Teatr
Wielki Opera Narodowa
w Warszawie
Martha Argerich
Międzynarodowy Rok Chopinowski. Martha Argerich, koncert nadzwyczajny, Teatr Wielki-Opera Narodowa w Warszawie, 14 maja. |
Przyjechała, zagrała, zwyciężyła - tak można najkrócej określić wizytę Marthy Argerich, która przyjechała do Polski, by wystąpić w Warszawie i Krakowie. Ale jak się okazało, nawet wielka i znana z pryncypialności artystka skłonna jest do kompromisów, mimo że nie najlepiej służą one muzyce.
Martha Argerich nie boi się artystycznych wyzwań. W programie występów umieściła aż dwa koncerty fortepianowe zagrane podczas jednego wieczoru, na co rzadko decydują się pianiści. Pierwszy z nich - Koncert Es-dur Liszta - idealnie przystaje do osobowości artystki. Już pierwszymi dźwiękami Allegra, rozpoczynającego koncert, Martha Argerich zdobyła publiczność. Heroiczny temat zagrała z pasją i rozmachem, znakomicie kontrastując go ze śpiewnym i delikatnym Adagio. Interpretację zaś całego koncertu cechowała rozpiętość nastrojów, silne kontrasty i doskonałe wykończenie każdej frazy. Koncert Liszta został zagrany po wirtuozowsku, ale bez przerysowań, jak to się zdarza w niektórych interpretacjach tej kompozycji. Martha Argerich zaprezentowała bogactwo odcieni, całkowicie podporządkowując sobie orkiestrę, ale nie było w jej grze przerysowań, bezbłędnie natomiast potrafiła się wczuć w klimat romantycznego utworu. Koncert Liszta niewątpliwie rozbudził oczekiwania publiczności, spodziewającej się wspaniałych przeżyć w drugiej części wieczoru z Koncertem e-moll Chopina. Martha Argerich wykonywała go przecież wielokrotnie, niedawno zaś ukazała się jej znakomita płyta z koncertami Chopina wydana przez EMI. Być może nadzieje były zbyt wielkie, ale tym razem jej interpretacja miała kilka słabszych momentów. Oczywiście, Martha Argerich jak zawsze zagrała go z temperamentem, odchodząc od typowo polskiej tradycji, nakazującej traktowanie Chopina jako subtelnego i delikatnego romantyka. Ale tak naprawdę wirtuozeria pianistki w pełni objawiła się dopiero w finale. Początkowi Romancy brakowało poezji, najsłabsze zaś wrażenie pozostawiła zaś część pierwsza. Powód zresztą był prosty: pianistka tak bardzo rozminęła się z akompaniującą jej orkiestrą, że do spotkania wszystkich muzyków doszło jedynie w finale tej części koncertu. Nie jest to wina samej solistki, lecz przede wszystkim dyrygenta. Martha Argerich przyjechała do Polski z Alexandrem Rabinovitchem, który na jej życzenie stale jej partneruje. Ten urodzony w Baku kompozytor i pianista dyrygenturą zajmuje się zaledwie od kilku lat i jego umiejętności doprawdy są niewielkie. Widać to było podczas dodanej do programu koncertu Symfonii "Haffnerowskiej" Mozarta, którą Sinfonia Varsovia zagrała samodzielnie, bez zbytniej pomocy dyrygenta, wykonującego na estradzie dziwne acz bezcelowe ruchy. Marcie Argerich wydają się one nie przeszkadzać, zresztą w Koncercie Es-dur sama od fortepianu prowadziła dyrygenta, on zaś jedynie starał się kierować resztą muzyków, ale ten rodzaj współpracy grozi wpadkami, co mogliśmy zaobserwować w Warszawie. Publiczność wybaczyła jednak Marcie Argerich tę słabość do Alexandre Rabinovitcha i słusznie. W końcu jest ona fenomenalną artystką o bezbłędnym muzycznym smaku i to się liczy przede wszystkim. Jacek Marczyński |