Teatr "Pieśń Kozła" we Wrocławiu
______________________________________________________________________________
KRONIKA - OBYCZAJ LAMENTACYJNY
reżyseria: Grzegorz Bral
premiera: 24 listopada 2001
______________________________________________________________________________
Premiera Teatru "Pieśń Kozła" w Ośrodku Grotowskiego
"Kroniki" wrocławskiego, niekonwencjonalnego Teatru "Pieśń Kozła", od wielu lat przytulonego do Ośrodka Grotowskiego i układającego tu widowiska z pieśni i tańców, z których przed tysiącami lat powstawał teatr, na pewno nikogo nie pozostawią obojętnym. Po kilku minutach "Kroniki" zespołu Grzegorza Brala przestają być zwykłym spektaklem - zapada się w nie jak w wodny wir. Spektakl trwa niespełna godzinę, ale przekazuje taki ładunek energii, że i mnie chciało się zerwać z krzesła, by wraz z Gilgameszem, królem Sumerów i bohaterem "Kronik", zatańczyć w finale. A scena walki na górze-ołtarzu, w której poszukujący tajemnic nieśmiertelności władca (Rafał Hubel) wraz z przyjacielem Enkidu (Marcin Rudy) rywalizuje z Szamanem (Christopher Sivertsen), a może - jak chce najstarszy znany nam epos, do którego odwołuje się przedstawienie Brala - z dwoma dzikimi lwami, które zabił gołymi rękoma, naprawdę wzbudza dreszcze, gdyż półnadzy aktorzy dosłownie fruwają w sali teatralnej Ośrodka Grotowskiego. Równie przejmujące jest intro Enkidu, kłębiącego się jak wąż w półmroku. Szaman rysuje żywym ogniem takie labirynty podziemia, że skóra cierpnie i trudno wyjść z podziwu. Jeszcze pełna miłosnej ekstazy Śmierć (Maria Sendow), zbrukana bogini Isztar (Anna Krotoska), wibrująca lękiem Matka Gilgamesza (Anna Zubrzycka), zatroskany Utnapisztim (Colin Sadler). Żaden z aktorów Brala nie wyłącza się z marzeń herosa o nieśmiertelności, choć - bywa - widać, że trening ruchu dominuje nad kreacją. Znacznie trudniej jest, gdy losy gwałtownika Gilgamesza poznajemy z pieśni i recytowanych fragmentów eposu. Słyszymy lamentacyjne pieśni staroalbańskie, więc raczej współodczuwamy niż pojmujemy ich demiurgiczny nastrój. Artyści Brala śpiewają i recytują sugestywnie - raz upozowani na spiętrzonych drewnianych tronach jak bohaterowie świątynnych tympanonów, to znów walcząc z ciałem przywykłym do nic nieznaczących gestów. Ja jednak w końcu nie wiem, czy Gilgamesz ujrzał swe Góry Cedrowe w Libanie, czyli miejsce, w którym poznał prawdę. Czy naprawdę pokonał Śmierć? Zapewne postaci "Kronik" są nie tylko efektownie oświetlonymi płaskorzeźbami, lecz i chórem komentującym los króla. Problem w tym, że mit musi być własnością wspólną - słuchaczy i śpiewaków, by był czytelny. W spektaklu "Pieśni Kozła" zabrakło wyraźnych, kładzionych łopatą do głowy formuł i rekwizytów magicznych, które jednoznacznie porządkują losy bohatera - swoistych "za rzekami" i "szklanych gór", które prowadzą krok po kroku w stronę puenty. "Kroniki" w swym rozwichrzeniu, roztańczeniu, rozśpiewaniu, asymbolizmie właściwie morału nie dają albo jest on wyjątkowo trudny do usłyszenia. Czytelnicy "Gilgamesza" wiedzą, że "pod Słońcem tylko bogowie żyją wiecznie. A dni istot ludzkich są policzone". Widzowie muszą poczekać. Teatr "Pieśń Kozła" w Ośrodku Grotowskiego "Kroniki" w reż. Grzegorza Brala, kostiumy Cristina Gonzales, muz. Zespół; spektakl z 24 listopada. Leszek Pułka |
|