Premiera spektaklu "Dwa" odbyła się w sobotę na Scenie Malarnia teatru
Wybrzeże w Gdańsku. Bohaterowie sztuki spotykają się w pubie. Jak wskazuje już sam
tytuł, mamy tu kilka najróżniejszych par - rzeczywistych i częściowo
nierzeczywistych, ludzi z krwi i kości, przychodzących napić się i odpocząć, oraz
takich, których poznajemy z opowieści ich życiowych partnerów. Właściciel i
Właścicielka - postaci spinające konstrukcję dramatu - obserwują bądź wysłuchują
kolejno m.in. rozliczającej się z życiem Starej Kobiety, państwa Eiger, z których on
bezskutecznie usiłuje wyzwolić się spod absolutnej dominacji swej towarzyszki życia,
Starego Mężczyzny, którego żona już umarła, ale on ciągle odczuwa mocno w sobie jej
obecność, czy wreszcie pary pozostającej w toksycznych relacjach.
Ludzie niepełni
Cartwright opisał galerię pięknych postaci, z których każda sama czuje się
mocno niepełna, potrzebuje jakiegoś schronienia się, zakorzenienia w drugiej osobie,
czasem rozpaczliwie chwyta się swojego partnera, nawet myśli czy uczucia o nim.
Nieważne jest dla nich, że czasem to "podłoże", do którego z takim mozołem
usiłują się przytwierdzić, jest bardzo zwietrzałe i płytkie. Alternatywą może być
wypalenie, pustka, osamotnienie. "Tu już są dwie skorupy za tym barem"
stwierdza w pewnym momencie jeden z bohaterów "Dwa".
W cały ten kalejdoskop postaci i osobowości wciela się tylko dwójka aktorów -
Dorota Kolak oraz Grzegorz Chrapkiewicz. To spotkanie dwóch aktorskich indywidualności
Wybrzeża kończy się remisem ze wskazaniem na Dorotę Kolak. Chrapkiewicz w niektórych
scenach nie potrafi zostawić za sobą swej vis comica, która ciągnie się za nim jak
niepotrzebny ogon, promieniuje na role, którym przydatny byłby cień i chłód aktora.
Pozostaje wciąż gdzieś ukryta, ale widoczna, w nieporadnych ruchach, grymasach twarzy
czy tonie głosu, przeszkadzając czasem przez to w głębszym szkicowaniu postaci.
Kolak z wielkim taktem wygrywa opowieść Właścicielki o wypadku, w którym
zginął jej kilkuletni synek - nie ma tu ani jednego zbędnego gestu czy drżenia głosu.
Mówi tak, jakby poruszała ustami do tekstu nagranego na taśmie, jest gdzieś obok - ona
i wspomnienie, nie mieszczące się w jej wątłym ciele. To i prawie odczłowieczający
rytm wypowiedzi tylko podkreślają, jak głęboko nasiąkła bólem, jak strasznie
usiłuje zdystansować się wobec tego, co spotkało ją przed laty.
|
|
Nie wiem jedynie skąd tak ogromny zgrzyt
przy monologu Starej Kobiety, umierającej ze zmęczenia od opieki nad swym kalekim
mężem - aktorka jest w szarym płaszczu ale ma... wyzywająco czerwone paznokcie.
Najważniejsze słowa
Trochę mi smutno, że Łukasz Czuj nie zachował zakończenia, jakie znajduje się
w tekście Cartwrighta. Dramat Brytyjczyka kończy się wymianą zdań Właściciela i
Właścicielki, po czym następuje ciemność i padają słowa "kocham cię". W
spektaklu Czuja kiedy bohaterowie wyznają, a właściwie przypominają sobie miłość,
ciągle jest widno, a najważniejsze ze słów prawie zlewają się z poprzedzającym je
tekstem. Obraz traci przez to na sile, a związek z drugim człowiekiem wydaje się czymś
równie "istotnym", jak podliczanie kasy i gaszenie światła (o tym bohaterowie
"Dwa" mówią chwilę wcześniej), nie zaś czymś, do czego trzeba się czasem
przedzierać i przełamywać, jak para właścicieli pubu.
Scenografia Michała Urbana podkreśla umowność pubu - jako miejsca, w którym
spotykają się, poznają i - szczególnie - obserwują się ludzie, gdyż "więcej
się dzieje w takim pubie niż można zobaczyć w telewizji". Czerwony barek,
potraktowany w sposób uproszczony, z rodzajem "podjazdu", po którym chodzą
aktorzy, kojarzyć się może z wybiegiem w ogrodzie zoologicznym. Od czasu do czasu
niczym różne gatunki zwierząt pojawiają się na nim dziwaczne stworzenia zwane
ludźmi, a widzowie, czy odwiedzający ogród, pragną lepiej im się przyjrzeć, nawet
dokonać wiwisekcji.
W sobotni wieczór spędziłem godzinę na przyjemnym lenistwie. Tak jak powinno
być w sobotę. Nic mnie nie poraziło, prawie nic nie dotknęło, kilka razy się
zaśmiałem. Za pół roku pamiętał będę tylko dwa-trzy obrazy z Dorotą Kolak, a z
samego tekstu dramatu: Starego Mężczyznę i pełną liryzmu parę Freda i Alice -
brzydkich, z tuszą, ale potrafiących być bardzo blisko. Łukasz Czuj zrealizował
spektakl wzbudzający letnie emocje, dobry na letnie wieczory. Czyli czas, gdy
najczęściej "jeden" i "jeden" zamieniają się w "dwa".
Teatr Wybrzeże, "Dwa" Jima Cartwrighta. Przekład Sława
Michalewska-Biczysko. Reżyseria Łukasz Czuj. Scenografia Michał Urban. Premiera 28
lipca 2001 roku na Scenie Malarnia teatru Wybrzeże
Krzysztof Górski
Gazeta Morska
30 lipca 2001 |