Obrazów stały się inspiracją do scenografii i kostiumów, zaprojektowanych przez ukraińskiego artystę Tadei Ryndzaka i wrocławiankę Małgorzatę Słoniowską. - Około setki kostiumów zostało ręcznie pomalowanych w sceny z obrazów w lwowskiej galerii. Na przykład dla myśliwych wykorzystaliśmy obrazy Aleksandra Gierymskiego i Wojciecha Kossaka - mówi Małgorzata Słoniowska. Bardzo chwali Christę Kozak i Jaroslawa Brynia, młodych lwowskich malarzy, którzy podjęli się tej pracy. Dzięki uprzejmości dyrektora Lwowskiej Galerii Obrazów, Borysa Woźnickiego, Słoniowska odwiedziła pałac Sobieskich w Olesku, gdzie znajdują się magazyny galerii. Wybrała tam portrety sarmackie, które podczas premiery będą eksponowane w foyer teatru. Za ich ubezpieczenie i ochronę zapłacił ukraiński oddział Kredyt Banku, który w ten sposób wsparł operowy projekt.

Chór musi tańczyć

- Wszystko było kłopotem: psychologicznym albo finansowym. Gdy pan Skolmowski kazał soliście śpiewać, leżąc na brzuchu, to musiał przełamać barierę psychologiczną - przyznaje dyrektor Eder. - Chór był przyzwyczajony do śpiewania jak w oratorium, a Skolmowski chciał, żeby w jego spektaklu też grał i tańczył - dodaje Zofia Iwanowa, która uczyła solistów poprawnej polskiej wymowy. - Dla wykonawców wychowanych we Lwowie i na zachodniej Ukrainie język polski nie był problemem. Trudności mieli soliści pochodzący ze wschodniej Ukrainy - przyznaje Luba Kaczała, premierowa Hanna. Na początku prób partia Hanny wydawała jej się bardzo trudna. Teraz zamierza spróbować sił w konkursie na obsadę roli Halki, który ogłosiła Opera Wrocławska. Podobnie jak inni soliści chwali reżysera i dyrygenta spektaklu, przyznając, że współpraca z nimi była bardzo trudna, a zarazem niezwykła. Dla Pawło Tołstoja, studenta IV roku Lwowskiego Konserwatorium, który w premierowym spektaklu będzie Stefanem, jest to pierwszy kontakt z polską operą. Uważa, że polscy realizatorzy to wspaniała ekipa. A Robert Skolmowski dodaje: - Chciałbym mieć takich Stefanów w Polsce.

Premiera zapowiada się jako znaczące wydarzenie w lwowskim życiu kulturalnym. Obok władz Lwowa z merem Lubomyrem Bunyakiem będą na niej obecni prezydenci Wrocławia i Poznania, duchowieństwo różnych wyznań i liczni przedstawiciele polskiego i ukraińskiego życia gospodarczego. -

Rafał Bubnicki
Rzeczpospolita
3 kwietnia 2004

 

INDEX RECENZJE WYDARZENIA ROZMOWY TEATRY
Opracowanie Stowarzyszenie Teatralne TESPIS

mk