Jutro we wrocławskim Ośrodku Działalności
Artystycznej Firlej zobaczymy performance duetu Ooffouro
Artyści pochodzą z Sardynii. Przyjechali do Polski, bo chcieli poznać jakiś kraj
Europy Środkowej.
Wybrali Wrocław, bo słyszeli, że to fajne miasto. Zostali tu na dwa lata
Alessandro Carboni jest dyplomowanym tancerzem, Danilo Casti - didżejem. Poznali się w
rodzinnym miasteczku na Sardynii. Żyją ze stypendiów przyznawanych im przez uczelnie na
realizację kolejnych projektów artystycznych. Mieszkali m.in. w Barcelonie i w Londynie.
Wrocław też był dla nich tylko przystankiem. W lipcu ubiegłego roku zamienili go na
Indie. Teraz wracają - po to, by pokazać przygotowane tam widowisko. Będzie to ostatnia
część tryptyku "Climax Project". Schemat pokazów jest zawsze podobny.
Ciemność, ze snopu światła wyłania się jasna sylwetka tancerza, stopniowo i
elektroniczna muzyka, i gra świateł stają się coraz bardziej niepokojące,
hipnotyczne, tancerz zamienia się w szamana.
Pierwszy performance, z którym artyści przyjechali do Wrocławia, był opowieścią o
narodzinach człowieka.
- W kulminacyjnym momencie pokazu Alessandro wyciąga z usypanej góry soli
najprawdziwsze, lepkie od krwi serce, co prawda nie ludzkie, tylko zwierzęce. Muzyka
podkręca nastrój mocnym uderzeniem. Prawie wszyscy zebrani krzyknęli. Jedna osoba nawet
zemdlała - opowiada Michał Gawlicz, przyjaciel i menedżer artystów.
Podczas dwóch lat spędzonych we Wrocławiu przygotowali kolejne przedstawienie.
Wynajęli mieszkanie na Księżu Małym, obok znajdowała się opuszczona hala magazynowa.
Tam zrobili sobie pracownię. Chodzili po złomowiskach, znosili najdziwniejsze
znaleziska, spawali, lutowali, doczepiali diody. W końcu pokazali efekt pracy - taniec
człowieka i maszyn przy industrialnych szumach i szczękach. Co zobaczymy tym razem?
Artyści mówią tylko, że będzie to wynik ich inspiracji kulturą hinduską -
performance przygotowali w Indiach.
Katarzyna Wachowiak
Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
26 października 2006 |