Performance
______________________________________________________________________________

Święto, ekscytacja i klasyka bankietowa

83 kelnerów pomoże artystce w podjęciu gości przybyłych na otwarcie wystawy. W piątek o godz. 19 w Atlasie Sztuki (ul. Piotrkowska 114/116) coś się wydarzy, choć nie do końca wiadomo, co

Elżbieta Jabłońska (ur. 1970) mieszka i pracuje w Bydgoszczy. Jej twórczość to ironiczny komentarz do schematów, którym tak łatwo się poddajemy, a najczęściej dotyczących kobiecości i instytucji. Prowadzi z nimi inteligentną, ale dobrotliwą grę. Do jej najciekawszych akcji należą "Przez żołądek do serca" (przygotowywanie poczęstunku dla gości galerii), projekt "Supermatka" (wykonując czynności domowe, pozowała do serii fotografii przebrana w kostiumy bohaterów komiksów, np. Supermana). W 2003 r. otrzymała nagrodę "Spojrzenia 2003" Fundacji Kultury Deutsche Bank za pracę "Pomaganie". W Atlasie Sztuki (ul. Piotrkowska 116) artystka zaprezentuje pracę " 83 kelnerów i pomocnik", zbudowaną wokół sytuacji wernisażu.

Marta Skłodowska: Czy to, co pokaże Pani w Atlasie Sztuki na wystawie "83 kelnerów i pomocnik", to projekt pozostający w dialogu z miejscem?

Elżbieta Jabłońska: Moje realizacje najczęściej odnoszą się bezpośrednio do konkretnego miejsca i do związanych z tym miejscem obserwacji, przemyśleń czy intuicyjnych przeczuć. Ten dialog przybiera rożne formy. Bywa, że jest czytelny bardziej, bywa też niezauważalny. Podobnie jest z projektem przygotowanym dla Atlasa Sztuki.

Co wydarzy się na wernisażu w Atlasie Sztuki? Do jakiej gry zostanie zaproszona publiczność?

- Wernisaż jest sytuacją szczególną, która składa się z wielu poziomów odbioru. Jest rodzajem święta i bardzo zależy mi na obserwowaniu tego święta. Trudno przewidzieć, co może wydarzyć się w trakcie otwarcia wystawy. Niewiele zależy ode mnie, ciężar działania przeniesiony będzie raczej na publiczność i obsługujących ją tytułowych 83 kelnerów. Zależy mi na umożliwieniu spotkania, stworzeniu dobrej przestrzeni. Istnieje pewien plan, jest ustalona liczba obsługujących, jest rozbudowana instalacja i jest czas...

Co Panią zaintrygowało w sytuacji wernisażu, w Pani zawodzie całkiem zwyczajnej?

- Od kilku lat obserwuję z różną intensywnością otwarcia wystaw i za każdym razem mam nieodparte uczucie zagubienia. Tłum publiczności, pewien rodzaj ekscytacji i klasyka bankietowa. Chyba dlatego od kilku lat realizuję w galeriach działania stołowe, sytuacje kuchenne, związane z konsumpcją. Jest to rodzaj indywidualnego spotkania z publicznością już nie przez pryzmat "dzieła", lecz przez "blat stołu". Znika wówczas charakterystyczna oficjalność i sztywność tego rytuału.

Jak odniosła się Pani do otoczenia galerii i jej wnętrza?

- Budynek Atlas Sztuki to charakterystyczna bryła, umieszczona w równie charakterystycznym, choć odmiennym otoczeniu kamienic. Ta sytuacja techniczna ma dla mnie również znaczenie symboliczne, bycia sztuki w centrum potocznej rzeczywistości, ale mocno odizolowanego. Próbując podkreślić związek z otoczeniem, zlikwidowałam ten podział, otwierając okna.

Na Łódź Biennale w 2004 roku "udomowiła " Pani przestrzeń Pałacu Poznańskiego w akcji "Naruszenie". Czy obie łódzkie realizacje mają jakiś związek?

- Łączą je na pewno moje możliwości percepcyjne świta. "Naruszenie" nawiązywało do przestrzeni muzealnej, którą rządzą sformalizowane zasady: gromadzenia, porządkowania, przechowywania i katalogowania. Posługując się znikoma ilością środków, próbowałam w ten ustalony porządek wprowadzić element niespodziewanego chaosu i zamieszania. W aktualnym projekcie również pojawia się rodzaj naruszenia przestrzeni. Odgradzająca nas od rzeczywistości sala z białymi ścianami została otwarta na to, co dookoła niej. W drugiej sali dla spotęgowania tej różnicy zbudowałam kompletnie zamkniętą dużą szafę.

Jaki związek ma otwarcie wystawy z instalacją, którą będzie można oglądać do 14 maja w Atlasie?

- Po wernisażu zostanie wszystko, oczywiście oprócz 83 kelnerów. Akcja towarzysząca otwarciu to jednorazowe wydarzenie.

Często punktem odniesienia Pani akcji jest publiczność. Czy można powiedzieć, że materiałem tej sztuki są ludzie?

- Chciałabym, żeby moje prace współistniały z odbiorcą lub dzięki niemu. Likwidacja ewidentnego oddzielenia jest istotna, choć trudna. W większości prac staram się dać publiczności możliwość aktywnego uczestniczenia w tym, co robię.

W Pani działaniach sztuka i życie się przenikają. Czy należy próbować odróżnić je od siebie?

- To odwieczny dylemat! Skłaniam się ku temu, że życie jest o wiele ciekawsze niż sztuka. Doświadczenia życiowe są powodem robienia sztuki. Wynikają z obserwacji rzeczywistości i przełożenia jej na możliwy dla mnie język znaków, gestów i określeń.

Rozmawiała Marta Skłodowska
Gazeta Wyborcza Łódź
7 kwietnia 2006

          

  
 
INDEX WYDARZENIA RECENZJE ROZMOWY FESTIWALE PORTRETY TEATRY
    

Stowarzyszenie Teatralne "Tespis"

rk