Teatr Współczesny w Warszawie
_____________________________________________________________________________
NAMIĘTNA KOBIETA
KAY MELLOR
przekład: Elżbieta Woźniak

reżyseria: Maciej Englert
premiera: 16 stycznia 2003
_____________________________________________________________________________

Na strych, na dach i w górę

Teatr Współczesny przywiózł na X Ogólnopolski Festiwal Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych komedię Kay Mellor "Namiętna kobieta", w której główną rolę zagrała Marta Lipińska

 

          W spektaklu "Namiętna kobieta" uczestniczymy jako wścibscy sąsiedzi, obserwujący strych w domu państwa Derbyshire. Na nim w dniu ceremonii ślubnej syna jedynaka ukrywa się pani domu, Betty, by w monologach skierowanych bezpośrednio do widzów inwentaryzować minione życie.

Przez klapę w podłodze wdrapuje się Mark (Piotr Adamczyk), 32-letni pan młody, i szczebiocząc do matki usiłuje przekonać ją, by asystowała mu przy sakramentalnej przysiędze. Za nim wtacza się nieczuły i choleryczny mąż Donald (Krzysztof Kowalewski). Tyle że Betty zdążyła już ze strychu czmychnąć. Podczas antraktu - wyszła na dach!

Konwencja wymaga, by obaj panowie obrzucili się kalumniami, dopełniającymi portretu Betty. Mark przypomina ojcu lata matczynej orki, za przykład biorąc obiad, podany na podgrzewanym talerzu, na który tatuś miał odburknąć: "Sos!". Ale Donald też ma swoje racje: świeżo poślubiona małżonka wdała się w namiętny romans z sąsiadem... Tak, "Małżeństwo to nie seks, czekolada i róże".

A kochanek (Andrzej Zieliński), już nieżywy (zastrzelony przez żonę), zjawia się Betty jako duch i namawia ją, by skokiem z kalenicy przeniosła się jeszcze wyżej. Wówczas połać dachu, którą dotąd obserwowaliśmy od spodu, od strony zagraconego strychu, zjeżdża w dół niczym w produkcjach na Broadwayu, ukazując Martę Lipińską przycupniętą obok ceglanego komina.

Aktorka, czy to siedząc samotnie na strychu w kostiumie koloru "zgaszony róż", czy to balansując na dachówkach w niedopiętej z tyłu żółtej sukience i tiulowej halce, udowadnia, że rola Betty została napisana dla niej. Dzięki autoironii potrafi z tuszy uczynić walor, a specyficzną barwą głosu uwiarygodnić postać kobiety rozczarowanej życiem, które przeminęło. Teraz nareszcie nadeszła jej chwila: Betty wdrapuje się do kosza balonu (tak!) i ulatuje w niebo.
Na spotkaniu po spektaklu reżyser Maciej Englert przekonywał, że w postaci Betty każdy - kobieta, mężczyzna - może odnaleźć siebie. Tu zamilczę, ponieważ nie chcę robić aktorom i Państwu przykrości.

Leszek Karczewski
Gazeta Wyborcza Łódź
1 marca 2004


INDEX RECENZJE WYDARZENIA ROZMOWY TEATRY
Opracowanie Stowarzyszenie Teatralne TESPIS

mk