WOperaKa.gif (6774 bytes)

_____________________________________________________________________

CUD, CZYLI KRAKOWIACY I GÓRALE

WOJCIECH BOGUSŁAWSKI
reżyseria: Kazimierz Dejmek
scenografia: Jan Polewka
kierownictwo muzyczne: Władysław Kłosiewicz
premiera: 18 września 1999

_____________________________________________________________________

Bywają stare obrazy, których wartość, co prawda, znamy, ale dopiero troskliwe zabiegi konserwatorskie ujawniają urok oryginału. Okazuje się, że i utwory sceniczne stają się bardziej atrakcyjne właśnie wtedy, gdy twórcy przedstawienia zawierzą ich oryginalnej wersji. Przydarzyło się to "Krakowiakom i Góralom" w Warszawskiej Operze Kameralnej. Takiego przedstawienia dawno już nie oglądano na polskich scenach.

 

krakowiacy.jpg (49603 bytes)

W "Krakowiakach i Góralach" cały zespół zasługuje na uznanie
Foto Jarosław Budzyński

       
Każdy, kto choć powierzchownie poznał historię polskiego teatru, wie, jak istotną rolę w naszej kulturze odgrywa śpiewogra Wojciecha Bogusławskiego i Jana Stefaniego "Cud mniemany, czyli Krakowiacy i Górale". Ma ona niekwestionowaną wartość historyczną i z tej właśnie racji co pewien czas pojawia się na polskich scenach. Niewielu inscenizatorów wierzyło jednak, iż śpiewogra zrodzona w przededniu insurekcji kościuszkowskiej zdolna jest poruszyć widza innego niż ten, który ją wówczas oglądał. Podejmowano więc różne starania, by utwór ożywić. Na nowo instrumentowano muzykę, upraszczano gwarę zastosowaną przez Bogusławskiego, wreszcie dopisywano nowe, bardziej aktualne kuplety.

Warszawska Opera Kameralna postanowiła powrócić do oryginalnej wersji, posiłkując się zachowanym rękopisem partytury i tekstu z prapremiery w 1794 roku. Pozornie ryzykowny pomysł przyniósł zaskakujące rezultaty. Muzyka Jana Stefaniego grana na XVIII-wiecznych instrumentach brzmi momentami fascynująco, gdyż połączenie stylu mozartowskiego z polskim folklorem okazało się niezwykle oryginalne.

 

Gwara Bogusławskiego nie razi ani przez moment, a cały utwór o prostej przecież fabule okazuje się mieć dobre tempo i potrafi bawić widza także po ponad 200 latach. Oczywiście, to nie jest żaden "cud mniemany", lecz efekt starań wielu osób. Władysław Kłosiewicz z zespołem Musica Antiquae Collegium Varsoviensis wnikliwie zinterpretował partyturę i tchnął życie w muzykę. Romana Angel stworzyła prostą, ale pomysłową choreografię, a praca Grażyny Matyszkiewicz z wykonawcami sprawiła, że wierszowany tekst podają bardzo naturalnie, a każde słowo - także podczas śpiewu - jest zrozumiałe dla widza. W przedstawieniu nie ma zresztą podziału na aktorów, śpiewaków i tancerzy. Wszyscy robią wszystko i z równie dobrym skutkiem. Beata Wardak (Dorota) z Justyną Stępień (Basia) mają wdzięk i ładnie śpiewają, zabawni są górale - Zbigniew Dębko, Krzysztof Kur, Bogdan Śliwa i Krzysztof Matuszak, zresztą cały zespół zasługuje na uznanie.

Mistrzem ceremonii jest Kazimierz Dejmek, który wraz ze swym stałym współpracownikiem, scenografem Janem Polewką stworzył przedstawienie bardzo stylowe a współczesne zarazem. Z jednej strony reżyser bawi się konwencją.
Ludowość utworu nabiera cech XVIII-wiecznej sielanki, śpiewaczki podczas arietek zastygają w stylowych pozach, a aktorzy kwestie o treściach wyraźnie patriotycznych mówią - tak jak to było zapewne w 1794 r. - wprost do widza, by nikt nie przegapił wagi tych słów. Ale też z drugiej strony spektakl potraktowano z dystansem i lekkim przymrużeniem oka, co sprzyja zabawie. Jest tu też parę komediowych epizodów najwyższej próby (Pastuch Witolda Żołądkiewicza czy Miechodmuch Jerzego Mahlera), jakich nie powstydziłby się żaden teatr dramatyczny.

Jacek Marczyński
(Rzeczpospolita)
22.09.99

 

WYDARZENIA RECENZJE TEATRY

Opracowanie Alfa