Katowicki zespół Suka Off po raz kolejny
wystawił na próbę wrażliwość publiczności Centrum Artystycznego M25
Grupa, której poprzedni występ w M25 zakończył się skandalem (po tekście w
"Fakcie" do prokuratury trafiło doniesienie ówczesnego burmistrza Pragi Południe
o szerzeniu treści pornograficznych) pokazała, że nie zamierza rezygnować z
radykalnych środków artystycznych. Podczas spektaklu "White room" klub
zmienili w laboratorium. Ludzkie ciała poddawano eksperymentom i upokarzającej tresurze.
Na środku hali, w boksie kłębiły się trzy półnagie postaci. Mężczyzna o zakrytej
twarzy każdej narzucał poniżające zadania do wykonania. Zimna, sterylna przestrzeń i
dźwięczące w tle niemieckie słowa przywodziły na myśl laboratoria nazistowskie.
Dziewczynie na absurdalnie wysokich szpilkach powbijał w nogi igły i dał
chodzik-balkonik dla inwalidów. Kobietę o zaszytych ustach rzucił na szpitalne łóżko.
Chłopaka zmusił do chłeptania wody z miski dla zwierząt. Zbliżenia wyświetlano na
ekranach. Widzowie śledzili wszystko z uwagą, podchodząc do artystów najbliżej jak
można. Ktoś zemdlał, ktoś prowadził rozmowę przez komórkę. W końcu dręczyciel
zamienił się w udręczonego. Kobieta pozbawiona głosu obnażyła oprawcę. Powbijała
mu w skórę haki i rozpięła go we wnętrzu boksu. Zaciągnęła zasłony. Widzowie
wychodzili spokojni. Nie działa już na nich nawet publiczne okaleczanie.
Joanna Derkaczew
Gazeta Wyborcza Warszawa
27 kwietnia 2006 |