Pomysł wystawienia opery Stanisława
Moniuszki powstał trzy lata temu dzięki kontaktom Janusza Przybylskiego, szefa
artystycznego Opery Bałtyckiej, z Tadei Ederem, dyrektorem lwowskiej sceny. Początkowo
myślano o "Halce", zadecydowały jednak argumenty reżysera Roberta
Skolmowskiego. Zaproponował "Straszny dwór", gdyż daje on większe
możliwości inscenizacyjne. - Dyrektor Eder myślał o spektaklu, który byłby atrakcją
dla polskich turystów, często przyjeżdżających do miasta - mówi Skolmowski. Od
początku marca Janusz Przybylski, odpowiedzialny za kierownictwo muzyczne, i Robert
Skolmowski prowadzą próby w lwowskim teatrze.
- Przygotowując spektakl, czuję olbrzymie ciśnienie historyczne i
polityczne. Lwowski "Straszny dwór" będzie przedstawieniem o polskiej
kulturze, która istniała w tym mieście i odeszła w przeszłość. Jednocześnie chcę,
aby to był spektakl komediowy, w duchu Aleksandra Fredry - podobnie jak inscenizacja,
którą przygotowałem we wrocławskiej Hali Ludowej - mówi Robert Skolmowski.
Za plastyczną formę przedstawienia odpowiadają ukraiński artysta
Tadei Ryndzak, twórca dekoracji, i Małgorzata Słoniowska, autorka ręcznie malowanych
kostiumów, na których będą sceny rodzajowe inspirowane polskim malarstwem z XVIII i
XIX wieku. Trzysta kostiumów zostało uszytych i pomalowanych we |
|
Lwowie. - Są bajkowe - uważa Robert
Skolmowski.
- Nasze spotkanie z ukraińskimi zespołami i solistami było na
początku trudne. Musimy sobie jednak zdawać sprawę, że wcześniej nie mieli oni
kontaktów z zagranicznymi reżyserami. Problemy, z jakimi się spotkaliśmy, wydają się
zaskakujące, ale to, co dla nas jest normalne, tutaj bywa szokujące - dodaje Robert
Skolmowski, który musiał np. przekonać chórzystów, że na scenie mają nie tylko
stać i śpiewać, ale także być aktorami. Janusz Przybylski podkreśla natomiast
większe niż w Polsce zdyscyplinowanie orkiestry. Znakomite są też, jego zdaniem,
głosy solistów, połowa z czterdziestoosobowego zespołu solistów mogłaby znaleźć
miejsce w europejskich teatrach.
"Straszny dwór" był po wojnie dwukrotnie wystawiany na
lwowskiej scenie, ale w wersji rosyjskiej (po raz ostatni pod koniec lat 70.). Obecna
premiera będzie pierwszą śpiewaną po polsku. Nie jest to niczym niezwykłym zarówno
we Lwowie, jak i w Europie, gdzie od dawna spektakle operowe śpiewane są w języku
oryginału. Podobnie jest od początku lat 90. na lwowskiej scenie, ale nie dotyczyło to
spektakli polskich autorów.
Patronat nad premierą "Strasznego dworu" objęli ministrowie
kultury Polski i Ukrainy oraz mer Lwowa i prezydent Wrocławia.
Rafał Bubnicki
Rzeczpospolita
20 marca 2004 |